Kołodziej, były kickbokser idzie śladem swych kolegów z grupy KnockOut Promotions, Krzysztofa Włodarczyka i Rafała Jackiewicza. Pierwszy z nich jest już mistrzem świata prestiżowej WBC w tej samej wadze co on, a Jackiewicz pod koniec sierpnia bić się będzie o pas IBF w wadze półśredniej. Tytuł należący do Kołodzieja nie jest znaczący, ale 26 zwycięstw w zawodowej karierze (15 KO), bez porażki robi wrażenie.
Wrażenie robią też warunki Kołodzieja (196 cm) i jego wyższe wykształcenie. Jeśli będzie częściej i skuteczniej używał lewego prostego, a jego boks nie będzie tak mocno przesycony ostrożnością, to być może świat o nim usłyszy.
Mieszkający w Paryżu Amougou, Kameruńczyk z francuskim paszportem, wicemistrz świata juniorów z 2002 roku ( w Santiago de Cuba przegrał w finale z Kubańczykiem Pablo Hernandezem) nie miał na zwycięstwo większych szans. Znacznie niższy od Polaka (186 cm) szukał swej szansy w półdystansie, ale nie potrafił się tam przedrzeć.
Po pierwszych trzech rundach wydawało się, że walka skończy się szybko, ale Kołodziej nie szukał radykalnych rozwiązań choć trener Fiodor Łapin w decydującej fazie tego pojedynku namawiał go, by przyśpieszył, zaryzykował i wykorzystał zmęczenie rywala.
„Harnaś", taki jest ringowy przydomek Kołodzieja, posłuchał tych wskazówek dopiero w ostatniej rundzie, uderzył lewym prostym, poprawił prawym i pod Amougou ugięły się nogi. Pochodzący z Krynicy pięściarz nie zmarnował szansy. Ruszył do ataku, trafił raz jeszcze i muskularny przeciwnik z Kamerunu padł na deski. To był już koniec tego pojedynku.