Z tego artykułu się dowiesz:
- Dlaczego umiejętności zawodników są kluczowe w bobslejach?
- Czy dostęp do nowoczesnych technologii wpływa na sukces w bobslejach?
- Jak Niemcy wykorzystują swoje zasoby do osiągania przewagi w zawodach bobslejowych?
- Dlaczego polscy bobsleiści korzystają z zewnętrznych dostawców sprzętu?
Linda Weiszewski kilkoma zdaniami dla TVP Sport wywołała spore zamieszanie. Polka po olimpijskim starcie opowiadała przed telewizyjnymi kamerami, że nasi reprezentanci startują na dużo gorszym sprzęcie niż rywale i nie mają szans się z nimi ścigać, nawet jeśli przejadą lepiej technicznie. Według niej ci najlepsi jeżdżą „Porsche”, a biało-czerwoni muszą konkurować z nimi „Seicento”.
Oczywiście, podobnie jak w Formule 1, szanse nie są równe i nie wszyscy mają do dyspozycji taki sam sprzęt, żeby, koniec końców, decydowały tylko umiejętności zawodników. Jedni mają więcej pieniędzy, inni mniej, a niektóre technologie są niedostępne dla ogółu. Trzyma się je dla siebie, żeby zyskać przewagę setnych czy nawet tysięcznych części sekundy. Tak robią Niemcy, którzy są w ostatnich latach poza konkurencją, ale oni w porównaniu do Polaków czy nawet innych reprezentacji mają wręcz nieograniczone możliwości.
Wyścig technologiczny w bobslejach. Pomaga nawet BMW
Budują boby tylko dla siebie, mają swojego producenta i mogą sprzęt testować do woli na czterech torach, które mają u siebie. Takiego pojazdu nie da się kupić, nawet jeśli ktoś oferowałby za niego „milion”, o którym mówiła Linda Weiszewski.
– Niemiecka fabryka FES, która robi kajaki, narty biegowe, bobsleje, sanki, przygotowuje sprzęt tylko dla Niemców i koniec, nikomu innemu go nie sprzeda. Mogą swoje boby dostosować pod swoje potrzeby, mają u siebie cztery tory, na których mogą do woli testować rozwiązania. Ich doskonała technologia wzięła się też z doświadczenia, bo nad bobslejami pracują od ponad 30 lat – mówi „Rzeczpospolitej” Tomasz Żyła, olimpijczyk z Nagano (1998) i Salt Lake City (2002).