Ostatni raz koszykarze New York Knicks grali w finale w 1999 r., w skróconym z powodu lockoutu sezonie. Wtedy też musieli się zmierzyć z San Antonio Spurs, prowadzonymi przez młodego gwiazdora Tima Duncana, który stał się na długo jednym z najlepszych zawodników na parkietach NBA. Teraz historia się powtarza, a Spurs znowu mają wielką gwiazdę Victora Wembanyamę, który może zdominować ligę na wiele lat.

Jeśli komuś mało skojarzeń z finałami z 1999 r., to warto dodać, że 27 lat temu zawodnikiem Knicks był Rick Brunson, ojciec Jalena i jeden z asystentów obecnego trenera ekipy z Nowego Jorku Mike’a Browna.

New York Knicks i San Antonio Spurs zagrają o mistrzostwo NBA

Teraz oba zespoły piszą jednak zupełnie nową historię. Spurs po chudych latach zakończyli przebudowę i wreszcie mają ekipę gotową do walki o mistrzostwo. Ważną postacią miał tam być Jeremy Sochan, wybrany z numerem dziewiątym w drafcie. Kto wie, może wychodziłby w ekipie z San Antonio w pierwszej piątce, gdyby trenerem dalej był Gregg Popovich. To on postawił na Polaka, to on starał się go rozwijać, wystawiając go nawet na pozycji rozgrywającego.

Popovich jednak poważnie zachorował, przeszedł na emeryturę, a Mitch Johnson już Sochana nie widział w drużynie. Jeśli dawał mu szanse, to jako rezerwowemu z końca ławki i człowiekowi od zadań obronnych. W lutym Sochan odszedł ze Spurs i podpisał kontrakt z Knicks. Sam pewnie inaczej wyobrażał sobie swoją rolę w nowym miejscu. Tutaj też jest rezerwowym, w play-offach zagrał tylko pięć razy i chociaż potrafił zdobyć sporo punktów, to swojej sytuacji nie poprawił.

W finale Konferencji Wschodniej z Cleveland Cavaliers nie wszedł na parkiet, nawet gdy Knicks prowadzili 45 punktami. Sochan – dzięki temu, że do finału awansowali Spurs – zapewne odbierze pierścień bez względu na to, kto zostanie mistrzem.

Trudno sobie jednak wyobrazić, by Brown postawił na niego w najważniejszych meczach, choć NBA potrafi zaskakiwać. Sochan potrafi bronić przeciw zawodnikom niższym i wyższym, więc może zostać wysłany do walki przeciwko strzelcom Spurs, takim jak Stephon Castle, De’Aaron Fox i Dylan Harper. To się może przydać, bo Knicks nie bronią zbyt dobrze rzutów za trzy punkty. Sochan może też utrudniać życie podkoszowym Spurs jak Harrison Barnes czy Julian Champagnie.

Czy Jeremy Sochan dostanie szansę w finale NBA?

Trener Brown wystawiał Sochana nawet jako środkowego, ale teraz raczej się to nie zdarzy, bo Spurs pod koszem mają Luke’a Korneta (216 cm), Kelly’ego Olynyka (213 cm) i przede wszystkim Victora Wembanyamę (224 cm).

Ten ostatni jest fenomenem, bo przy swoim wzroście jest niesamowicie sprawny, a dodatkowo potrafi rzucać za trzy punkty. W siódmym meczu finału Konferencji Zachodniej przeciwko Oklahoma City Thunder trafił trzy razy z dystansu, na pięć prób. Francuz potrafi też kapitalnie bronić i blokować rzuty rywali, więc trudno sforsować obronę Spurs. Thunder mogli mu przeciwstawić mierzącego 216 cm Cheta Holmgrena, który też jest znakomitym obrońcą, ale niewiele to dało.

W ekipie Knicks najwyżsi gracze, czyli Karl-Anthony Towns i Ariel Hukporti, mierzą 213 cm, a w koszykówce jedenaście centymetrów różnicy (do tego jeszcze rozpiętość ramion), to naprawdę dużo.

Z drugiej strony, Knicks są niesamowicie rozpędzeni. W finale Konferencji Cavaliers nie wygrali z nimi żadnego meczu, podobnie jak rundę wcześniej Philadelphia 76ers. Spurs w tym samym czasie rozegrali sześć meczów z Minnesota Timberwolves i aż siedem przeciwko ustępującym mistrzom Thunder. To może mieć znaczenie na tym etapie, gdy ważne jest to, czy ręka przy rzucie nie zadrży ze zmęczenia.