Katar. Śpiew muezzina i stukanie młotków

Dla gospodarzy mundial ma być balsamem na wizerunkowe skazy, ale trudno powiedzieć, czy świat w tę opowieść uwierzy.

Publikacja: 17.11.2022 03:00

Czasem na pytanie: „Gdzie mieszkasz?” łatwiej odpowiedzieć: „Na prawo za Neuerem”, niż wikłać się w 

Czasem na pytanie: „Gdzie mieszkasz?” łatwiej odpowiedzieć: „Na prawo za Neuerem”, niż wikłać się w labirynt katarskich ulic

Foto: Adrian DENNIS/AFP

Korespondencja z Kataru

Słońce wisi na niebie jak żarówka, ale zakaz pracy w porze największego skwaru obowiązywał tylko do połowy września. Poza tym czas ucieka, więc grupka ciemnoskórych mężczyzn w odblaskowych kamizelkach przybija gwoździami rozwinięte rolki sztucznej trawy. Strefa kibica po drugiej stronie parku lada dzień wypełni się ludźmi.

Katarczycy do organizacji mistrzostw świata szykowali się od 12 lat. Są prawie gotowi, Dauha oraz jej przedmieścia coraz mniej przypominają plac budowy, choć wciąż słychać odgłosy kucia i wiercenia.

Czytaj więcej

Belgia w Katarze: Cel jest jasny, wyznaczył go król

Mundial pachnie świeżą farbą. Gospodarze meblują pokoje mniej obleganych hoteli, położonych poza biznesowym centrum miasta. Podobno przyjechało już kilku dziennikarzy z Meksyku, są Duńczycy, ale strefy dla mediów świecą jeszcze pustkami. Drybling w przedziale metra ćwiczy małolat w argentyńskim stroju, a na schodach życzliwie zagaduje wystrojony w koszulkę reprezentacji Brazylii nauczyciel z RPA, któremu udało się kupić bilety na cztery mecze.

To znak, że są już w Dausze prawdziwi sympatycy futbolu, choć kilka dni temu zagraniczni dziennikarze raportowali, że podczas zorganizowanego przez gospodarzy przemarszu kibiców większość stanowili przebierańcy, zapewne robotnicy z Bangladeszu.

Czytaj więcej

Chorwacja w Katarze. Kraj wciąż mały, marzenia wciąż wielkie

Monarchia samochodowa

Organizatorzy liczą, że w ciągu miesiąca odwiedzi ich ponad milion kibiców. Stewardzi na razie stoją jeszcze w blokach i wypatrują najazdu zagranicznych gości, bo pracowników obsługi na niektórych stacjach metra poza godzinami szczytu jest więcej niż pasażerów.

Są uprzejmi, dobrze poinformowani, ochoczo spieszą z pomocą. Może to kwestia kultury, a może plakatów z hasłem: „Czy ktoś z naszej obsługi był dla ciebie nieuprzejmy? Zadzwoń, zgłoś to”.

Trzy nowoczesne linie metra łączą przede wszystkim stadiony, a nie najgęściej zaludnione dzielnice. Wagony w środku dnia często wożą powietrze. Dauha to raczej monarchia samochodowa. Jej krwiobiegiem są wielopasmowe autostrady, którymi od rana pędzą sznury aut.

Emir Tamim bin Hamad al-Thani obiecuje, że Katarczycy z dumą przyjmą u siebie gości z całego świata, ale oczekują jednocześnie, że przybysze uszanują ich kulturę, więc publicznie okazywać uczuć nie wypada.

Import alkoholu jest zakazany, ale będzie można go spożywać zarówno w licencjonowanych hotelach, jak i na terenie mundialowych stref kibica – jeszcze nieczynnych.

Imprezę ubarwią też wydarzenia pozasportowe. Najważniejszym gościem muzycznego „Arcadia Spectacular” będzie ziejący ogniem pająk wypożyczony od brytyjskiego festiwalu w Glastonbury. Jego młodszy i grzeczniejszy brat, zaprojektowany przez Amerykanina Louise’a Bourgeoisa, wita dziennikarzy w Centrum Kongresowym, które jest także centrum prasowym.

Organizatorzy obiecują też kibicom pokazy świetlne, karnawałowy klimat deptaka Corniche oraz 16-dniowy festiwal tańca, muzyki i architektury. To zestaw uzupełniających mecze atrakcji, które mają wymazać z pamięci kibiców kulisy przyznawania Katarowi mundialu oraz przygotowań do niego.

