Po meczu z Ukrainą trzeba było zatrzeć złe wrażenie. Dawno się nie zdarzało, żeby polskich piłkarzy żegnały gwizdy, a średniej klasy rywal tak zdominował naszych piłkarzy. Jan Urban zapewniał na konferencji prasowej, że nie można było biało-czerwonym odmówić zaangażowania, ale niesmak pozostał, a selekcjoner na pewno ma swoje przemyślenia i będzie wiedział, kto jest mu potrzebny w kadrze jesienią.

W środę na PGE Narodowym wystawił najsilniejszy skład. Na boisku pojawili się liderzy: Robert Lewandowski, Piotr Zieliński, Jan Bednarek, Sebastian Szymański, Nicola Zalewski. Szansę po raz drugi dostał Kacper Potulski i na pewno ją wykorzystał. Kilka razy podawał tak, jak to robi w FC Mainz, po ziemi, daleko do przodu, żeby od razu rozpędzić naszą akcję. To on też zdobył bramkę w doliczonym czasie pierwszej połowy.

Polska – Nigeria. Kacper Potulski jednym z wygranych zgrupowania

Najpierw z rzutu rożnego dośrodkował Szymański, potem piłkę przed bramkę wstrzelił Zalewski, a z bliska dobił ją młody obrońca, który stał tam, gdzie zazwyczaj czeka Lewandowski. Kapitan reprezentacji miał wielką ochotę do gry. Kilka razy cofał się po piłkę i ruszał sprintem do pressingu, a za nim niemrawo ruszali się koledzy. W pierwszej połowie jeszcze tylko Zalewski i Kamiński włączali wyższy bieg, a reszta naszej drużyny biegała na ogół w tempie jednostajnym.

Czytaj więcej

Stefan Szczepłek: Polska – Ukraina. Takie mecze to relikt przeszłości

W obronie też nie było idealnie. Trener Urban zapowiadał, że poprawić trzeba właśnie ten element i widać, że czeka go jeszcze sporo pracy. Kiedy tylko Nigeryjczycy wymienili szybciej kilka podań, bez problemu mijali naszą linię pomocy. Właśnie tak padł dla nich gol: jedno prostopadłe podanie wystarczyło, żeby piłka znalazła się w naszym polu karnym, a z bliska do bramki wbił ją Terem Moffi. Nie pomogło nawet wystawienie defensywnego pomocnika Bartosza Slisza.

W drugiej połowie biało-czerwoni zagrali lepiej niż przed przerwą. Stworzyli kilka groźnych sytuacji, a sam Lewandowski mógł strzelić dwa gole. Najpierw nieczysto uderzył w piłkę po złym podaniu Zaidu Sanusiego, a w 83. minucie jego uderzenie głową obronił Maduka Okoye.

Niestety, Polacy byli nieskuteczni i na domiar złego znów stracili bramkę. Zespół VAR zwrócił uwagę Mariana Barbu na zagranie ręką Kacpra Kozłowskiego i arbiter podyktował rzut karny, który wykorzystał Paul Onuachu. Sytuację w ostatnich sekundach uratował Przemysław Wiśniewski, który uderzył z 35 metrów i zdobył przepiękną bramkę. Chwilę później sędzia zakończył mecz, a kamery telewizyjne wychwyciły, jak selekcjoner podbiega do strzelca gola i z radości krzyczy: „Wiśniewski, czyś ty mi zwariował?”.

Trener Urban nie próbuje już grać tak ofensywnie i efektownie jak podczas finału baraży w Sztokholmie, ale nowy styl kadry jeszcze nie jest, delikatnie mówiąc, dopracowany. Cały czas zdarzają się błędy w obronie, a pod bramką rywali brakuje skuteczności. Na pewno trzeba się cieszyć z dobrej i odważnej gry Potulskiego – to już co najmniej drugi młody piłkarz po Oskarze Pietuszewskim, który może być ważną postacią kadry. Bez dobrej gry w obronie nie ma jednak co marzyć o zwycięstwach w meczach o punkty.

Polska – Nigeria 2:2 (1:1)

Bramki – dla Polski: Potulski (45+1), Wiśniewski (90+5); dla Nigerii: Moffi (23), Onuachu (77-z karnego).

Polska: Grabara – Wiśniewski, Bednarek, Potulski (82, Kiwior) – Kamiński, Slisz, Zieliński (90, Czubak), Zalewski (90, Pietuszewski) – Szymański (62, Kozłowski), Lewandowski, Świderski (62, Wojtuszek). 

Nigeria: Okoye – Bewene, Ogbu (46, Otele), Fernandez (46, Ajayi), Oneymaechi (46, Sanusi)– Ndidi, Onyeka (46, Onyedika), Nnadi (46, Durosinmi), Simon (63, Dele-Bashiru) – Adams (46, Bassey), Moffi.