Wiele po tych obradach obiecuje sobie prezes Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego Jacques Rogge i wzywa wszystkich członków do przyjęcia ustanowionych zasad. - Nie można skutecznie zwalczać dopingu, dopóki wszyscy nie podporządkują się międzynarodowym standardom. Prawda jest taka, że dotychczas jedynie 70 krajów ratyfikowało konwencję UNESCO z 2005 roku (Polska uczyniła to w tym roku - przyp. red.) - przyznaje Rogge.
Załącznikiem do tego dokumentu jest Kodeks Światowej Agencji Antydopingowej. W lipcu na kongresie MKOl w Gwatemali prezes WADA Dick Pound zapowiedział możliwość wykluczenia federacji, które nie podpiszą konwencji, z zimowych igrzysk olimpijskich w Vancouver w 2010 roku. W tym roku doping zniszczył reputację gwiazdy lekkiej atletyki Marion Jones. Płacząc na stopniach sądu, Amerykanka przepraszała kibiców, rodzinę i swój kraj. O mało co nie zatrzymał również Tour de France. Jednego po drugim wykluczano z wyścigu faworytów, najpierw Duńczyka Michaela Rasmussena, potem Kazacha Aleksandra Winokurowa. Gdy na stosowaniu niedozwolonych środków przyłapano Patrika Sinkewitza, niemieckie stacje ARD i ZDF odmówiły dalszego transmitowania imprezy.
W kuluarach zjazdu jednym z głównych tematów jest afera Puerto, która pogrążyła m.in. niemieckiego mistrza Jana Ullricha. Hiszpański minister sportu Jaime Lissavetzky zapowiada, że trafi ona do sądu. Rogge chwali jednak Międzynarodową Unię Kolarską (UCI), która z niedawnego hamulcowego sportu, pragnie stać się prymusem. Jako pierwsza wprowadzi ona od początku przyszłego roku paszporty biologiczne - bazę danych z próbkami moczu i krwi kolarzy, czyli indywidualny profil biologiczny każdego zawodnika, z którym będzie można porównywać wyniki testów przeprowadzanych podczas wyścigów. Pozwoli to na błyskawiczne wykrywanie środków dopingujących.
Porozumienie w tej sprawie podpisali w październiku prezydent UCI Pat McQuaid i Pound. - Posiadanie paszportu biologicznego będzie warunkiem wstępnym uczestnictwa w Tour de France - powiedział Patrice Clerc, szef Touru. Niewykluczone, że te rozwiązania zostaną wprowadzone także w innych dyscyplinach. Decyzja ma zapaść jesienią 2008 roku, po sporządzeniu raportu z funkcjonowania nowego systemu walki z dopingiem.
O pomysłowości zawodników świadczą badania Mario Thevisa. Niemiec odkrył, że kosztujące miliony dolarów, opracowane przez słynne laboratoria w Chatenay-Malabry pod Paryżem i w Canberze, testy na obecność erytropoetyny (EPO) w organizmie można oszukać dosypując do próbek moczu mydło w proszku. Takie oszustwo jest bardzo trudno udowodnić. Wprawdzie obecność pewnego poziomu EPO w próbce jest naturalna (mydło usuwa je całkowicie), ale jak twierdzi Martial Saugy, szef laboratorium w Lozannie, nie jest to regułą. Na szczęście EPO można wykryć jeszcze we krwi.