Uśmiechnięty wojownik wygrywa

Simon Amman. Sukcesy zdarzały mu się od święta, długo traktowano je jako wybryki, on sam czuł się outsiderem. Ale to właśnie Szwajcar może osiągnąć coś, co nie udało się nikomu z jego pokolenia skoczków. Nawet Małyszowi i Ahonenowi - pisze Paweł Wilkowicz Garmisch-Partenkirchen

Aktualizacja: 30.12.2008 23:24 Publikacja: 30.12.2008 21:10

Simon Amman

Simon Amman

Foto: AFP

Mówi, że wciąż dostaje gęsiej skórki, gdy patrzy na zdjęcia z Salt Lake City. Na te jaskrawe kolory na zdjęciach, zwłaszcza pomarańczowy, na olimpijskiej kamizelce startowej. Na błyszczący czerwony płaszcz do ziemi. Na okulary, które bardziej pasowałyby dziecku, a nie 20-latkowi. – Przyznaję, to z Harrym Potterem było bardzo trafne – mówi o przydomku, który ciągnie się za nim od igrzysk 2002 roku.

Bywało mu z nim do twarzy, ale częściej był on ciężarem. Co to za frajda być czarodziejem, gdy czary przestają działać. Wszyscy pytali dlaczego, a on nie wiedział. Jak to w skokach. Uczył się ich powoli, krok po kroku, na porażkach i rzadkich sukcesach. Mówi, że dopiero dziś coś o skokach wie naprawdę. I bardziej od Harry’ego Pottera podoba mu się inny przydomek, wymalowany na transparencie kibica w Kuusamo, na początku tego sezonu. „Simon, the smiling warrior”. Uśmiechnięty wojownik.

[srodtytul]Skok do nieśmiertelności[/srodtytul]

Kto nie pamięta tamtej zimy 2002? W Polsce małyszomania w pełni, w Niemczech szaleństwo na punkcie Svena Hannawalda, a oba olimpijskie konkursy wygrywa chłopak ze szwajcarskiej wioski. Wcześniej podwójnym mistrzem był tylko wielki Matti Nykaenen. „Skok do nieśmiertelności! Simissimo!” – piszą szwajcarskie gazety.

Rodzice Ammanna oglądali konkursy u sąsiadów, w domu nie mieli telewizora. Nie dlatego że ich nie stać, po prostu nie chcą mieć, zawsze ważniejsze były inne sprawy. Ich syn dopiero przed kilkoma tygodniami wyszedł ze szpitala po poważnym wypadku. Podczas treningu w Willingen spadł z progu twarzą na bulę. Wcześniej w tamtym sezonie cztery razy stawał na podium, ale żadnego konkursu w Pucharze Świata nie wygrał. Udało się dopiero w Holmenkollen, miesiąc po igrzyskach.

[wyimek]Kończy studia, będzie inżynierem. Okulary zmienił na dodające powagi, na serdecznym palcu lewej ręki pojawiła się złota obrączka. Jeszcze nie ślubna[/wyimek]

Na następne zwycięstwo w PŚ, w Lillehammer, czekał blisko cztery lata. Na kolejne, znów w Oslo-Holmenkollen, rok. A na taki sezon jak obecny – całe życie. Wygrał od początku zimy już pięć konkursów, w każdym miejscu, w którym się pojawiał. W poniedziałek był najlepszy w Oberstdorfie, dziś stanie do kwalifikacji w Garmisch-Partenkirchen jako lider Turnieju Czterech Skoczni. W Pucharze Świata też prowadzi.

Jeśli obroni przewagę, to za niespełna trzy miesiące w Planicy, zabierając do domu Kryształową Kulę, będzie mógł powiedzieć: wygrałem wszystko. Do Wielkiego Szlema brakuje mu zwycięstw w Turnieju Czterech Skoczni i w Pucharze Świata. Ma dwa olimpijskie złota i dwa medale mistrzostw świata w Sapporo 2007, złoty z dużej i srebrny ze średniej skoczni. Janne Ahonen był mistrzem świata i legendą TCS, zdobywał Kryształowe Kule, ale zakończył karierę bez olimpijskiego złota. Adam Małysz stanie przed ostatnią szansą w Vancouver. A Ammann, który dopiero teraz, w 12. roku startów w PŚ, słyszy o sobie, że jest faworytem, ma komplet trofeów na wyciągnięcie ręki. Zabraknie tylko złota w lotach, ale to inna konkurencja. Jak tu nie wierzyć w czary.

[srodtytul]Przyjaciel Małysza[/srodtytul]

Przełomem było Sapporo. Tymi mistrzostwami przypieczętował swój powrót do wielkiego skakania po kilku latach kryzysu, gdy ani razu nie potrafił zakończyć PŚ w pierwszej dziesiątce, a na podium konkursów stał tylko trzy razy, na początku 2004 roku. Cały sezon 2006 – 2007 był udany, na początku nawet prowadził w pucharowej klasyfikacji, pierwszy raz w życiu. – Ale ciągle nie czułem, że należę do najlepszych. Jeszcze dziś słowo „faworyt” mnie zaskakuje. Zostawiam takie rozważania kibicom i dziennikarzom. Kontynuuję swoją taktykę niemyślenia o tym – zapowiada. Śmieje się, oczy mu błyszczą, porozmawia z każdym, kto go zaczepi. Nawet w złych czasach był jednym z najsympatyczniejszych skoczków, jednym z niewielu, o których Adam Małysz mówi: mój przyjaciel.

Lubi życie i zabawę. Swojego byłego trenera Berniego Schödlera wrobił w Salt Lake City w zakład: jak ja zdobędę złoto, to ty wracasz na piechotę do wioski olimpijskiej. I Schödler wędrował za samochodem, w którym Ammann i jego przyjaciel z kadry Andreas Küttel pękali ze śmiechu.

[srodtytul]Koszulka na głowie[/srodtytul]

Trzy lata temu, po awansie szwajcarskich piłkarzy na mundial w Niemczech, Simon dostał zaproszenie na wielką galę charytatywną z udziałem najbardziej znanych sportowców w kraju. Czekało na niego honorowe miejsce w hali w Zurychu – tej, w której niedawno Holyfield walczył z Wałujewem. Pomyślał, że skoro pretekstem jest sukces piłkarzy, to wbiegnie z koszulką naciągniętą na głowę. – Chciałem mieć dobre wejście – uśmiecha się. I miał. Nie wiedział, że tuż przy wejściu będzie go filmowała kamera na wysięgniku. Wyrżnął w nią głową tak, że aż rzuciło go na plecy, można sprawdzić na YouTube. Potem pokazywał, jak niewiele brakowało, by stracił zęby, ale uśmiech go nie opuszczał.

Wydoroślał, choć wciąż wygląda na młodszego od najmłodszych skoczków w PŚ. Kończy studia, będzie inżynierem. Okulary zmienił na dodające powagi, na serdecznym palcu lewej ręki pojawiła się złota obrączka. Jeszcze nie ślubna, ale i na to wkrótce przyjdzie pora. Janę, kilka lat młodszą studentkę z Rosji, poznał dwa lata temu. Od niedawna mieszkają razem w Schindellegi. – W lecie poczułem, że wszystko zaczyna mi się układać jak w marzeniach, na skoczni i poza nią. Odnalazłem lekkość, która niesie mnie do dzisiaj – opowiada.

[srodtytul]Ten sam dialekt[/srodtytul]

Przed sezonem zmienił narty, bo współpraca z Elanem była coraz trudniejsza. Uważał, że jako główny słup reklamowy słoweńskiej firmy zasługuje na lepsze traktowanie, teraz skacze na fischerach. Zmienił też trenera, po raz drugi w ciągu roku. Po Schödlerze, który czuł się wypalony w Szwajcarii i wybrał Rosję, przyszedł Werner Schuster, ale wiosną skusili go Niemcy. Kadrę przejął Martin Künzle, starszy od Ammanna o rok, jego znajomy z sąsiedniej wioski.

– Mówimy tym samym dialektem, mamy takie same cele. Razem z Andreasem Küettelem poprosiliśmy, żeby to Martin nas trenował – tłumaczy. W szwajcarskiej kadrze zostali już tylko oni dwaj, dalej jest przepaść, a za nią grupa zdolnych nastolatków. Skoro już tyle zrozumiał ze skoków, to może kiedyś zostanie ich trenerem?

– Muszę nad tym popracować. W skokach jestem ekspertem, ale nie profesorem. Jeszcze nie.

[ramka][b]Simon Ammann[/b]

Urodzony 25 czerwca 1981 roku w Grabs, reprezentuje klub RG Churfirsten. Ma dwóch braci, Eliasa i Josiasa oraz dwie siostry, Stefanię i Magdalenę. Studiuje technologię informacyjną i elektrotechnikę w Szwajcarskim Instytucie Technologicznym w Zurychu, mieszka w Schindellegi. Dwukrotny złoty medalista igrzysk olimpijskich w Salt Lake City (2002). Mierzy 174 cm i waży 58 kg. Z ostatnich mistrzostw świata w Sapporo w 2007 roku przywiózł złoto i srebro. W sezonie 2006/2007 zajął trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata, był też trzeci w Turnieju Czterech Skoczni. Pierwszy skok oddał w 1992 roku w Wildhaus. Pięć lat później debiutował w reprezentacji Szwajcarii.

[i]—j.p.[/i][/ramka]

[i]masz pytanie, wyślij e-mail do autora

[mail=p.wilkowicz@rp.pl]p.wilkowicz@rp.pl[/mail][/i]

Mówi, że wciąż dostaje gęsiej skórki, gdy patrzy na zdjęcia z Salt Lake City. Na te jaskrawe kolory na zdjęciach, zwłaszcza pomarańczowy, na olimpijskiej kamizelce startowej. Na błyszczący czerwony płaszcz do ziemi. Na okulary, które bardziej pasowałyby dziecku, a nie 20-latkowi. – Przyznaję, to z Harrym Potterem było bardzo trafne – mówi o przydomku, który ciągnie się za nim od igrzysk 2002 roku.

Pozostało jeszcze 94% artykułu
Inne sporty
Polacy szykują się do sezonu. Wrócą na olimpijski tor
Materiał Promocyjny
Rośnie znaczenie magazynów energii dla systemu energetycznego i bezpieczeństwa kraju
Inne sporty
Gwiazdy szachów znów w Warszawie. Zagrają Jan-Krzysztof Duda i Alireza Firouzja
kajakarstwo
Klaudia Zwolińska szykuje się do nowego sezonu. Cel to mistrzostwa świata
Kolarstwo
Strade Bianche. Tadej Pogacar upada, ale wygrywa
Materiał Partnera
Kroki praktycznego wdrożenia i operowania projektem OZE w wymiarze lokalnym
Kolarstwo
Trwa proces lekarza, który wspierał kolarzy. Nie zawsze były to legalne sposoby
Materiał Promocyjny
Jak znaleźć nieruchomość w Warszawie i czy warto inwestować?