Nie udało się panu nigdy zagrać z Austrią.
A byłem o krok. Tuż przed mistrzostwami Europy w roku 2008, już na zgrupowaniu w Austrii Kuba Błaszczykowski złapał kontuzję i Leo Beenhakker powołał mnie.
Podobno trudno było pana znaleźć...
Bo z rodziną opalałem się już na Rodos. Ale jakoś znaleźli i prosto z Grecji poleciałem do Austrii. Grałem wtedy jeszcze jako napastnik w Hertcie Berlin. W pierwszym meczu, w Klagenfurcie przeciw Niemcom wszedłem na boisko w drugiej połowie za Wojtka Łobodzińskiego. Moja rodzina została na wakacjach i oglądała mecz w telewizji. Ludzie nie mogli się tam nadziwić, że w finałach Euro widzą gościa, który dwa dni wcześniej grał z nimi na plaży.
Lukas Podolski strzelił dwie bramki, przegraliśmy, widać było, że czegoś naszej reprezentacji brakuje.
Trener Beenhakker był zadowolony z mojej gry i powiedział, że przeciw Austrii w Wiedniu wybiegnę w pierwszej jedenastce w pomocy. To było ogromne przeżycie, bo ja wtedy miałem 23 lata i ledwie trzy mecze w kadrze. Spinałem się bardzo na zajęciach, a w ostatniej minucie ostatniego treningu, dzień przed meczem, Jacek Bąk kopnął mnie w kostkę i marzenia prysły.
Tak się wtedy walczyło o miejsce w drużynie?
Jacek był obrońcą, a ja miałem grać w pomocy. To był przypadek. Ale kostka od tamtej pory mnie boli i czasami, jak teraz, mam z nią problem. Mecz z Austrią oglądałem na Praterze z trybun i denerwowałem się jak wszyscy. Nie mogłem przeboleć tego karnego dla Austriaków w ostatniej minucie. Od tamtej pory się z nimi nie spotykaliśmy.
Ale zna pan ich jako ligowych przeciwników. Czymś się wyróżniają na tle innych europejskich piłkarzy?
Poza Davidem Alabą i Marko Arnautoviciem nie mają wybitnych indywidualności. Ale to reprezentacja złożona z solidnych piłkarzy. Borussia w poprzednim sezonie spotkała się w Lidze Europy z Red Bull Salzburg. W Dortmundzie pokonali nas 2:1, w rewanżu tylko zremisowaliśmy i odpadliśmy. Widać było, że oni potrafią grać. W ćwierćfinale wyeliminowali wtedy Lazio. A w tym roku, po porażce z Napoli 0:3, w rewanżu wygrali 3:1. Kilku zawodników Salzburga wystąpi w Wiedniu. Nie powinno nas uspokajać to, że nie mają bardzo znanych nazwisk.
Jest coś charakterystycznego w grze Austriaków?
W Bundeslidze Austriacy mają opinię zawodników dobrych, grających twardo i często złośliwie. Nie są przyjemni. Oni nie pękają, nie patrzą na zegar, nie przejmują się wynikiem. Grają swoje. Są bardzo zdyscyplinowani. Trudno się walczy z takim przeciwnikiem. A w kadrze na mecz z Polską połowa to właśnie zawodnicy klubów Bundesligi. Jak się z takich złoży drużynę, to nie ma co liczyć na to, że zagra słabo.
Jak powinni grać z nimi Polacy?
Nie wiem. Jestem już tylko kibicem naszej reprezentacji. Trener Brzęczek na pewno wie.
Pewnie się zastanawia, kogo wystawić w ataku i chyba już przestał myśleć o systemie z trzema obrońcami.
Powinniśmy się cieszyć z kłopotów bogactwa w ataku. Robert Lewandowski i Arek Milik mają nie tylko umiejętności zdobywania bramek, ale i duże doświadczenie. Krzysztof Piątek to doświadczenie dopiero zdobywa. Każdy z nich co tydzień pokazuje klasę. To ważne, bo wiem ze swojego doświadczenia, że jeśli zawodnik gra systematycznie, to trenerowi łatwiej się pracuje. Kogo i gdzie wystawić? Żebyśmy mieli tylko takie problemy.
A panu lepiej grało się w systemie z trzema czy czterema obrońcami?
Zdecydowanie czterema. W systemie z trzema bywałem środkowym obrońcą. Po tylu latach kariery można zagrać na każdej pozycji, ale oprócz tego jak czuje się zawodnik, ważne jest to, co ma z tego drużyna. Bez względu na ustawienie i wybory personalne Jerzego Brzęczka spodziewam się w Wiedniu wyrównanego meczu.