Korespondencja z Eugene

Co dla pani i dla Ukrainy znaczy srebrny medal mistrzostw świata?

Każdy medal oraz każde zwycięstwo odnosimy dla Ukrainy. Chcę dać moim rodakom powód do radości, wywołać choć odrobinę uśmiechu na ich twarzy. Mam nadzieję, że moim występem w Eugene to się udało.

Jak pani czuje się w roli nie tylko sportowca, ale także ambasadora swojego kraju?

To duża odpowiedzialność, bo rozmawiam z dziennikarzami i mogę przekazać wiadomość dla całego świata. Wiem, że jestem ambasadorem Ukrainy, a moje wyniki oraz słowa mają duże znaczenie.

Czytaj więcej

Srebro dla Ukrainy. Jarosława Mahuczich wicemistrzynią świata

Jakie są pani kolejne plany?

Lecę teraz do Niemiec, gdzie będziemy przygotowywać się do mistrzostw Europy. Mam nadzieję, że później - po sezonie - będę mogła wrócić do kraju. Tęsknię tatą oraz babcią, którzy tam zostali. Chciałabym ich wyściskać, tak samo jak wszystkich moich przyjaciół.

Czy wszystko jest z nimi w porządku, macie stały kontakt?

Wszystko jest w porządku, ale codziennie żyję w olbrzymim stresie. Śledzę wiadomości i wiem, że ostatnio na Winnicę spadło sześć bomb, a obrona przeciwlotnicza przechwyciła tylko cztery. To trudne zwłaszcza, kiedy takie wieści docierają do mnie, gdy jestem za granicą. Nie mogę przytulić mojej babci ani taty. Jesteśmy jednak w kontakcie.

Słusznie, że World Athletics wykluczyła z mistrzostw świata Rosjan i Białorusinów?

Oczywiście, że tak, bo 80 proc. Rosjan wspiera wojnę. To przerażające. Kompletnie nie rozumieją tego, co się dzieje, choć my - jako ukraińscy lekkoatleci - relacjonujemy wszystko w mediach społecznościowych i piszemy do tamtejszych sportowców wiadomości. Próbujemy ich uświadomić. Wyjaśnić, co się dzieje. Nie odpowiadają.

Nie udało się pani z nikim nawiązać kontaktu, nawet z Marią Lasitskene?

Nie napisała nawet: „Jak się masz? Czy wszystko w porządku?”, a to przecież bardzo proste słowa. Wcześniej, przed 24 lutego, normalnie rozmawiałyśmy. Teraz wszystko się zmieniło, a w Ukrainie trwa ludobójstwo naszego narodu.