Dostać się do NBA jest trudno, jeszcze trudniej w niej się utrzymać, a znaleźć się w składzie drużyny walczącej o mistrzostwo udaje się tylko nielicznym. New York Knicks awansowali do finału po niemal 30 latach przerwy. Ostatni raz rywalizowali o pierścienie w 1999 r. i przegrali 1–4 z San Antonio Spurs.

O dziesięć lat krócej polscy kibice czekali na swojego zawodnika w finałach NBA. W 2009 r. koszykarzem Orlando Magic był Marcin Gortat i chociaż jego drużyna przegrała walkę z Los Angeles Lakers, to polski środkowy zaprezentował się całkiem dobrze.

Marcin Gortat w finale NBA zagrał we wszystkich meczach 

Gortat zagrał we wszystkich pięciu spotkaniach i chociaż nie miał wielkiego doświadczenia i był jedynie zmiennikiem Dwighta Howarda, to występował na parkiecie średnio przez ponad dziesięć minut.

Najwięcej szans otrzymał w pierwszym i drugim spotkaniu finałów, kiedy zagrał odpowiednio 20 i 15 minut. Zdobył za każdym razem po cztery punkty, ale w pierwszym meczu dołożył do tego jeszcze osiem zbiórek oraz dwa przechwyty.

Potem trener Stan van Gundy ograniczył minuty Gortata na parkiecie, szukając sposobu na zatrzymanie rozpędzających się Lakers. Jednak nawet kiedy mocno zawężał rotację, korzystając w meczu ledwie z czterech zmienników, to i tak znajdował miejsce dla polskiego środkowego.

Czytaj więcej

Drużyna Polaka w wielkim finale NBA. Jeremy Sochan oglądał sukces z ławki

Sochanowi, który nie wszedł na parkiet w ostatnim spotkaniu finału konferencji jako jedyny z 15 graczy Knicks, nawet wtedy gdy jego drużyna prowadziła z Cleveland Cavaliers różnicą 45 punktów, będzie bardzo trudno zbliżyć się do tych osiągnięć. Jeśli jednak do finału awansują Spurs, to reprezentant Polski prawie na pewno dostanie pierścień.

Według panującego w najlepszej lidze świata zwyczaju, jeżeli koszykarz w trakcie sezonu odszedł z zespołu zdobywającego tytuł (Sochan do lutego był zawodnikiem Spurs), to i tak zostanie uhonorowany pamiątkowym pierścieniem, chociaż nie będzie mógł się nazywać mistrzem.