Wszyscy wiedzą, że był głosem polskiego tenisa. To oczywiście prawda, jego głos będzie już zawsze kojarzył się z tym sportem, ale Karol powinien pozostać w naszej pamięci nie tylko z tego powodu.

To właśnie on, wraz ze Zdzisławem Ambroziakiem (do Karola zwykł się on zwracać „mój drogi Watsonie”) wprowadzili tenis do polskich domów, to oni nauczyli Polaków zasad tej gry, gdy zaczęła być ona telewizyjnie dostępna na co dzień.

Zmarł Karol Stopa. Wybitny komentator, pisał świetne teksty dla „Rzeczpospolitej”

Oczywiście przedtem był wielki Bohdan Tomaszewski, którego książki są fundamentem naszej tenisowej kultury, ale była to wciąż kultura elitarna, przesadą byłoby powiedzieć, że przeciętny kibic znał zasady tenisa i rozumiał język tego sportu. Czasy Wojciecha Fibaka stanowiły pewien wyłom, ale potem znów nastały lata ciemne. Tenis pozostawał u nas w cieniu sportów dających olimpijskie medale, wielkoszlemowych turniejów nikt nie transmitował, jedyną okazją, by zobaczyć czołowych graczy, był Puchar Davisa.

Tenis miał szczęście, że gdy trafił pod strzechy, wprowadzili go tam Ambroziak i Stopa. Obaj mieli znakomite głosy, świetnie łączyli fachowość z erudycją, byli dowcipni, umiejętnie budowali emocje. Zdzisław odszedł wiele lat temu, teraz będziemy żegnać Karola.

Rozmawialiśmy z Karolem wielokrotnie o tenisie i dziennikarstwie, pisał on świetne teksty dla „Rzeczpospolitej”, gdy wydawaliśmy codzienny dodatek podczas turnieju J&S Cup (grały w nim na kortach Warszawianki najlepsze zawodniczki na świecie, podczas tego turnieju zaczęła się wielka kariera Agnieszki Radwańskiej).

Czytaj więcej

Nie żyje Karol Stopa. Legendarny komentator tenisa miał 78 lat

Kiedyś zasugerowałem mu, że jego dzisiejsze telewizyjne atuty być może wzięły się z tego, że przedtem długo był dziennikarzem prasowym. Jego uwagę, że jeśli ktoś przez ponad 20 lat wkręca do maszyny kartkę papieru i stara się coś napisać w sposób niebanalny, to potem musi tak samo myśleć, mówiąc w telewizji, zapamiętałem na zawsze.

Karol wraz z kolegami w „Kurierze Polskim” w czasach socjalizmu pozwalał sobie zresztą na tenisowe facecje mogące uchodzić tylko w politycznie mało ortodoksyjnym organie Stronnictwa Demokratycznego. Kiedyś, dzień po jakimś wielkim sukcesie socjalistycznego sportu, który każda gazeta musiała zauważyć, oni na czołówce wydrukowali tekst pt. „<L’Equipe> klasyfikuje najlepszych tenisistów świata”. Byliśmy przekonani, że to gwóźdź do trumny tych zakochanych w tenisie żartownisiów, ze Stopą na czele, bo to on był pod tekstem podpisany, ale nic się nie stało, a Karol mówił, że nawet tego nie pamięta. Ja pamiętam, bo bardzo było mi z nim wtedy po drodze.

Wszyscy piszą, że wraz z odejściem Karola Stopy polski tenis stracił swój głos. To prawda tym smutniejsza, że dziś, gdy tenisista zagra pięknego woleja, z telewizora słyszymy, że „wyczyścił przy sieci”, a kiedy mocno zasmeczuje, to znaczy, że „wbił gwoździa”. Oczywiście nie wszyscy tak mówią, ale wraz z odejściem Stopy kończy się czas, gdy wymagając więcej, mogliśmy wskazać wzór.