Reklama

Bobsleistka Klaudia Adamek dla „Rzeczpospolitej”. „Nawet siniaki mi nie przeszkadzają”

Trzeba mnie było przez pół roku namawiać, zanim zdecydowałam się na ten krok – mówi „Rzeczpospolitej” Klaudia Adamek, która zamieniła bieganie na bobsleje i będzie pierwszą Polką, która wystartuje zarówno na letnich, jak i zimowych igrzyskach olimpijskich.

Publikacja: 23.01.2026 05:00

Klaudia Adamek

Klaudia Adamek

Foto: PAP/Leszek Szymański

Na które igrzyska trudniej było się zakwalifikować: letnie w Tokio czy teraz zimowe w Mediolanie i Cortinie?

Nie porównuję tych dwóch osiągnięć. Lekkoatletykę trenowałam przez 13 lat, a do teamu bobslejowego weszłam półtora roku temu. Oba sukcesy traktuję tak samo, bo włożyłam ciężką pracę w to, żeby spełnić swoje marzenie.

Jak to się stało, że akurat panią wybrano, bo to bobsleje się po panią zgłosiły...

Trener, który mi to zaproponował, prowadzi też lekkoatletów, a to środowisko hermetyczne, wszyscy się w nim znają albo co najmniej kojarzą. W bobslejach trwały poszukiwania nowych osób i tak trafili na mnie, bo do uprawiania tej dyscypliny mam bardzo dobre warunki fizyczne. Na to nałożyły się słabsze wyniki w lekkoatletyce i myślenie o tym, żeby coś zmienić. Trener najpierw długo szukał mojego numeru telefonu, a kiedy się zgodziłam, że można go podać, od razu zadzwonił. Nie poszło tak łatwo, bo najpierw trzeba mnie było przez pół roku namawiać, zanim zdecydowałam się na ten krok.

Czytaj więcej

Olimpijska kadra prawie gotowa. Do Mediolanu i Cortiny wyślemy więcej sportowców niż do Pekinu

Dlaczego?

To było tuż przed startem sezonu halowego, a w perspektywie walka o igrzyska w Paryżu, na które cały czas miałam nadzieję. Walczyłam o powrót do kadry i niczego innego nie miałam w głowie. Trudno było rzucić to z dnia na dzień, a potem pójść w zupełnie inną stronę. Praktycznie całe moje wcześniejsze życie podporządkowałam bieganiu.

Jest w pani skłonność do rzucania się na głęboką wodę?

Moja mama czy babcia są nauczone, że najważniejsza jest stabilizacja i bezpieczeństwo, dlatego odradzały mi zmianę. Podjęłam tę decyzję dzięki pani psycholog, z którą od wielu lat pracuję, i przyjaciółce. One mnie przekonały, że może warto by spróbować. Radziłam się też mojego ówczesnego trenera Jacka Lewandowskiego, pytałam Marikę Popowicz, która jest bardziej doświadczona ode mnie. Oni wszyscy od razu reagowali pozytywnie, powtarzali, że to będą dla mnie nowe bodźce, takie odrodzenie, bo sportowo, ale też prywatnie byłam zdołowana.

Reklama
Reklama

Obozy bobslejowe bardzo się różniły od lekkoatletycznych?

Na początku uderzyło mnie to, że jest tu więcej improwizacji. Przyjeżdżając na obóz lekkoatletyczny, od razu wiedziałam, o której jest trening, a cała grupa ćwiczyła razem. Tutaj miałam swój rytm zajęć, a dodatkowo dostałam zgodę na realizowanie swojego planu treningowego. Po obozie delikatnie powiedziałam prezesowi, jak ja to widzę, i na kolejnym zgrupowaniu już było tak, jak oczekiwałam. Niedawno do związku przyszli nowi ludzie, na początku się we wszystko wdrażali, ale przynieśli też ze sobą świeże spojrzenie. Razem ze mną pojawili się nowi trenerzy, którzy zbudowali ciekawy plan treningowy. Nie wiem, jak to wyglądało wcześniej, ale z opowieści zawodników słyszę, że obecna sytuacja to niebo a ziemia w porównaniu do wcześniejszych lat.

Przychodząc do kadry, nie wiedziałam dokładnie, na czym to polega, najpierw musiałam poczytać w internecie

A jak wyglądają same treningi?

Ćwiczymy dużo siły, skoczności, ale też biegamy na krótkich i długich dystansach. Do momentu, w którym wejdziemy na lód, mamy praktycznie treningi lekkoatletyczne. Potem takie ćwiczenia odbywają się też w okresie startowym. Trener Dawid Kupczyk wie, co robi, był świetnym zawodnikiem. Dzięki niemu skoczność i siła są u mnie na wyższym poziomie niż w trakcie treningów lekkoatletycznych.

Jazdy uczyła się pani od zera?

Przychodząc do kadry, nie wiedziałam dokładnie, na czym to polega, najpierw musiałam poczytać w internecie. Obserwowałam profil naszej pilotki Lindy Weiszewski na Instagramie, ale docierały do mnie tylko informacje o jej sukcesach. Zaczęłam od ćwiczenia samego rozpychania na ścieżce startowej w ośrodku w Cetniewie. Z każdym treningiem dodawaliśmy kolejne elementy, a zanim weszłam na lód, musiałam się zgrać z Lindą. Moja pierwsza sesja na torze odbyła się w Lillehammer. Zawsze na początku trener obchodzi z pilotami tor i wskazuje optymalne linie przejazdu. Byłam tak wszystkiego ciekawa, że zapytałam, czy też mogę iść. Wtedy na żywo zobaczyłam, jak bobsleiści i skeletoniści przelatywali obok mnie. Nie mogłam się doczekać, aż sama spróbuję. Linda i trener chyba mieli już dość moich ciągłych pytań.

Do wykonywania skrętów musicie się zgrać.

Pilot po przyjeździe na tor zawsze jeździ w mono bobie, a w przypadku mężczyzn w dwójce. Dopiero kiedy się obeznają z torem, można zacząć trenować zjazdy w dwójce lub w czwórce. Nie przechodziłam ćwiczeń na symulatorach, wszystkie informacje miałam z opowieści koleżanek lub obserwacji treningów. Trenażer w Cetniewie pozwala się tylko rozepchnąć, a potem kucnąć, a nie usiąść jak w prawdziwym pojeździe. Na szczęście wszystko wyszło bardzo naturalnie.

Czytaj więcej

Kacper Tomasiak nadzieją polskich skoków. Nawet Kamilowi Stochowi opadła szczęka
Reklama
Reklama

Jakie wrażenia miała pani z pierwszego przejazdu?

Wszyscy mnie ostrzegali, że będą przeciążenia, że wciska w fotel, ale trzeba było to przeżyć na własnej skórze. Pamiętam, że bardzo mocno się trzymałam rurek wewnątrz bobu. Miałam ogromną frajdę. Nie mogłam się doczekać kolejnych torów i nawet siniaki mi nie przeszkadzały. Bobslej ma tylko szkielet, jest w środku bardzo surowy, wystają jakieś śrubki, inne elementy, jeśli samemu się tego nie obklei, to można się poobijać. Inna sprawa, że u mnie siniaki pojawiają się bardzo łatwo. Nie przeszkadzało mi to i przejeździłam tak cały sezon.

Miałyście wywrotkę. Wraca pani do tego zdarzenia?

Tylko kiedy dziennikarze pytają. Od razu powiedziałam Lindzie, że to już za nami i idziemy dalej. Na szczęście u mnie skończyło się tylko na obtarciach od lodu. Linda miała delikatne problemy z plecami. Z naszej perspektywy nie było to takie straszne, jak wyglądało w telewizji. Dostałam potem wiadomości od starszych kolegów, że teraz mogę się nazwać prawdziwą bobsleistką. Przeszłam taki „chrzest”. Szkoda tej wywrotki, bo pewnie zajęłybyśmy w tamtych zawodach dość wysoką pozycję.

Wszyscy mnie ostrzegali, że będą przeciążenia, że wciska w fotel, ale trzeba było to przeżyć na własnej skórze

Jakie plany na najbliższe dni i potem igrzyska?

Mam nadzieję, że tor nie będzie już placem budowy, jak na początku sezonu, kiedy rozgrywany był pierwszy Puchar Świata. Wylatujemy do Włoch 2 lutego i zostaniemy tam do końca igrzysk. Każdy tydzień treningowy kończy się zawodami, najpierw mono, a potem w konkurencji dwójek. Ja i rezerwowa Marika Zandecka będziemy pomagać, szlifować płozy, czyli to, co robią rozpychające, a czego ludzie nie widzą.

Spędzi pani całe igrzyska na miejscu. Niektórzy wpadają tylko na kilka dni...

Pamiętam, że w Tokio przez rygory pandemiczne pojawialiśmy się w wiosce olimpijskiej na cztery, pięć dni przed startem i potem prawie od razu trzeba było wyjechać. Mam nadzieję, że teraz będę się cieszyła czasem spędzonym na igrzyskach. Chcę jak najlepiej pomóc Lindzie i przygotować się do startu. Na mnie, jako rozpychającej, spoczywa odpowiedzialność za dobry start. Im mocniej rozepchniemy nasz pojazd, tym szybciej w teorii powinien pojechać. Potem Linda przejmuje stery i musi nas poprowadzić jak najlepszą linią.

 

Sporty zimowe
Olimpijska kadra prawie gotowa. Do Mediolanu i Cortiny wyślemy więcej sportowców niż do Pekinu
Sporty zimowe
Ruszają mistrzostwa Europy w łyżwiarstwie figurowym. O co powalczą Polacy?
Sporty zimowe
Świetna forma polskich łyżwiarzy przed igrzyskami. Czy mamy szansę na olimpijskie medale?
Sporty zimowe
Najszybsi przyjechali do Tomaszowa. Polscy łyżwiarze liczą na medale mistrzostw Europy
Sporty zimowe
Szczęśliwa Maryna. Życiowy wynik Gąsienicy-Daniel w alpejskim Pucharze Świata
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama