Korespondencja z Sosnowca

Zanim na taflę Stadionu Zimowego w Sosnowcu wyjechali Polacy i Kazachowie, doszło na niej do innego niezwykle ważnego dla końcowych rozstrzygnięć spotkania. W pełnym dramaturgii boju Ukraina pokonała w nim Francję 3:2. Ukraińcy po pierwszej tercji prowadzili 2:0, Trójkolorowi w drugiej doprowadzili do remisu 2:2, żeby wkrótce stracić bramkę, która mimo zażartej walki do ostatniej syreny okazała się decydująca.

Raczej niespodziewana wygrana Ukrainy, którą pierwszego dnia mistrzostw pokonali Biało-czerwoni i jednocześnie porażka Francuzów, z którymi w niedzielę podopieczni Pekki Tirkkonena przegrali po rzutach karnych, otworzyła nowe możliwości do końcowych rozstrzygnięć. Korzystne dla Polski, ale o tym na koniec.

Polska – Kazachstan. „Polacy bronili jak Atletico Madryt”

Z Kazachami polscy hokeiści rozegrali w ostatnich latach dwa bardzo ważne mecze. W 2020 r., mocno niespodziewanie, wygrali 3:2 na ich lodowisku w decydującym meczu prekwalifikacji olimpijskich. Przed dwoma laty w Ostrawie przegrali jednak 1:3 w pojedynku rozstrzygającym o tym, która z drużyn pozostanie w hokejowej Elicie.

Czytaj więcej

Thriller w Sosnowcu. Polscy hokeiści przegrali z Francją po rzutach karnych

Spotkanie w Sosnowcu – tak jak poprzednie Polaków – znów toczone było przy wypełnionych trybunach (rano w sprzedaży było dosłownie kilka pojedynczych biletów). Rozpoczęło się znakomicie dla zespołu Tirkkonena. Już w drugiej minucie gola zdobył Patryk Wronka. Potrzebna była wprawdzie wideoweryfikacja, bo sędziowie nie byli pewni, czy krążek przekroczył linię bramkową, ale potwierdziła ona jedynie to, o czym publiczność była przekonana od początku.

Od tego momentu Kazachowie osiągnęli przygniatającą momentami przewagę. Zamykali Polaków długimi minutami w ich tercji obronnej, grając pięciu na pięciu. O dziwo najlepiej Biało-czerwoni prezentowali się podczas jedynego w pierwszej odsłonie osłabienia, gdy podczas kary dla Mateusza Bryka właściwie nie dali wjechać Kazachom za swoją niebieską linię. Pierwsza tercja skończyła się prowadzeniem Polski 1:0, co najcelniej podsumował komentarz jednego z kibiców: „Bronimy dzisiaj jak Atletico Madryt Diego Simeone w najlepszych czasach”.

Co się musi stać, by polscy hokeiści awansowali do Elity?

Faktycznie, Polacy kapitalnie strzegli dostępu do własnej bramki, rzucali się na lód, przyjmowali krążek na ciało, świetnie w bramce spisywał się Tomas Fucik i gola nie dali sobie strzelić także w drugiej tercji. Co więcej, pod jej koniec to oni zaczęli dominować, ale nie przełożyło się to na efekt bramkowy.

Czytaj więcej

Polscy hokeiści lepsi od Ukraińców. Pierwszy krok w stronę elity wykonany

– Polska gra bardzo kompaktowo, zespołowo i w obronie i w ataku, mamy dzisiaj z nią naprawdę ciężko – mówili kazachscy kibice, do których podszedłem w przerwie. – Przylecieliśmy w piątkę z Astany, ale łącznie kibiców z Kazachstanu jest w Sosnowcu około trzydziestu. Wypożyczyliśmy samochód, jeździmy po waszym kraju. Podoba nam się, bo jest tanio, tylko piwo w hali mogłoby być lepsze. Oczywiście liczymy na powrót do Elity, ale najpierw musimy przełamać Polskę. Trzecia tercja będzie interesująca.

Rzeczywiście była. Na tafli trwała zażarta walka o każdy centymetr lodu. Niespełna dwanaście minut przed końcem Kazachowie doprowadzili do remisu. Drogę pod poprzeczkę bramki Fucika znalazł podbity strzał spod bandy. Zwycięskiego gola szukali jedni i drudzy. Polacy mieli swoje szanse, niestety, na nieco ponad dwie minuty przed końcową syreną trafili Kazachowie. Biało-czerwoni rzucili się do odrabiania strat, wycofali bramkarza, ale skończyło się tym, że rywale strzelili do pustej bramki na 3:1. Trzy sekundy przed końcem Patryk Krężelok zmniejszył jeszcze rozmiary przegranej na 2:3.

Mimo porażki Polacy mogą jeszcze awansować do grona najlepszych. Dzięki wspomnianemu na wstępie zwycięstwu Ukrainy nad Francją, muszą wygrać ostatnie dwa mecze z Japonią w czwartek i Litwą w piątek oraz liczyć, że Kazachstan pokona zarówno Francję, jak i Ukrainę, co dałoby im drugie miejsce.