Jego życiorys to gotowy scenariusz na film. W 1984 r. został wybrany w drafcie przez New Jersey Nets, ale odmówił, bo ze względu na obowiązujące wówczas przepisy jako zawodowiec z NBA nie mógłby już więcej wystąpić w igrzyskach.

Gra dla Brazylii była dla niego priorytetem. Jako nastolatek oglądał w telewizji mecz koszykarskiej reprezentacji podczas najważniejszej imprezy czterolecia w Monachium (1972) i marzył o tym, by wziąć udział w turnieju olimpijskim. Nie spodziewał się pewnie, że nie tylko pojedzie na igrzyska, ale też zapisze się jako najlepszy strzelec w ich dziejach.

Jakie rekordy pobił Oscar Schmidt?

W Seulu (1988), Barcelonie (1992) i Atlancie (1996) nie miał sobie równych, choć w drugim z tych turniejów mógł już brać udział amerykański Dream Team, naszpikowany gwiazdami NBA. Nie robiło to na nim wrażenia, Schmidt w meczu z USA rzucił 24 pkt. Grał też w Moskwie (1980) i Los Angeles (1984). Łącznie uzbierał 1 093 pkt.

Był tak skuteczny, że zyskał pseudonim „Święta ręka”. „Nie mam Świętej Ręki. Mam po prostu wyćwiczoną rękę” – odpowiadał w wywiadach. Choć minęło już tyle lat, nikt nie zdołał pobić jego wyczynów: 55 pkt w olimpijskim meczu z Hiszpanią (1988) i 52 pkt w spotkaniu mistrzostw świata z Australią (1990).

Dopiero niedawno, bo dwa lata temu, LeBron James rozprawił się z jego rekordem kariery. Schmidt zdobył dla klubów i reprezentacji 49 737 pkt, więcej niż Kareem Abdul-Jabbar. LeBron ma obecnie już ponad 53 tys. pkt.

Świat koszykówki żegna Oscara Schmidta

Największym sukcesem Schmidta pozostaje brązowy medal mistrzostw świata w 1978 r., choć on sam za życiowe osiągnięcie uznaje zwycięstwo nad USA w finale igrzysk panamerykańskich (1987). Rzucił wtedy 46 pkt, w tym 35 po przerwie, dzięki czemu Brazylia zdołała odrobić 20-punktową stratę. Karierę zakończył w 2003 r., już po czterdziestce.

Czytaj więcej

Wyjątkowa noc w NBA. W historii ligi tylko Wilt Chamberlain zdobył więcej punktów w meczu

„Zawsze podziwiałem Oscara i uważałem go za przyjaciela. Był bez wątpienia jednym z najlepszych zawodników w historii. To był zaszczyt, kiedy poprosił mnie o wręczenie mu statuetki podczas zasłużonego wprowadzenia do Galerii Sław Koszykówki im. Naismitha” – stwierdził Larry Bird.

Schmidt stał się idolem i inspiracją dla późniejszych gwiazdorów NBA. – Oglądałem go jako dziecko we Włoszech. Grał przeciw mojemu ojcu i był niewiarygodny. Zdobywał ponad 40 pkt w meczu, ale potrafił wszystko. Nie wiedziałem wówczas nawet, że ma na imię Oscar, zawsze nazywałem go „La Bomba” – wspominał Kobe Bryant, który kilka lat temu zginął w katastrofie helikoptera.

Czytaj więcej

W oczekiwaniu na nowego Jordana

Przez ostatnie 15 lat Schmidt toczył walkę z guzem mózgu. „Oscar pozostawia po sobie dziedzictwo, które wykracza poza sport i inspiruje pokolenia sportowców oraz kibiców w naszym kraju i na całym świecie” – napisała rodzina, a brazylijska federacja pożegnała go jako „człowieka, który na nowo zdefiniował granice tego, co jest możliwe na boisku. Jego śmierć zamyka pewną erę. Ale jego wielkość pozostaje”.