Wojciech Nowicki i Paweł Fajdek przywitali się ze Stadionem Olimpijskim, z łatwością przechodząc kwalifikacje rzutu młotem. Nieco później Michał Haratyk i koledzy sprawdzali, jak smakuje pchanie kulą poza stadionem, w historycznym sercu Berlina. Skoro na początek są rzuty – to mistrzostwa powinny zacząć się dobrze dla reprezentacji Polski. Finał młociarzy zacznie się we wtorek o 18.45, kulomiotów o 20.33.
Stadion wygląda tak, jak wyglądał dziewięć lat temu podczas mistrzostw świata. Te same stare kolumnady, nowoczesny lekki dach i monumentalne rzeźby nagich młodzieńców dookoła, te same kamienne wieże i pięć olimpijskich kółek wysoko w powietrzu przy bramie głównej.
Lustrzane odbicie
Pordzewiały, pęknięty dzwon olimpijski z sierpnia 1936 roku, na którym germański orzeł trzyma w szponach symbol igrzysk, nadal leży przy południowej bramie i przyciąga obiektywy kibicowskich smartfonów. Nawet wielki biały namiot centrum prasowego postawiono dokładnie w tym samym miejscu, co w 2009 roku.
Organizatorzy mistrzostw Europy nie kryją, że chcieliby zobaczyć lustrzane odbicie tamtych fascynujących zawodów z Usainem Boltem bijącym rekordy świata i miastem żyjącym kilkanaście dni lekką atletyką.
Zastąpić Bolta europejskimi sławami to na razie chyba misja niewykonalna, ale zawsze można powtórzyć za szefem Lekkoatletyki Europejskiej (EAA) Sveinem Arne Hansenem, że 24. mistrzostwa Europy będą najsilniejsze w historii.