W październiku będzie obchodziła 42. urodziny, ale wytrwałości i determinacji mogą pozazdrościć jej dużo młodsze koleżanki.

Mimo zerwanych więzadeł, Lindsey Vonn pojechała do Włoch na igrzyska, bo marzyła o kolejnym medalu olimpijskim. Choć niektórzy pytali, czy chce się zabić, i ostrzegali, że to szaleństwo, stanęła na starcie zjazdu. Po 13 sekundach zaliczyła jednak groźnie wyglądający upadek i helikopterem została przetransportowana do szpitala, gdzie przeszła kilka operacji złamanej nogi. Groziła jej nawet amputacja.

Lindsey Vonn o powrocie do sportu. „Nie chcę, żeby to poszło w zapomnienie”

Leżąc jeszcze w szpitalnym łóżku, mówiła, że słowo „sukces” ma teraz dla niej inne znaczenie, a jej ojciec przekonywał, że jeśli będzie miał na to jakikolwiek wpływ, nie pozwoli wrócić córce do sportu.

Najwyraźniej nie posłuchała, skoro w wywiadzie dla amerykańskiej telewizji NBC opowiadała, że to jeszcze nie koniec tej historii.

– Nigdy nie zaliczyłam ostatniego przejazdu, nigdy nie pożegnałam się ze sportem – zaznaczała w programie „Today””. – Nie chcę, żeby te 13 sekund z igrzysk definiowało moją karierę. Nie chcę, żeby ludzie pamiętali mnie z tego upadku. Miałam niesamowity sezon, robiłam rzeczy, których nikt inny nie dokonał. Byłam z tego taka dumna i nie chcę, żeby to poszło w zapomnienie.

Czytaj więcej

Powrót Lindsey Vonn do sportu wymyka się logice. Jak skończy się ta historia?

Na pytanie, czy to deklaracja powrotu do rywalizacji, odpowiedziała: – Ku wielkiemu rozczarowaniu mojej rodziny – tak. Wciąż nie spełniłam swoich marzeń olimpijskich. Nie jestem w stanie żyć bez jazdy na nartach.

Lindsey Vonn. „Przestańcie mi mówić, co powinnam robić”

Gdy Vonn zdobywała swój pierwszy medal olimpijski (złoto w zjeździe w Vancouver), jej dzisiejsze rywalki chodziły jeszcze do przedszkola lub do szkoły. Na tych samych igrzyskach w 2010 r. wywalczyła także brąz w supergigancie, a osiem lat później w Pjongczangu kolejny brąz w zjeździe. Rok później zakończyła karierę ze względów zdrowotnych, ale w 2024 r. ogłosiła, że wraca.

Czytaj więcej

Wypadek Lindsey Vonn podzielił świat sportu. Czy podjęła nadmierne ryzyko?

Po wyjściu ze szpitala rozpoczęła żmudną rehabilitację. Rano – dwie godziny fizjoterapii, potem kolejne dwie spędzone w komorze hiperbarycznej, a później jeszcze siłownia. I tak dzień po dniu, bez żadnej taryfy ulgowej. W mediach społecznościowych zamieszczała nagrania i zdjęcia pokazujące postępy w wykonywanych ćwiczeniach. Wystosowała też apel.

„W moim wieku tylko ja mogę decydować o mojej przyszłości. Nie potrzebuję niczyjego pozwolenia, żeby robić to, co mnie uszczęśliwia. Może to oznaczać powrót do ścigania, a może nie. Czas pokaże. Proszę, przestańcie mi mówić, co powinnam, a czego nie. Dam wam znać, kiedy podejmę decyzję” – napisała.

Wszystko wskazuje, że już ją podjęła i realizuje plan, który dla jednych będzie dowodem na to, że jeśli coś się kocha, można pokonać wszystkie przeszkody, a dla innych jeszcze większym szaleństwem.