„Klap lige hesten” – dosłownie „poklep trochę konia”, czyli ochłoń, nie ekscytuj się tak.
„Slå koldt vand i blodet” – dosłownie „wlej zimną wodę do krwi”, czyli nie gorączkuj się, zachowaj zimną krew.
„Det er let at sidde ved roret i godt vejr” – dosłownie „łatwo siedzieć za sterem, gdy jest ładna pogoda”, czyli charakter lidera poznaje się wtedy, gdy coś idzie nie tak.
W języku duńskim nie brakuje idiomów, które odnoszą się do działania ze spokojem i opanowaniem. Właśnie tak kojarzony jest trener Niels Frederiksen, który u kibiców Lecha Poznań ma przydomek „Zimny”. Duńczyk w drugim sezonie z rzędu wywalczył z poznańskim klubem mistrzostwo Polski, choć po drodze znów nie brakowało momentów kryzysowych.
Czytaj więcej
Doktor Jan Kulczyk potwierdzał przed kamerą swoje zainteresowanie Lechem. Wtedy pomyślałem, że skoro mówi o tym publicznie, to nie po to, by rzucać...
Lech Poznań Nielsa Frederiksena podwójnym mistrzem Polski
Już na inaugurację tego sezonu Ekstraklasy Lech przegrał w Poznaniu aż 1:4 z Cracovią, po czterech kolejkach porażki miał już dwie (Piast Gliwice), a po ośmiu – trzy (Zagłębie Lubin), na dodatek żadnej nie odniósł z ligowymi potentatami. Na tamtym etapie był już też po bolesnym rozwianiu marzeń o Ligę Mistrzów przez pompowanego rosyjskimi pieniędzmi mistrza Serbii oraz jeszcze boleśniejszej porażce z Belgami z Genku (1:5 w Poznaniu) w walce o Ligę Europę. W kontynentalnych rozgrywkach trzeciej kategorii, Lidze Konferencji, więcej emocji wzbudzały jego porażki (wypuszczenie z rąk punktów z hiszpańskim Rayo Vallecano od 2:0 do 2:3 oraz kompromitacja z mistrzem Gibraltaru) niż zwycięstwa (z Austriakami, Szwajcarami, Czechami i Finami). A gdy już poznaniacy zaliczyli świetny występ przeciw markowemu rywalowi, to nie wystarczył on do wyszarpania awansu Szachtarowi Donieck.
Choć poznaniacy kończyli 2025 rok na siódmym miejscu, to miejscowi kibice byli optymistami, bo strata do prowadzących Wisły Płock i Górnika Zabrze wynosiła tylko cztery punkty (przy jednym meczu zaległym zapasu), a Raków Częstochowa i Jagiellonia Białystok też były jeszcze uwikłane w europejskiej puchary, przy nie tak bogatych kadrach. Ten optymizm uleciał jednak już po dwóch pierwszych ligowych grach w tym roku kalendarzowym na przełomie stycznia i lutego – po mroźnej domowej porażce z Lechią Gdańsk i wyjazdowej w Gliwicach, we wspomnianym zaległym spotkaniu. Kibice wściekali się, bo termometry wskazywały minus dziewięć stopni, a tabela – dziewiąte miejsce i „minus siedem” do lidera. W Poznaniu wrzało, ale władze klubu podeszły do tego na chłodno i zaufały „Zimnemu” Duńczykowi, który już sezon wcześniej potrafił przekuć kryzys w końcowy sukces.
I oto w meczach z najważniejszymi rywalami Lech nie tylko już nie przegrywał, ale kilka razy stworzył też fantastyczne widowisko, gdy odrabiał straty z Rakowem (4:3) i GKS Katowice (3:3). Luki w grze obronnej nadrabiała efektowna ofensywa ze szwedzkim kapitanem Mikaelem Ishakiem, jego rodakami Patrikiem Wålemarkiem i Leo Bengtssonem, Irańczykiem Alim Gholizadehem czy Honduraninem Luisem Palmą. Dla równowagi wrażenie robi też rozwój młodych Polaków, którzy lada moment mogą stanowić o sile naszej reprezentacji: pomocnika Antoniego Kozubala (21 lat skończy w sierpniu) oraz obrońców Michała Gurgula (20 lat) i Wojciecha Mońki (19-letnie odkrycie tego sezonu).
Czytaj więcej
Już w pierwszą sobotę, gdy zacząłem pracę w Dynamie, doszło do zmasowanego nocnego ataku dronów na Kijów. Ten widok nieba, który zdążyłem zobaczyć...
Niels Frederiksen to z wykształcenia ekonomista, w latach 1996-2011 pracował w Danske Bank, m.in. jako zastępca dyrektora ds. HR. W trakcie tego sezonu udowodnił, że ciągle wyciąga wnioski, jak dobrze zarządzać zasobami ludzkimi sportowej klasy „premium”, jak rotować składem, by każdy czuł się doceniony, a przy tym, by jakość gry zbyt nie ucierpiała (jak zdarzyło się w Gibraltarze).
Nawet jednak przy perspektywie zbliżającej się obrony tytułu, część przedstawicieli mediów i poznańskich kibiców stawiało pod znakiem zapytania, czy Lech powinien przedłużać wygasający z końcem sezonu kontrakt ze szkoleniowcem. Odpowiedzią na te wątpliwości było efektowne zwycięstwo 4:0 nad Legią Warszawa, odwiecznym rywalem Lecha (choć akurat w tym sezonie, wobec głębokiego kryzysu stołecznego klubu, nie bezpośrednim konkurentem do mistrzostwa).
Od tego momentu pytanie brzmi: czy to trener będzie chciał dalej pracować w Poznaniu, czy skusi się na ewentualną ofertę z mocniejszej ligi? - Nie ma wątpliwości, że toczy się wiele rozmów na ten temat, ale tak jak mówiłem wcześniej, prawdopodobnie podejmiemy decyzję po zakończeniu sezonu. Muszę być z wami szczery: nie piszcie głupot. Otrzymałem od klubu dobrą ofertę, która jak najbardziej jest do rozważenia i bez wątpienia chcę tu być, ale muszę też przyznać, że mam inne możliwości. Je również musze rozważyć, a decyzję podejmę na koniec sezonu - mówił Niels Frederiksen kilka dni przed pieczętującym mistrzostwo meczem w Radomiu.
Poznańscy kibice, doświadczający w ostatnich latach porażek na ostatniej prostej w finałach Pucharu Polski, mieli obawy przed meczem z Radomiakiem. I Lech faktycznie w Radomiu błyskawicznie przegrywał, ale potem szybko odrobił straty (Mikael Ishak) i wyszedł na prowadzenie (Luis Palma). Po golu na 3:1 autorstwa Patrika Wålemarka poznaniacy mogli już odetchnąć, a trener Frederiksen powiedział tylko głośno (na tyle, że wyłapał to reporter Canal Plus): „Finally!”.
Lech Poznań dzięki zdobyciu dziesiątego mistrzostwa Polski będzie mógł występować ze złotą gwiazdką nad swoim herbem. Takie prawo mają jeszcze tylko Ruch Chorzów, Górnik Zabrze, Wisła Kraków i Legia Warszawa.
Czytaj więcej
Wielu kibiców uważa, że jakakolwiek ingerencja w herb, choć wyrysowany niedbale i na amatorskim poziomie, to niewybaczalna zbrodnia. Nawet lifting...
Z kim Lech może zagrać w eliminacjach Ligi Mistrzów?
Dzięki udanym występom w europejskich pucharach w ostatnich latach, Lech Poznań uzbierał dużo punktów w klubowym rankingu UEFA. To w połączeniu z korzystnymi rozstrzygnięciami kilku europejskich lig, gdzie faworyci nie zdobyli tytułu, sprawia, że poznaniacy prawie na pewno będą rozstawieni we wszystkich rundach eliminacji Ligi Mistrzów (czyli będą się mierzyli z rywalami teoretycznie słabszymi. Lech już ma to zagwarantowane w drugiej i trzeciej rundzie eliminacji Ligi Mistrzów. By było tak też w czwartej (ostatniej) rundzie, w niedzielę mistrzostwo Austrii musi sobie zapewnić LASK Linz (wystarczy mu remis w ostatniej kolejce, niezależnie od innych wyników).
- Potencjalni rywale w 2. rundzie el. Ligi Mistrzów: Vikingur Reykjavik (Islandia), Kajrat Ałmaty (Kazachstan), Craiova (Rumunia), Riga FC (Łotwa), KI Klaksvik (Wyspy Owcze), Flora Tallinn (Estonia), Larne (Irlandia Północna), Petrocub (Mołdawia), TNS (Walia), Aarhus (Dania), Thun (Szwajcaria), Mjallby (Szwecja).
- Potencjalni rywale w 3. rundzie el. Ligi Mistrzów: Shamrock Rovers (Irlandia), Hapoel Ber Szewa (Izrael), KuPS (Finlandia), Drita (Kosowo), Lincoln (Gibraltar), Borac Banja Luka (Bośnia i Hercegowina).
- Potencjalni rywale w 4. rundzie el. Ligi Mistrzów - przy rozstawieniu: AEK Ateny (Grecja), Celje (Słowenia), Omonia (Cypr), LASK Linz (Austria), Viking Stavanger (Norwegia)
- Potencjalni rywale w 4. rundzie el. Ligi Mistrzów - przy braku rozstawienia: Crvena zvezda (Serbia), Dinamo Zagrzeb (Chorwacja), Slovan Bratysława (Słowacja), Celtic (Szkocja), Sturm Graz (Austria).