Reklama

Ma być inaczej, niż w Paryżu

Agnieszka Radwańska po pierwszym zwycięstwie: o halnych w Eastbourne, następnej rywalce i nowościach na zapleczu Wimbledonu

Aktualizacja: 01.07.2015 07:56 Publikacja: 30.06.2015 21:50

Ma być inaczej, niż w Paryżu

Foto: AFP

"Rzeczpospolita": Pierwsza runda uważana jest za bardzo trudną. Była?

Agnieszka Radwańska: Tak, jak na pierwszą rundę grało się ciężko. To nie tylko sprawa rywalki, ale trzeba znaleźć rytm odbić, poznać korty. Myślałam jednak, że będziemy grać z Lucie Hradecką dłużej. Byłam przygotowana na jej mocne serwisy i z początku nawet stałam przed murem, jaki tworzyło jej pierwsze podanie. Jak jednak przełamałam jej serwis, było dużo lepiej.

Zesłano panią na kort nr 12, niby ważny, ze sporą trybunką, ale jednak daleko od centralnego. Serce zakłuło?

Gdzie tam, byłam nawet zadowolona. Wyznaję teraz zasadę: wszystko jedno gdzie, byle do przodu. A jak przegrać, to może lepiej tam dalej. Tak na poważnie – nie ma to dla mnie znaczenia.

Czy ten dobry start to także sprawa udanej gry i przygotowania w Eastbourne? Tam wróciła energia?

Reklama
Reklama

Tak naprawdę w Eastbourne tym razem były sztormy, wichury i halne, więc zupełnie inne warunki. Trawa niby taka sama jak w Wimbledonie, ale gra się wtedy inaczej. Ale rzeczywiście był to pod wieloma względami dobry tydzień, rywalki całkiem mocne, a mecze, wyłączywszy oczywiście ten minus w finale, gładkie.

Czy warto zatem grać o punkty i premie tuż przed Wielkim Szlemem?

Reguły nie ma. Jak się wygrywa, to mówi się, że to dobry pomysł. Jak się przegrywa, że nie. Ja gram w Eastbourne chętnie w ostatnich latach, co prawda czasem tylko jeden mecz, ale wiadomo, że tam są dobre warunki, dużo kortów, że to przede wszystkim trening i wiele tenisistek tak ten turniej traktuje. To czy się gra jeden mecz o punkty więcej, czy jeden mniej, nie ma wtedy znaczenia.

Następny mecz z Chorwatką, która rok temu pokonała panią w Roland Garros. Co pani myśli o tym spotkaniu?

Mam nadzieję, że mecz będzie inny, niż w Paryżu. Przede wszystkim dla mnie lepszy. Ajla Tomljanović gra raczej siłowo, może nie tak mocno jak Lucie Hradecka, ale na pewno nie na przerzut. Jest solidna i ma dość dobry serwis, warunki fizyczne na to jej pozwalają. Reszta wyjaśni się na korcie.

Nie ma w turnieju już dwóch ubiegłorocznych półfinalistek, Simony Halep i Eugenie Bouchard. Zaskakują panią wyniki pierwszej rundy?

Reklama
Reklama

To jednak chyba taka norma wimbledonska, te dziwne wyniki. Niby niespodzianki, ale przecież nie pierwsze i nie ostatnie. Nie wiem, jak wyglądały mecze Halep i Bouchard, nie wiem jak grały ich rywalki, ale to może to po prostu dowód, że tenis wciąż się zmienia.

Ponoć zmieniło się wiele na zapleczu dla uczestników turnieju. To prawda?

Na pewno. Budynek treningowy jest cały odnowiony, jesteśmy zachwyceni nową strefą rozgrzewkową, jest w niej teraz dużo miejsca, jest nowa siłownia. Poprawiła się strefa odnowy, są nowe wanny z lodem i inne usprawnienia – naprawdę widać dużo plusów.

W środę gra Ula, poradzi pani siostrze, jak w drugiej rundzie pokonać Samanthę Stosur na tym samym korcie numer 12?

Z Ulą widziałam się tylko przy śniadaniu, potem poszłyśmy swoimi drogami, jeszcze nie rozmawiałyśmy. Sądzę jednak, że ona tak długo jest w tenisie, że doskonale wie, jak grać ze Stosur, choć z nią wcześniej nie walczyła. Myślę też, że ma z nią nieco większe szanse na trawie, niż na kortach ziemnych.


—w Londynie wysłuchał Krzysztof Rawa

Tenis
United Cup. Thriller z happy endem, historyczny triumf polskiej reprezentacji tenisowej
Tenis
United Cup. Polscy tenisiści trzeci raz z rzędu w finale, czas na pierwszy triumf
Tenis
United Cup. 21 asów Huberta Hurkacza, udany rewanż Polaków
Tenis
Słońce i optymizm. Iga Świątek nie może się doczekać gry w Australii
Tenis
Iga święta spędza na korcie. W Chinach wzięła rewanż na Jelenie Rybakinie
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama