Reklama

Zderzenie z Sereną, czyli grzmoty na horyzoncie

Agnieszka Radwańska w półfinale w Melbourne po wygranej z Hiszpanką Carlą Suarez Navarro 6:1, 6:3. W czwartek mecz z Sereną Williams.
Agnieszka Radwańska drugi raz jest w półfinale Australian Open, poprzednio awansowała tak daleko w r

Agnieszka Radwańska drugi raz jest w półfinale Australian Open, poprzednio awansowała tak daleko w roku 2014.

Foto: PAP/EPA

Ćwierćfinał Polki z Hiszpanką zaczął się tak, jakby Carla miała w głowie zakodowaną porażkę albo się nie rozgrzała. Pierwszy set przeleciał w niespełna pół godziny, wynik 1:6 oddaje to, co było widać: nerwy i brak skupienia po hiszpańskiej stronie, błąd za błędem, nawet znany jednoręczny bekhend służył do ofiarowania prezentów Agnieszce.

W drugim, znacznie dłuższym secie walki było więcej, pojawiły się atrakcyjne dla oka wymiany, publiczność ożywiły firmowe akcje z jednej i drugiej strony. Suarez Navarro przegrywała 0:2, ale wyrównała na 3:3. Emocje zniknęły, gdy Radwańska zręcznie wykorzystała słabości serwisu rywalki, ze stanu 5:3 do końcowego zwycięstwa przeszła już bez większych problemów.

Nie można wykluczyć, że Hiszpanka zapłaciła większą cenę niż Polka za trudne zwycięstwo w czwartej rundzie. Widać było, że południowy upał na Rod Laver Arena komfortu jej nie dawał. Agnieszka – przeciwnie, jeśli się krzywiła, to tylko przy podaniu prosto pod słońce, jakość pozostałych odbić nie ucierpiała w żadnym fragmencie meczu.

– Jestem bardzo zadowolona. Wiedziałam, że grać z Carlą może być trudno. Próbowałam być agresywna, pilnowałam serwisu i sądzę, że wykonałam dobrą pracę – stwierdziła Polka po spotkaniu.

Kiedy Agnieszka odpowiadała na pytania dziennikarzy, jeszcze nie wiedziała, z kim zagra w półfinale. – To będzie niezwykły mecz, niezależnie od tego, na kogo trafię. Oczywiście będę oglądać spotkanie Sereny z Marią. Najważniejsze to dobrze wypocząć przed czwartkiem, bo tylko wtedy będę w stanie grać najlepiej, jak potrafię. Jeśli regeneracja będzie słaba, wpadnę w poważne kłopoty. W drugim tygodniu Wielkiego Szlema to, z kim się zagra, nie ma wielkiego znaczenia – mówiła Polka.

Reklama
Reklama

Słomkowy kapelusz

Ponieważ 26 stycznia to na antypodach święto narodowe – Australia Day, Agnieszka Radwańska po meczu z Suarez Navarro przyjęła zaproszenie na barbecue w gronie sportowym nieopodal kortów Melbourne Park. Wszyscy zauważyli jej szeroki uśmiech oraz słomkowy kapelusz (stetson) z australijską flagą na głowie. Plan regeneracji miał stylowy początek.

Sił trzeba wiele, bo mecze Agnieszki z Sereną Williams to nie przelewki. Amerykanka, jak to ona, weszła na kort przeciw Szarapowej z groźną miną, ale to Rosjanka wygrała pierwszego i drugiego gema.

Rozdrażnienie Sereny to niezły sposób, by zachęcić ją do lepszej gry. Po chwili Williams wyrównała i rozpoczęła bombardowanie, na które Szarapowa nie znalazła sposobu. Tym razem nawet nie zbliżyła się do poziomu wielkiej rywalki. Cokolwiek zrobiła, dostawała mocniejszą, bardziej skuteczną odpowiedź. Rezultat 6:4, 6:1 dla Williams, w kronikach zanotowano, że to 19. zwycięstwo Amerykanki w 21. spotkaniu z Rosjanką. Komentatorzy kolejny raz mieli okazję roztrząsać przykrą dla Marii kwestię: czy wygra jeszcze kiedyś z Sereną, czy nie wygra. W Melbourne wyglądało na to, że prawdopodobieństwo takiego sukcesu znów zmalało.

Z polskiej strony patrząc, też trudno być optymistą przed półfinałem Radwańska – Williams. Grały osiem razy w turniejach WTA, osiem razy wygrała amerykańska mistrzyni (ostatni mecz w Masters 2013), bilans setów 16-1 (ten jeden wygrany przez Polkę w finale Wimbledonu 2012).

Dodać coś na pociechę niełatwo. Optymiści przypominają jednak wygraną przez Agnieszkę 6:4, 6:4 pokazówkę po sezonie 2012 w Toronto, dodają sukces 6:4, 6:7 (3-7), 6:1 w Pucharze Hopmana 2014, ale te wspomnienia raczej nie zrównoważą mocy gry wielokrotnej mistrzyni Wielkiego Szlema.

Znów, nie ujmując niczego Agnieszce, najwięcej będzie zależało od samej Sereny, jej nastawienia i kaprysów. Jeśli jednak Polka będzie grała po swojemu, sprytnie, aktywnie i nie da się zepchnąć do obrony, to nadzieja na przetrwanie grzmotów, choć mała, jest zawsze. Roberta Vinci w półfinale US Open 2015 potrafiła wykorzystać swoją szansę.

Reklama
Reklama

Klasykiem półfinałów męskich będzie 45. mecz Novak Djoković – Roger Federer (jest remis 22-22). Obaj wygrali ćwierćfinałowe spotkania bez straty seta. Serb zwyciężył Kei Nishikoriego, Szwajcar Tomasa Berdycha. Oglądający trochę narzekali, bo zwłaszcza w pierwszym z tych spotkań emocji nie było wiele. Japończyk był jakiś nieswój, lider rankingu też niezbyt skupiony, oglądanie wielu wymian kończonych piłką w taśmie lub na aucie atrakcyjne nie było.

Przewagą Novaka była umiejętność włączania na krótko wyższego biegu w decydujących chwilach. Wygrywał ważną piłkę i znów hamował. Nishikori na razie tak nie potrafi.

Świeżość Novaka

Kiedy Jim Courier pytał Djokovicia o sposoby treningu między meczami w Wielkim Szlemie, usłyszał, a z nim cały stadion: – Mniej znaczy więcej. Gram za dużo, więc w przerwach po prostu nie trenuję. Bardziej muszę odpocząć mentalnie od tenisa, nie biorę więc rakiety do ręki. I na tym polega moja świeżość.

Federer po meczu z Berdychem był w doskonałym nastroju. – Wciąż potrafię rywalizować z najlepszymi. Gram dobry tenis i to mnie przy okazji bawi. Nadal mam rezerwy, potrafię atakować, biegać do siatki, jak w meczu z Tomasem. Wygrać jeszcze raz w Wielkim Szlemie, wciąż jest dla mnie ogromną sprawą – mówił.

Szwajcarki mistrz w Australii zawsze grał nieźle, w półfinale jest dwunasty raz, wygrał w Melbourne 80 spotkań, poprawił nawet wynik z Wimbledonu (79 zwycięstw), choć tę statystykę zapewne w lipcu poprawi. Nie można zapominać jednak, że wielki Roger bije przy okazji rekordy, o których wspominać niezręcznie: został we wtorek najstarszym (34 lata, 176 dni) półfinalistą Australian Open od czasu Colina Dibleya w 1979 roku. Jeśli chodzi o takie rekordy - przyszłość zdecydowanie przed nim.

Wtorek przyniósł jeszcze inne sukcesy tenisowej dojrzałości. W deblu kobiecym kolejny mecz wygrały Martina Hingis i Sania Mirza – są żelaznymi kandydatkami do zwycięstwa. Wygrała także ćwierćfinał para Daniel Nestor - Radek Stepanek, łącznie 82 lata. Kiedy w turnieju deblowym nie ma już braci Bryanów (przegrali w trzeciej rundzie), to chyba trzeba kibicować seniorom z Kanady i Czech, choć swoich zwolenników może mieć także niezłomny Maks Mirny, też deblowy półfinalista, a za rok czterdziestolatek.

Reklama
Reklama

W środę w Melbourne Park dokończenie ćwierćfinałów singlowych, w czwartek oba półfinały kobiece i pierwszy męski.

Ćwierćfinały

Kobiety: A. Radwańska (Polska, 4) – C. Suarez Navarro (Hiszpania, 10) 6:1, 6:3; S. Williams (USA, 2) – M. Szarapowa (Rosja, 5) 6:4, 6:1.

Mężczyźni: R. Federer (Szwajcaria, 3) – T. Berdych (Czechy, 6) 7:6 (7-4), 6:2, 6:4; N. Djoković (Serbia, 1) – K. Nishikori (Japonia, 7) 6:3, 6:2, 6:4.

Debel juniorów – II runda: P. Matuszewski, K. Żuk (Polska) – G. Blancaneaux, U. Humbert (Francja, 6) 6:4, 7:5.

Tenis
Indian Wells. Kamil Majchrzak postraszył Novaka Djokovicia. Została nam tylko Iga Świątek
Materiał Promocyjny
Bezpieczeństwo to nie dodatek. To fundament systemu płatności
Materiał Promocyjny
Dane zamiast deklaracji. ESG oparte na faktach
Tenis
Kamil Majchrzak dostał to, czego chciał. W sobotę zagra z Novakiem Djokoviciem
Tenis
Tenisowa wiosna zaczyna się w Kalifornii. Iga Świątek zagra o trzeci triumf w Indian Wells
Tenis
Billie Jean King Cup. O awans do turnieju finałowego nasze tenisistki zagrają w Polsce
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama