Korespondencja z Kataru
Weah dopadł w polu karnym do piłki, którą perfekcyjnie między obrońcami zagrał mu Christian Pulisic, czyli największy gwiazdor drużyny. To był gol zasłużony, bo Amerykanie wcześniej długo oblegali pole karne rywali. Dłubali ataki pozycyjne, szukali szansy środkiem i skrzydłami, aż wreszcie błysnął pomocnik Chelsea, który wykonał kluczowe podanie w szybkiej, dobrze zorganizowanej akcji.
Amerykanie czekali osiem lat, żeby znów zagrać na mistrzostwach świata, bo po siedmiu startach z rzędu oraz ćwierćfinałowej porażce z Belgami w 2014 roku przepadli w eliminacjach do mundialu w Rosji. Teraz Jankesi wracają i to w momencie kluczowym, bo w 2026 roku spróbują przed własną publicznością udowodnić kibicom, że soccer nie jest tylko sportem dla kobiet.
Czytaj więcej
Mecz otwarcia mundialu pokazał, że Katarczycy do piłki raczej się nie przekonają. Ich drużyna przegrała, oni uciekli z trybun. Kolejne tygodnie pok...
Przywieźli do Kataru zespół młody, ale uzbrojony w kilku aktorów europejskiej sceny. Asy z talii Gregga Berhaltera grają na Starym Kontynencie, a największe zagrożenie pierwszego meczu - tuż pod nosem. Bale został niedawno bohaterem finału MLS, gdy jego gol na 3:3 dla Los Angeles FC w 128. minucie doprowadził do wygranej serii karnych. Teraz był jednak niewidoczny. Do czasu.
Nadeszła 81. minuta, Bale padł w polu karnym podcięty przez rywala. Sędzia bez wahania podyktował rzut karny, piłkę na jedenastym metrze ustawił sam faulowany. Uderzył mocno, pewnie. Na nic zdał się instynkt bramkarza Matta Turnera, który wyczuł jego intencje, ale piłki nie sięgnął. Walijski sektor, który miał za plecami, eksplodował radością.
Wcześniej Bale rozczarowywał, choć był największą nadzieją Walii, która - jak skrzętnie odnotował „Wall Street Journal” - ma populację podobną do stanu Iowa, a tamtejsi piłkarze ostatni raz grali na mundialu w 1958 roku. Kibice na położony pod Dauhą stadion Ahmada Bin Alego jechali jednak pełni nadziei, a kiedy wyśpiewali hymn dało się poczuć, że czekali na ten moment 64 lata.
Ich piłkarze schowali się jednak za podwójną gardą. Wynik otworzył syn George’a Weaha, czyli zdobywcy Złotej Piłki (1995), który w 2018 roku został prezydentem Liberii, a teraz przyleciał do Dauhy na zaproszenie emira Kataru. 22-letni Timothy wybrał inną reprezentację, bo urodził się na Brooklynie, więc miał takie prawo. Golem na mundialu zaczął uwodzenie kibica w Ameryce.
Walijczycy inicjatywę zaczęli przejmować po przerwie. Blisko wyrównania byli już w 65. minucie, ale strzał głową Bena Daviesa bramkarz z trudem przerzucił nad poprzeczką. To były momenty. Lepiej w piłkę grali Amerykanie, lecz rywale pokazali wyspiarski charakter. Walczyli, szarpali i grali na tyle, na ile umieli. Wystarczyło do remisu, dzięki któremu obie drużyny do końca będą w grze o awans.