Nasi panczeniści tej zimy stają na wysokości zadania. Polacy zdobyli dziesięć medali Pucharu Świata i tylko raz — podczas weekendu w Calgary — nie sięgnęli podium. Imponujący był start w Tomaszowie Mazowieckim, gdzie brązowe krążki zdobyli Andżelika Wójcik, Damian Żurek (oboje 500 m) oraz drużyna kobiet. Jeszcze więcej, bo cztery medale, przyniosły ostatnie zawody w Quebecu. Tam srebro zdobyła drużyna sprinterek i Marek Kania, brąz Piotr Michalski, a złoto - drużyna sprinterów.
– Zakładaliśmy, że już w Kanadzie pojawi się wysoka dyspozycja, ale nie sądziliśmy, że tak prędko doczekamy się obrazka z dwójką Polaków na podium Pucharu Świata. Chłopaki, uniesieni tymi przejazdami, tylko potwierdzili klasę w sprincie drużynowym. Teraz, w Calgary, nastawiamy się na jak najszybszą jazdę. Przy dobrych wiatrach możemy stanąć na podium — zapowiada przed mistrzostwami świata trener kadry sprinterów Artur Waś.
Czytaj więcej
Ferrero podpisało nową, dwuletnią umowę z Polskim Komitetem Olimpijskim (PKOl). Firma nagrodziła...
Mistrzostwa świata w Calgary. Ambitne plany reprezentacji Polski
Optymizm trenera podzielają podopieczni. - Każdy szykuje się na mistrzostwa, ale to też furtka, z której warto skorzystać. Zawody w Quebecu pokazały, że mogę myśleć o czymś więcej niż tylko czołowa „ósemka” czy „dziesiątka” - mówi Michalski, który po słabszym początku sezonu dokonał zmian w sprzęcie, co okazało się dobrą decyzją. - Wróciło czucie lodu i znów wiedziałem, co robię. Później zmieniłem jeszcze płozy. Wyniki mówią dziś same za siebie.
Liderem kadry przed imprezą w Calgary jest Kania, który został niedawno brązowym medalistą mistrzostw Europy. - Niedziela w Quebecu była sportowo moim najlepszym dniem w życiu. Wcześniej, przed wylotem za ocean, mówiłem o indywidualnym medalu mistrzostw świata w perspektywie dwóch czy trzech lat, ale po ostatnich startach wiem, że szanse są już teraz. To nadal bardziej marzenia niż cel, ale przecież te czasami się spełniają – zapowiada.