Turów jeszcze nigdy w historii swych występów w ekstraklasie nie wygrał w Sopocie. Nie udało się i tym razem, chociaż i w sobotę, i w niedzielę zespół trenera Saso Filipovskiego był bardzo bliski sukcesu.
Ten weekend w Hali Stulecia w Sopocie należał zdecydowanie do Serba Milana Gurovicia, mistrza świata i mistrza Europy z reprezentacją Jugosławii, zarabiającego w Prokomie około miliona dolarów za sezon.
W sobotę był bohaterem pozytywnym. Zdobył 34 punkty, ustanawiając strzelecki rekord finału polskiej ligi, i nie zawiódł w najważniejszym momencie, zdobywając przy stanie 77:76 w ostatnich sekundach trzy punkty decydujące o zwycięstwie.
W niedzielę mógł się stać sprawcą klęski mistrzów Polski, gdy w drugiej kwarcie, przy prowadzeniu Turowa 28:22, sfaulował Tomasa Kelatiego i po gwałtownej reakcji poszkodowanego zaatakował go pięściami.
Na parkiecie rozpętała się awantura z udziałem niemal całych zespołów. Przytrzymywany przez kolegów Gurović wyrwał się i pobiegł w kierunku Kelatiego, by go ponownie zaatakować.