Historia turnieju podpowiada z nieubłaganą logiką, że szanse Japończyka – zwycięzcy z 2019 i 2022 roku – są nieco większe. Jego przewaga wynosi dziś 4,8 pkt.
Zdarzały się wcześniej mniejsze różnice między prowadzącym a wiceliderem po trzech konkursach (dokładnie – 11 razy), ale nawet wtedy częściej wygrywał lider. Na liście niespełnionych jest polskie nazwisko, bo w 1964 roku Józef Przybyła tracił do Veikko Kankkonena 1,2 pkt. Po pierwszym skoku w Bischofshofen prowadził nawet w klasyfikacji generalnej, ale ostatni skok zakończył upadkiem i spadł na szóste miejsce.
Czytaj więcej
Trzeci konkurs turnieju, w Innsbrucku na wzgórzu Bergisel, zakończył się zwycięstwem Jana Hoerla,...
Kobayashi ma przewagę
Kobayashi w tym roku ma przewagę, która jest równa mniej więcej 2,7 m, lecz w czasach komputerowych przeliczników za wiatr i licznych manipulacji belką startową lepiej powiedzieć tylko, że to strata do odrobienia w jednej próbie.
Austriacy chętnie dodaliby do listy kandydatów do końcowego sukcesu swoją trójkę: Jana Hoerla (23,6 pkt/13 m), Stefana Krafta (33,8/19) lub Michaela Hayboecka (48,6/27), ale tu akurat nawet w dwóch skokach to misja prawie niewykonalna.