Reklama

Porsche czy Seicento? Sprzęt sam nie pojedzie, w bobslejach ważne są też umiejętności

Bobsleje są zimową Formułą 1, ale to nieprawda, że Polacy startują w tych wyścigach na „Seicento”.
Linda Weiszewski i Klaudia Adamek olimpijską rywalizację bobslejowych dwójek zakończyły na 18. miejs

Linda Weiszewski i Klaudia Adamek olimpijską rywalizację bobslejowych dwójek zakończyły na 18. miejscu

Foto: REUTERS/Athit Perawongmetha

Z tego artykułu się dowiesz:

  • Dlaczego umiejętności zawodników są kluczowe w bobslejach?
  • Czy dostęp do nowoczesnych technologii wpływa na sukces w bobslejach?
  • Jak Niemcy wykorzystują swoje zasoby do osiągania przewagi w zawodach bobslejowych?
  • Dlaczego polscy bobsleiści korzystają z zewnętrznych dostawców sprzętu?

Linda Weiszewski kilkoma zdaniami dla TVP Sport wywołała spore zamieszanie. Polka po olimpijskim starcie opowiadała przed telewizyjnymi kamerami, że nasi reprezentanci startują na dużo gorszym sprzęcie niż rywale i nie mają szans się z nimi ścigać, nawet jeśli przejadą lepiej technicznie. Według niej ci najlepsi jeżdżą „Porsche”, a biało-czerwoni muszą konkurować z nimi „Seicento”.

Oczywiście, podobnie jak w Formule 1, szanse nie są równe i nie wszyscy mają do dyspozycji taki sam sprzęt, żeby, koniec końców, decydowały tylko umiejętności zawodników. Jedni mają więcej pieniędzy, inni mniej, a niektóre technologie są niedostępne dla ogółu. Trzyma się je dla siebie, żeby zyskać przewagę setnych czy nawet tysięcznych części sekundy. Tak robią Niemcy, którzy są w ostatnich latach poza konkurencją, ale oni w porównaniu do Polaków czy nawet innych reprezentacji mają wręcz nieograniczone możliwości.

Wyścig technologiczny w bobslejach. Pomaga nawet BMW

Budują boby tylko dla siebie, mają swojego producenta i mogą sprzęt testować do woli na czterech torach, które mają u siebie. Takiego pojazdu nie da się kupić, nawet jeśli ktoś oferowałby za niego „milion”, o którym mówiła Linda Weiszewski.

– Niemiecka fabryka FES, która robi kajaki, narty biegowe, bobsleje, sanki, przygotowuje sprzęt tylko dla Niemców i koniec, nikomu innemu go nie sprzeda. Mogą swoje boby dostosować pod swoje potrzeby, mają u siebie cztery tory, na których mogą do woli testować rozwiązania. Ich doskonała technologia wzięła się też z doświadczenia, bo nad bobslejami pracują od ponad 30 lat – mówi „Rzeczpospolitej” Tomasz Żyła, olimpijczyk z Nagano (1998) i Salt Lake City (2002).

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Bobsleistka Klaudia Adamek dla „Rzeczpospolitej”. „Nawet siniaki mi nie przeszkadzają”

Bob tylko z pozoru wygląda na prostą konstrukcję. Nie ma silnika, hamulców, systemów wspomagania, ale w zakresie obowiązujących przepisów jest pole do naprawdę wielu kombinacji.

– Niemcy mają możliwość testowania sprzętu w tunelach aerodynamicznych, działają u nich cztery tory. Mogą sprawdzać rozwiązania, jakie chcą. Nawet nowy lakier może dać przewagę w trakcie zawodów. Próbuje się coś zmieniać w budowie ramy, bo nawet użycie w jednym miejscu jakiegoś nowego materiału może poprawić aerodynamikę. W dodatku Niemcy mają kilkunastu pilotów, którzy mogą sprawdzać. My z lakierem się nigdy nie bawiliśmy, ale Mateusz Luty miał tak duże doświadczenie, że potrafił stwierdzić, który bob będzie lepszy na dany tor – opowiada „Rz” reprezentant Polski Krzysztof Tylkowski.

Niemcy chwalą się, że w opracowaniu technologii pomagają im globalne marki, takie jak Siemens i BMW, które mają dostęp do nowoczesnych rozwiązań

Tomasz Żyła dodaje też, że wszystko, co najważniejsze, kryje się pod lakierem. Niezwykle istotne są materiały, z których zrobione są bobsleje. – Teraz dominują karbon i włókno szklane, ale to tylko wierzchołek góry lodowej. Producenci próbują od lat zrobić boba twardego, ale też sprężystego, który musi odpowiednio pracować na wirażach. Kiedyś kupiliśmy używanego boba od Rosjan. Pytałem, jak należy dokręcać poszczególne części? Chciałem to robić mocno, a Rosjanin powiedział, że jednak nie i dostałem skomplikowany wykład – wspomina Żyła.

