Reklama

Sędzia skoków narciarskich dla „Rzeczpospolitej”. „Na igrzyskach trzeba działać szybko"

Niektórzy rozważają, czy można było poczekać 15 minut i potem wznowić konkurs duetów na igrzyskach. Może tak mówić tylko ktoś, kto nigdy nie skakał i nie organizował zawodów – mówi „Rzeczpospolitej” Tadeusz Szostak-Berda, były międzynarodowy sędzia skoków narciarskich.
Tadeusz Szostak-Berda

Tadeusz Szostak-Berda

Foto: Archiwum prywatne

Zgadza się pan z decyzją jury, które przerwało olimpijski konkurs duetów i uznało wyniki dwóch serii za oficjalne?

Podjąłbym taką samą decyzję. Śnieżyca, która przyszła nad Predazzo, kompletnie zmieniła warunki do skakania. Niektórzy rozważają, czy można było poczekać 15 minut i potem wznowić konkurs. Może tak mówić tylko ktoś, kto nigdy nie skakał i nie organizował zawodów. Po śnieżycy część zawodników skakałaby w innych warunkach niż reszta stawki. To, że przestało padać, nie miało znaczenia. Sprawiedliwe były dwie pierwsze serie, kiedy można było ocenić, kto dobrze skoczył, a kto nie wykorzystał warunków.

Często, mimo zmiennych warunków, konkursy są rozgrywane.

Czym innym są podmuchy wiatru, nawet zmiana jego kierunku, a czym innym zmiana warunków w torach na skoczni. Ktoś powie, że to nie jest problem, bo można podnieść rozbieg i uzyskać odpowiednią prędkość, powiedzmy 94 km/h. Tylko że wykonanie takiego zabiegu w celu uzyskania odpowiedniej prędkości oznacza właśnie, że wszystko się zmieniło. Jeśli sypałoby od początku i tory dojazdowe byłyby „tępe”, to wszyscy skoczkowie odpowiednio by się do tego dostosowali, dojeżdżaliby nieco inaczej. Wtedy konkurs można by kontynuować.

Czytaj więcej

Apoloniusz Tajner dla „Rzeczpospolitej”. „Kacper Tomasiak? Z taką osobowością trzeba się urodzić"

Co się mogło dziać na wieży sędziowskiej w trakcie konkursu?

Na 100 proc. były prowadzone konsultacje z meteorologami. Nie wiem, jakie informacje dostali sędziowie, ale zapewne usłyszeli, że śnieg będzie sypać jeszcze przez jakiś czas. Teoretycznie, gdyby to był mniejszy konkurs, to można by rozmawiać o tym, żeby przedłużyć zawody, zebrać się po 20 minutach i dopiero wtedy podjąć decyzję. To są jednak igrzyska i na nic nie ma czasu, trzeba działać szybko. Co z tego, że potem pogoda się uspokoiła.

My się cieszymy, ale Niemcy spadli z pierwszego na czwarte miejsce.

Niemcy nie mogą mieć pretensji tylko dlatego, że wyszedł im skok w trzeciej serii i już poczuli szansę, że mogą zdobyć medal. Ciężko powiedzieć, żeby decyzja jury była niesprawiedliwa, bo w dwóch pierwszych seriach inni skakali lepiej. Jeśli w trzeciej serii nie poszłoby Japończykom, to wszyscy wnioskowaliby o czwartą? Można by tak w nieskończoność. Dwie pierwsze serie były uczciwe, a koniec końców, to jury decyduje.

Reklama
Reklama

Telewizja jest w tym wszystkim bardzo ważna, bo ma swoje sztywne ramy, w które trzeba się wpasować, a sport kręci się głównie dzięki niej

Tadeusz Szostak-Berda

A nie telewizja?

Oczywiście, telewizja jest w tym wszystkim bardzo ważna, bo ma swoje sztywne ramy, w które trzeba się wpasować, a sport kręci się głównie dzięki niej. Nie da się jej stawiać warunków, bo to ona „zapewnia” pieniądze.

Musiał pan kiedyś podejmować decyzje pod presją ramówki telewizyjnej?

Byłem kierownikiem zawodów i wiem, że w telewizji wszystko jest wyliczone w sekundach. Dostajemy pytania, kiedy zaczniemy skakać, za ile minut i musimy podejmować decyzje. Telewizja przecież musi czymś zająć czas. Na sędziach jest presja, ale decyzji o skakaniu nikt nie jest w stanie wymusić. Od tego są jury i delegaci. Jeśli warunki nie pozwalają, to zawodów nie będzie.

Czytaj więcej

W Predazzo dzieje się magia. Kacper Tomasiak z trzecim medalem, srebro Polaków w konkursie duetów

A jak to wygląda w przypadku mgły? W niedawnym konkursie w Willingen widoczność nie była idealna.

Lekka mgła nie jest wielką przeszkodą w rozgrywaniu zawodów, nie jest tak niebezpieczna jak zmiana warunków w torach dojazdowych. Jeśli tory są „tępe”, to zawodnicy muszą trochę inaczej dojeżdżać. Nie mogą dojeżdżać tak agresywnie, automatycznie zmienia się nieco odbicie, co ma znaczący wpływ na długość skoku. Zbyt agresywny dojazd przy takich warunkach może grozić katastrofą.

To grozi wypadkiem?

Zbyt wolne przyspieszanie w trakcie najazdu może spowodować bardzo złe wyjście z progu. Przy „tępych torach” skoczkowie czują, jakby narty hamowały, nie mają pewności ustawienia ciała, a najtrudniej jest w przejściu, kiedy rozbieg się wypłaszcza. Tam panuje największe przeciążenie, zawodników mocno dociska do rozbiegu i mają wrażenie, jakby ktoś im wrzucił worek na plecy. Jeśli wtedy narty hamują, to grozi katastrofą. Przesuwają się nieco do przodu, wchodzą na palce i może dojść do upadku nawet już na progu. Takie sytuacje też się zdarzały.

Reklama
Reklama

Na koniec jeszcze pytanie o ten sezon. Zmieniły się stroje. Czy to utrudniło pracę sędziom?

Nie było drastycznych zmian, które by powodowały złe odczytywanie skoku. Oczywiście, przy bardziej obcisłych strojach troszkę zmienił się sposób skakania i sylwetka w locie, a skoki nie są tak agresywne, ale większego wpływu na orzekanie to nie miało.

Skoki narciarskie
Apoloniusz Tajner dla „Rzeczpospolitej”. „Kacper Tomasiak? Z taką osobowością trzeba się urodzić"
Materiał Promocyjny
Nowy luksus zaczyna się od rozmowy. Byliśmy w showroomie EXLANTIX w Warszawie
Materiał Promocyjny
Rekordy sprzedaży i większy magazyn w Duchnicach
Skoki narciarskie
Skoki narciarskie. Srebro Kacpra Tomasiaka i Pawła Wąska
Skoki narciarskie
W Predazzo dzieje się magia. Kacper Tomasiak z trzecim medalem, srebro Polaków w konkursie duetów
Materiał Promocyjny
Arabia Saudyjska. W krainie gościnności
Skoki narciarskie
Kacper Tomasiak jak Adam Małysz i Kamil Stoch. Dwa medale na jednych igrzyskach
Materiał Promocyjny
Dove Self-Esteem: Wsparcie dla nastolatków
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama