To miał być wieczór, który kibice Barcelony zapamiętają na długo. Pierwsze od trzech lat El Clasico na Camp Nou, pierwsza w historii szansa na obronę mistrzostwa Hiszpanii w starciu z największym rywalem. To wszystko sprawiało, że wyjątkową atmosferę było czuć już wiele godzin przed rozpoczęciem spotkania.

Katalończykom do przypieczętowania tytułu wystarczał remis, ale nie zamierzali kalkulować. Chcieli wygrać, najlepiej z przytupem, a swój plan postanowili zrealizować błyskawicznie.

Barcelona – Real. Szybkie prowadzenie Katalończyków

Trybuny eksplodowały ze szczęścia już w dziewiątej minucie. Tylko tyle czekali kibice na otwarcie wyniku. Prowadzenie Barcelonie dał Marcus Rashford. Anglik przymierzył z rzutu wolnego idealnie pod poprzeczkę, a kontuzjowany Lamine Yamal szalał z radości na trybunach.

Minęło kolejne dziewięć minut i drugą bramkę, po pięknej asyście Daniego Olmo, zdobył Ferran Torres. To on wyszedł na środku ataku, a Robert Lewandowski – podobnie jak m.in. Raphinha – zaczął mecz na ławce rezerwowych.

W Realu zabrakło z kolei m.in. Kyliana Mbappe, który nie zdążył się wyleczyć i oglądał kolegów przed telewizorem, oraz Federico Valverde, który ucierpiał w bójce z Aurelienem Tchouamenim. Królewscy już dawno nie przystępowali do El Clasico tak skłóceni i rozbici.

Jest pewne, że sklejaniem drużyny zajmie się ktoś inny niż Alvaro Arbeloa. Prezes klubu Florentino Perez, który nie pojawił się w niedzielę na Camp Nou, przygląda się już kandydatom na nowego szkoleniowca. Niewykluczony jest nawet sensacyjny powrót Jose Mourinho.

Czy to ostatnie El Clasico Roberta Lewandowskiego?

To, co wydarzyło się w ostatnich dniach w szatni Realu, spowodowało, że El Clasico częściej niż zwykle porównywano do walki bokserskiej. Na szczęście obyło się bez brutalnych scen, choć nie brakowało przepychanek, a Vinicius Junior nie byłby sobą, gdyby nie prowokował kibiców Barcelony.

Czytaj więcej

Przepraszam, czy tu biją? Piłkarzom Realu przed El Clasico puszczają nerwy

– Moi zawodnicy muszą wyjść na boisko i cieszyć się grą – przekonywał Hansi Flick niczym kiedyś Johan Cruyff przed finałem Ligi Mistrzów.

Zagrali również dla niego. Trener Barcelony dzień przed meczem przeżył rodzinną tragedię. Zmarł jego ojciec. Flick nie zamierzał jednak zostawiać zespołu w tym kluczowym momencie.

W drugiej połowie posłał na boisko Lewandowskiego. Dla Polaka to mogło być ostatnie El Clasico. Nadal nie wiadomo, czy przedłuży umowę i pozostanie w klubie na kolejny sezon (na pewno zostaje Wojciech Szczęsny, co potwierdził jeszcze przed spotkaniem w rozmowie z Eleven Sports). Przed El Clasico głośno było o lukratywnej ofercie z Chicago Fire. 

Lewandowski dostał szansę na symboliczny występ. W 77. minucie zmienił Torresa. Z Realem grać lubi, teraz też miał swoją okazję na gola, ale trafił wprost w Thibauta Courtisa. 

To był już czas, gdy Barcelona nie forsowała tempa, a kibice na trybunach zaczęli fiestę, odliczając minuty do mistrzowskiej fety. Katalonia dzisiaj nie zaśnie.