Niemcy chwalą się, że w opracowaniu technologii pomagają im globalne marki, takie jak Siemens i BMW, które mają dostęp do nowoczesnych rozwiązań, a nawet więcej – same są światowymi liderami w innowacyjności. To jednak nie znaczy, że wielka firma, nawet z branży motoryzacyjnej, zbuduje świetny sprzęt. Próbowali się za to zabrać inżynierowie Ferrari, ale chociaż stosowali metodologię, którą wykorzystują przy Formule 1, to Włosi w ich pojeździe zajęli dopiero 17. miejsce w wyścigu dwójek na igrzyskach olimpijskich w Vancouver.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Co czują bobsleiści walczący z przeciążeniem 5g? Wiem, bo to sprawdziłem

Cztery lata przed igrzyskami w Pjongczangu (2018) zamówienie od koreańskiej federacji dostał Hyundai. Rok później sprzęt był gotowy i rozpoczęły się testy. Pojazd uzyskiwał nawet przyzwoite czasy. Ostatecznie jednak Koreańczycy pojechali w bobie kupionym od łotewskiej firmy BTC, bo lepiej pasował do specyfiki toru. Łotewski producent dostarcza też pojazdy dla polskich bobsleistów. Startują w nich także inne reprezentacje.

Dlaczego bob zbudowany przez Polaków stoi w muzeum?

– Mamy nowy sprzęt, a do tego 11 zestawów płóz. Niektóre z nich zostały przygotowane nawet pod profil toru w Cortinie d’Ampezzo. Sprzęt, którym dysponowały Polki, pozwalał na rywalizowanie o miejsca w czołowej ósemce. Przy dobrej jeździe, dobrym starcie, takie miejsce było w zasięgu naszych dziewczyn. Jeśli chodzi o męską reprezentację, to używany bob czteroosobowy pożyczyliśmy od Łotyszy. Mamy nowego pilota, Kubę Zakrzewskiego, który stawia dopiero pierwsze kroki w tym sporcie i dlatego na razie nie było sensu kupować nowego sprzętu. Nie wykorzystalibyśmy jego potencjału – wyjaśnia Krzysztof Tylkowski.

Producentów bobów na świecie nie ma zbyt wielu, a już zwłaszcza grono takich, którzy mają odpowiednie doświadczenie w tej branży, nie jest zbyt szerokie. Wiele reprezentacji jeździ na podobnym sprzęcie. I wcale nie jest też tak, że co roku wymieniają swoje pojazdy. Jeden bob spokojnie może wystarczyć na kilka lat startowania. O tym, kto będzie w czołówce zawodów (oczywiście oprócz Niemców), decydują w dużej mierze umiejętności i doświadczenie.

Wiele reprezentacji jeździ na podobnym sprzęcie. I wcale nie jest też tak, że co roku wymieniają swoje pojazdy. Jeden bob spokojnie może wystarczyć na kilka lat startowania

– Znam łotewskiego producenta, bo ścigałem się z nim w trakcie kariery. On zaczął od przerabiania starych bobslei, a teraz robi swoje i jego „dwójki” należą do najszybszych na świecie, ale „czwórki” tak dobrej już nie potrafi zrobić. Rumuni w Cortinie też jeździli na dwójce od BTC i zajęli piąte miejsce, a trzeba pamiętać, że Mihai Tentea i Georgi Iordache mieli nawet starszy model niż ten, którym dysponowała Linda. O miejscu w zawodach w dużej mierze decyduje objeżdżenie zawodnika. Trzy lata startów to jeszcze mało w tym sporcie. Linda nie potrafi się znaleźć w niektórych sytuacjach. Doświadczony zawodnik umie skorygować błąd, a u niedoświadczonego błędy się nakładają i zamiast trwać jeden wiraż, trwają trzy – mówi Tomasz Żyła.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Polskie saneczkarstwo. Kawałek szosy i wieżyczka z drewna

Rozwiązaniem nie będzie nawet samodzielne zbudowanie boba albo wprowadzanie przeróbek. Polacy kiedyś przygotowali sprzęt, ale jego osiągi były wyraźnie gorsze od tych, które można było kupić, i dziś ten pojazd stoi w muzeum w Karpaczu. Dlatego Polacy, jeśli kupią bobslej czteroosobowy, to od doświadczonego producenta.

– Czwórkę, którą teraz dysponujemy, wyprodukował austriacki Wallner. Są plany, żeby u tego producenta zamówić nowy sprzęt – opowiada Krzysztof Tylkowski.

Trzeba jednak pamiętać, że sprzęt sam nie pojedzie. Trzeba nim odpowiednio pokierować, bo jeśli popełnia się błędy, to nawet Porsche zamieni się w Seicento.

Sporty zimowe
Karmienie, drzemki i kolorowanki. Gdy mama jedzie na igrzyska olimpijskie
Materiał Promocyjny
Rekordy sprzedaży i większy magazyn w Duchnicach
Sporty zimowe
Ilia Malinin. Jak geniusz na łyżwach skradł show podczas igrzysk
Sporty zimowe
Johannes Hoesflot Klaebo. Bohater zimowych igrzysk ma więcej złota niż Polska
Sporty zimowe
Norwegowie znów królami zimy, Polacy przed Finlandią. Co nam mówi klasyfikacja medalowa igrzysk?
Materiał Promocyjny
Dove Self-Esteem: Wsparcie dla nastolatków
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama