W poniedziałek po godzinie dziewiątej rano Maja Chwalińska wyląduje na lotnisku Chopina w Warszawie i spotka się z kibicami. Na 14.00 zaplanowano konferencję prasową. Później będzie mogła udać się na zasłużone wakacje.

– Potrzebuję kilku dni, żeby odpocząć i się zresetować. Wyjeżdżam za granicę. Wolny czas spędzam raczej na leżaku. Lubię sobie poczytać książkę – najbardziej fantastykę i psychologię. Poza tym herbata, kawa, przyjaciele, rodzina. W środku jestem chyba taką babcią – żartuje.

Maja Chwalińska przed Wimbledonem. „Mam potencjał, by grać dobrze na trawie”

Z najbliższymi spędzała także wieczór po sobotnim finale Roland Garros. – Poszliśmy coś zjeść. Ale tym razem to nie była pizza. Apetytu jeszcze nie mam. Myślę jednak, że za parę dni wszystko wróci do normy – opowiadała polskim dziennikarzom.

Nie ukrywała, że była w szoku, gdy zobaczyła nagranie z koncertu Dawida Podsiadły, który poprosił cały Stadion Śląski o odśpiewanie dla Mai „Sto lat”. – Jesteśmy ziomkami z dzielni, ale nie znamy się osobiście. Byłam dwa lata temu na jego koncercie w Chorzowie – wspomina. – Nie miałam jeszcze okazji przejrzeć wszystkich wiadomości z gratulacjami. Tego jest tak dużo. Czy były jakieś niespodziewane telefony z gratulacjami? Nie wiem, bo ja nie odbieram nieznanych numerów. Nie robię tego od wielu lat.

Czytaj więcej

Roland Garros. Maja Chwalińska walczyła, ale nową królową Paryża została Mirra Andriejewa

Teraz przed nią Wimbledon (początek 29 czerwca, kwalifikacje tydzień wcześniej). To właśnie tam cztery lata temu debiutowała w turnieju wielkoszlemowym i wygrała pierwszy mecz (z Czeszką Kateriną Siniakovą). Trwają starania o dziką kartę, by teraz nie musiała przebijać się przez kwalifikacje.

– Jest bardzo mało czasu, żeby zaadaptować się do nowych warunków, ale potraktuję to jako wyzwanie. Mam potencjał, by grać dobrze na trawie. Jestem podekscytowana, bo gra na tej nawierzchni to zupełnie coś innego, ten sezon jest krótki, dla mnie to tylko jeden turniej w tym roku. Mam nadzieję, że w związku z tym będę czerpać jeszcze więcej radości – przyznała i jeszcze raz podziękowała wszystkim kibicom za doping podczas Roland Garros. – Powtarzam się, ale nie wiem, co takiego zrobiłam, by zasłużyć na takie wsparcie. Jestem bardzo wdzięczna.

Jakie cele stawia przed sobą Maja Chwalińska?

Na razie nie wybiega daleko w przyszłość i nie planuje, co po Wimbledonie. Będzie chciała wykorzystać szansę, jaką daje jej ranking (awans na 21. miejsce), i startować we wszystkich prestiżowych imprezach. Nie wyznaczyła sobie jednak jeszcze żadnych konkretnych celów.

Czytaj więcej

Sukces Chwalińskiej otwiera worek z pieniędzmi. Firmy dostrzegły nową gwiazdę

– Na razie chcę, żeby emocje opadły. Później będziemy się zastanawiać. Ogólnie wolę stawiać sobie takie cele rozwojowe. To zawsze u mnie działało. Awans do czołowej setki rankingu był dla mnie oczywistym celem. Czułam, że przyszedł już na to czas – tłumaczy i dodaje: – Mam przed sobą jeszcze dużo pracy. Chcę się rozwijać, wiem, że mogę grać zdecydowanie lepiej. Swoimi doświadczeniami chciałabym się dzielić z młodszymi zawodnikami. Już to robię na co dzień w klubie, w Bielsku. U nas panuje bardzo rodzinna atmosfera. Nie sądzę, by młodsi wstydzili się do mnie podejść. Zawsze służę im pomocą.