Najpierw z wyścigu o mistrzostwo odpadł Górnik, remisując bezbramkowo w Gdyni z Arką, która rozpaczliwie walczy o utrzymanie. Taki wynik dla nikogo nie był korzystny, obie drużyny potrzebowały zwycięstwa.

Dwie godziny później szanse na dogonienie Lecha stracił Raków, przegrywając u siebie z Jagiellonią 0:2. Już po dziesięciu minutach kontuzji doznał Lamine Diaby-Fadiga i musiał zejść z boiska. Bramki zdobyli Japończyk Yuki Kobayashi i Kajetan Szmyt.

Ekstraklasa. Kiedy Lech może zostać mistrzem Polski?

Sytuacja przed dwiema ostatnimi kolejkami wygląda następująco: w tabeli prowadzi Lech z czteropunktową przewagą nad wiceliderem z Białegostoku.

Mistrz z Poznania może postawić kropkę nad i, bez oglądania się na rywali, już w najbliższy weekend. Wystarczy, że w sobotę wygra na wyjeździe z Radomiakiem. W przypadku innego wyniku będzie musiał liczyć, że punkty straci także Jagiellonia. Zespół z Białegostoku w niedzielne popołudnie zmierzy się na wyjeździe z GKS Katowice.

– Mamy los w swoich rękach. Zrobimy wszystko, by odnieść zwycięstwo w najbliższym meczu – przekonywał trener Lecha Niels Frederiksen.

Jego drużyna jest już pewna udziału w eliminacjach Ligi Mistrzów, bo w przyszłym sezonie, dzięki dobrym występom naszych klubów w Lidze Konferencji i awansowi w rankingu UEFA, Polskę reprezentować będą w kwalifikacjach Champions League aż dwa zespoły.

To oznacza, że Raków i Górnik, choć na pewno nie zepchną już poznańskiej ekipy z tronu, wciąż mają o co walczyć. Nawet w eliminacjach tak prestiżowych rozgrywek można zarobić duże pieniądze.

W ostatniej kolejce, zaplanowanej na 23 maja, czołowa czwórka zagra przed własną publicznością. Lech podejmie Wisłę Płock, Jagiellonia – Zagłębie Lubin, Raków – Arkę, a Górnik – Radomiaka.