Można narzekać na przesyt futbolem. Można powtarzać, że wszystko już było, że co roku ci sami grają z tymi samymi, że europejski futbol potrzebuje reformy. Bogaci stają się jeszcze bogatsi, a biedni są coraz dalej od finansowej ziemi obiecanej. Można psioczyć, snobować się na nieoglądanie Ligi Mistrzów, a w towarzystwie błyszczeć anegdotkami o rozgrywkach na Islandii czy Wyspach Owczych.
Gdy jednak Champions League wkracza w fazę pucharową, każdy kibic o magicznej godzinie 20:45 zasiada we wtorek i środę przed telewizorem i czeka, aż usłyszy doskonale mu znane pierwsze takty hymnu koronacyjnego „Ksiądz Zadok" skomponowanego przez Georga Friedricha Haendla, który z nowym tekstem i unowocześnioną przez Tony'ego Brittena aranżacją w 1992 roku stał się hymnem Ligi Mistrzów. Bo to Champions League gwarantuje futbol na najwyższym poziomie.
Chelsea Londyn – Paris SG, Schalke 04 – Real Madryt, Manchester City – Barcelona – wszystkie te mecze oglądaliśmy już w poprzednim sezonie. Dwa ostatnie na tym samym etapie rozgrywek (1/8 finału), pierwszy w minionym roku przypadł na ćwierćfinały. Co jednak z tego, skoro obsesja Jose Mourinho na punkcie Ligi Mistrzów nie osłabła, a Zlatan Ibrahimović obsesję ma porównywalną? Starcie dwóch najbardziej kontrowersyjnych charakterów europejskiego futbolu, zawsze wzbudzi emocje – nieważne ile razy w roku będą serwować powtórki.
Marzenie każdej matki
Manchester City wciąż w Europie nie przypomina klubu, który zdominował najsilniejszą ligę świata – angielską. Zawodnicy Manuela Pellegriniego potrafią w pucharach przegrać u siebie z CSKA Moskwa, by tydzień później pokonać zespół, o którym wszyscy już zdążyli powiedzieć i napisać, że wyznacza nowe trendy w futbolu – Bayern Monachium. I chociaż w poprzednim sezonie Barcelona nie pozostawiła żadnych wątpliwości, pokonując zespół szejków w dwumeczu 4:1, to i tak oczy wszystkich 24 lutego zwrócą się na City of Manchester Stadium.
Gdy media rozpisywały się w grudniu o konflikcie na linii Leo Messi – trener Luis Enrique, właściwie jedyny klub, który wymieniany był w kontekście ewentualnego odejścia argentyńskiego półboga z Barcy, to było City.