W sobotnim konkursie indywidualnym wystartują Adam Małysz, Kamil Stoch i Marcin Bachleda. Gwiazdami w czwartek byli jednak inni – przede wszystkim Austriacy Gregor Schlierenzauer i Thomas Morgenstern, Szwajcar Simon Ammann i trochę niespodziewanie Fin Matti Hautamaeki, który wygrał kwalifikacje.
Małysz dzięki zakończeniu kariery przez Janne Ahonena i złamanej nodze Janne Haponena był w dziesiątce spokojnych, nie musiał startować, ale skoczył, uzyskał 127 m, nie był zadowolony i szybko umknął polskim kamerom i mikrofonom. Gdy odetchnął, przyznał, że skoki miał średnie, jedyne, co go cieszyło, to to, że poprawiał się z próby na próbę. Kamil Stoch miał 124 m i pewne miejsce w konkursie. Marcin Bachleda (119,5) musiał się o nie trochę obawiać.
Matti Hautamaeki cztery godziny wcześniej mówił, że nie ma pewności siebie. I bez niej przypomniał sobie stare dobre czasy. Zwycięski skok z kwalifikacji (135,5 m) był najkrótszym z trzech, jakie wykonał. Wszyscy zobaczyli także, że austriaccy gwiazdorzy nie stracili nic z ubiegłorocznego blasku. Morgenstern i Schlierenzauer chyba znów zajmą się walką między sobą. Dolatywali do 140 m, ale prestiżowego minikonkursu dla tych, którzy nie mieli obowiązku kwalifikacji, nie wygrali – pogodził ich Ammann (141 m).
Pierwsze treningi sezonu 2008/2009 po części zapowiedziały to, co stało się w kwalifikacjach. Próbne skoki Małysza na odległość 124,5 oraz 123 m nie cieszyły. Najdalej skoczył z Polaków Kamil Stoch (127,5). Stefan Hula, Marcin Bachleda i Łukasz Rutkowski dotkliwie przegrali pierwsze starcie ze skocznią Rukatunturi, na której granicą bezpiecznego lotu jest 142 m. Cała trójka lądowała między 99. a 112. metrem. O pochwały trudno, skoro widzi się taką powtórkę z przeciętności. Tylko Bachleda się poprawił, pozostali nie potrafili.
Tegoroczny Puchar Świata nie przyniesie ważnych zmian regulaminowych. Dyrektor Walter Hofer z FIS powiedział w czwartek, że nowe pomysły wdrażano ostatnimi laty dość intensywnie i na razie wystarczy.