Sobota w pięknej Arenie Toruń przyniosła wreszcie wyczekiwane medale. Od razu trzy, dzięki czemu Polacy już poprawili wyniki z trzech ostatnich halowych mistrzostw świata.
Zaczęło się od medalu wyszarpanego. Sztafeta mieszana 4x400 m (Kajetan Duszyński, Anna Gryc, Marcin Karolewski i Justyna Święty-Ersetic) zakończyła rywalizację na czwartym miejscu (3.17,44), ale po proteście złożonym przez Polaków zdyskwalifikowano trzecich na mecie Jamajczyków (za nieprawidłową zmianę). Nasi lekkoatleci o tym, że jednak staną na podium, dowiedzieli się w mixed zonie. Wygrali Belgowie (3.15,60) przed Hiszpanami (3.16,96).
Dlaczego Natalia Bukowiecka musiała czekać na medal?
Wieczorem przyszła pora na medal najbardziej spodziewany. Natalia Bukowiecka wygrała swój bieg finałowy z czasem 50,83, wyrównała swój rekord Polski, ale nie wiedziała jeszcze, co to oznacza, bo światowa federacja – mimo powszechnej krytyki – wpadła na pomysł, by walkę o medale rozłożyć na dwie serie.