Wysoka cena

Goście powinni wywieźć wyłącznie dobre wrażenia. Kibice już na lotnisku dostają darmową kartę do telefonu z trzydniową datą ważności oraz prawo bezpłatnych przejazdów komunikacją miejską – zwłaszcza wspomnianym już metrem, gdzie ekskluzywne przedziały z wygodnymi fotelami na czas mundialu otwarto dla wszystkich chętnych. Można nawet usiąść na czele składu i wbijać oczy w ciemność tunelu z perspektywy nieobecnego maszynisty.

Katarczycy ten dobrobyt budowali poprzez wyzysk. Ich marzenia przez lata zamieniali w czyn robotnicy z Indii, Pakistanu, Nepalu, Bangladeszu czy Sri Lanki. Przyjazd nad Zatokę Perską, który miał być ucieczką od biedy, niejednokrotnie oznaczał spiralę problemów oraz długów.

Robotnicy trafiali do baraków rozstawionych na przedmieściach Dauhy i pracowali w 50-stopniowym upale przez kilkanaście godzin na dobę za głodowe pensje – często na niewolniczych kontraktach. Raport Amnesty International opublikowany miesiąc przed rozpoczęciem imprezy wskazuje, że w Katarze wciąż dochodzi do wielu nadużyć, a reformy to fasada – także za sprawą długiego, rozmywającego odpowiedzialność łańcucha podwykonawców.

Organizatorzy uważają, że przy budowie stadionów zginęło 37 robotników, ale mundial to nie tylko stadiony. Katarczycy intensywnie modernizują cały kraj. Amnesty International informuje, że od 2010 do 2019 r. zmarło tam 15 tys. migrantów.

Pracownicy hotelu dla dziennikarzy niemal w komplecie pochodzą z Nepalu. Zarabiają w Dausze od trzech, czterech lat. – Jest nas tu 400 tys., czyli więcej niż rodowitych Katarczyków – słyszymy. Może to lekka przesada, bo oficjalnie w ciągu ostatnich siedmiu lat pozwolenia na pracę dostało 204 tys. Nepalczyków.

Tamtejsze ministerstwo pracy informuje, że od 2010 r. zginęło w Katarze 2100 obywateli Nepalu. To, jak policzył „New York Times”, wciąż mniej niż w Malezji (3500) czy Arabii Saudyjskiej (3000). Nikt w hotelu nie chce jednak głośno mówić o tym, że krew ich rodaków także była paliwem mundialu.

Katar pod ostrzałem

Kibice dopiero przybywają nad Zatokę Perską, ale już dziś wiadomo, że klimat tego mundialu będzie inny od towarzyszącego poprzednim globalnym imprezom.

Nieodłącznym kompanem igrzysk w Tokio oraz Pekinie był cień koronawirusa. Przeżywaliśmy wydarzenia ekskluzywne, organizowane w środowisku ściśle kontrolowanym. Olimpijczycy w Tokio rywalizowali przy pustych trybunach, Chińczycy kibicować pozwolili tylko zweryfikowanym rodakom. Teraz maleńki skrawek ziemi nad Zatoką Perską ma być karnawałem dla fanów z całego świata. Niektórym, starannie wyselekcjonowanym, przyjazd opłacili gospodarze.

Katarczycy kilkanaście dni przed mundialem znieśli obowiązek instalacji koronawirusowej aplikacji śledzącej, kibice na lotnisku nie muszą się już legitymować wynikiem testu antygenowego. Odprawa jest błyskawiczna. Jedyny wymóg to „Hayya Card”, mundialowa wiza.

Gospodarze przychylą przyjezdnym nieba, bo zależy im na wizerunku. Sport miał służyć Katarczykom do budowy obrazu kraju przyjaznego i nowoczesnego, ale organizacja mundialu okazała się raczej granatem, który wybuchł emirowi w dłoniach. Uważa on, że jego kraj stał się celem bezprecedensowych ataków, a prorządowe media oraz naukowcy opowiadają o rasizmie zachodnich mediów, które koloryzują doniesienia znad Zatoki Perskiej.

Serwis „The New Arab” – mający siedzibę w Londynie, ale będący własnością założonej w Dausze Fadaat Media – punktuje, że krążąca w mediach społecznościowych grafika wskazująca, że w kraju zakazane są randkowanie i głośna muzyka, jest fałszywa, policja wcale nie zatrzymała aktywisty Petera Tatchella, 6,5 tys. robotników to tylko ogólna liczba zgonów, a nie tragiczny bilans budowy stadionów, a aplikacja śledząca Ehteraz wcale nie narusza prywatności użytkowników.

Neuer patrzy z góry

Mundial ma być balsamem na wizerunkowe skazy Kataru. Twarz tamtejszym projektom dawali już Zinedine Zidane, Gabriel Batistuta, Cafu, Xavi, Ronald de Boer, Samuel Eto’o czy Michel Platini, a ambasadorem imprezy jest David Beckham.

Gospodarze stworzyli opowieść, którą konsekwentnie snują. Lecimy więc oficjalnymi, mundialowymi liniami lotniczymi, przyjmuje nas oficjalny, mundialowy port lotniczy. Informują o tym grafiki, spoty, zawieszka na bagaż. Kibiców na lotnisku wita nie tylko 7-metrowy miś, którego Katarczycy kupili za 6,8 mln dolarów na aukcji w Nowym Jorku, ale także mundialowe grafiki oraz sklep z pamiątkami. Jest radośnie i nowocześnie. Nie taki ten Wschód straszny, jak go Zachód maluje.

Miejscowi na hasło „Polska” reagują odzewem „Lewandowski”. Jego także goście lecący na mundial spotykają już w samolocie. Lewandowski, Neymar oraz Cafu są bohaterami filmu z 4-minutową instrukcją bezpieczeństwa Qatar Airways, zapinają pasy i dmuchają kamizelki.

Największe gwiazdy mundialu patrzą także z olbrzymich plakatów, które zdobią hotele i biurowce przy Zatoce Zachodniej, czyli dzielnicy luksusu. Mogą działać jak drogowskazy. Czasem na pytanie: „Gdzie mieszkasz?” łatwiej odpowiedzieć: „Na prawo za Neuerem”, niż wikłać się w labirynt katarskich ulic. Wieżowce Al Fardan zdobią grafiki w barwach uczestników mundialu. Komplet 32 flag widzimy właściwie przed każdym hotelem.

Uczestnicy mundialu za chwilę odetchną gęstym, katarskim powietrzem, choć zimą warunki są bardziej przyjazne niż te, z którymi Polacy przed rokiem zetknęli się w Sewilli podczas Euro.

Piłkarzy nie czeka nic nowego. Najlepsi i najbogatsi od lat latają do Kataru na sparingi, zgrupowania, a nawet klubowe mistrzostwa świata. Katarczycy, organizując wielkie sportowe wydarzenia, już dawno zaprosili świat do siebie. Mundial to jedynie kolejny odcinek tej samej opowieści – tyle że w znacznie większej, niespotykanej dotąd skali. Gospodarze pokażą się światu takimi, jakimi chcieliby być widziani. Najbliższy miesiąc pokaże, czy świat ich opowieść kupi.

Otwarcie mistrzostw w niedzielę (mecz Katar–Ekwador), na razie muezzin wzywa do modlitwy z głośników minaretu w parku Al Bidda, a jego śpiew współgra z miarowym stukaniem młotków.

Korespondencja z Kataru

Słońce wisi na niebie jak żarówka, ale zakaz pracy w porze największego skwaru obowiązywał tylko do połowy września. Poza tym czas ucieka, więc grupka ciemnoskórych mężczyzn w odblaskowych kamizelkach przybija gwoździami rozwinięte rolki sztucznej trawy. Strefa kibica po drugiej stronie parku lada dzień wypełni się ludźmi.

Pozostało 96% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Mundial 2022
Influencer świętował na murawie po zwycięstwie Argentyny. FIFA prowadzi dochodzenie
Materiał Promocyjny
Jak wykorzystać potencjał elektromobilności
Mundial 2022
Messi wskrzesza przeszłość. Przed Argentyną otwiera się szansa na lepsze jutro
Mundial 2022
Hubert Kostka: Idźmy argentyńską drogą
Mundial 2022
Szymon Marciniak: Z dżungli na salony
Mundial 2022
Stefan Szczepłek o finale mundialu: Tylko w piłce takie rzeczy