Od kilku dni w mediach toczyły się dyskusje, komu będzie bardziej zależało na wygraniu tego meczu. Oliwy do ognia dolał Thomas Tuchel. Selekcjoner Anglików powiedział głośno to, o czym inni mówią tylko w kuluarach: że po porażce w półfinale trudno znaleźć jeszcze motywację na walkę o brązowy medal i lepiej byłoby wrócić do domu.
Zarówno Francuzi, uważani za głównych faworytów turnieju, jak i Anglicy, czekający na mistrzostwo już 60 lat, przylecieli do USA po złoto. Trudno więc było dziwić się ich rozczarowaniu. Ale to też znak czasów. Żyjemy w epoce kultu zwycięstwa, gdzie liczy się tylko pierwsze miejsce, a drugi na mecie jest pierwszym przegranym.
Mecz o trzecie miejsce mundialu. Anglicy prowadzili już 4:0
Zgodnie z przewidywaniami trenerzy namieszali w składach. Tuchel nie wystawił m.in. Jordana Pickforda oraz Harry'ego Kane'a i Jude’a Bellinghama. Didier Deschamps przebudował całkowicie linię obrony, zostawił na ławce Ousmane'a Dembele, ale dał od początku zagrać Michaelowi Olise oraz Kylianowi Mbappe, walczącemu o tytuł króla strzelców.
Anglicy już w trzeciej minucie objęli prowadzenie, po tym, jak Declan Rice przejął piłkę w środku pola, popędził w stronę pola karnego i uderzył z dystansu. Minął kwadrans i strzałem głową na 2:0, po asyście Rice'a, podwyższył Ezri Konsa. A jeszcze przed przerwą trafił dwukrotnie Bukayo Saka.
Obrona Francuzów wyglądała jak grupa chłopaków z podwórka, którzy na boisku spotkali się po raz pierwszy. Anglicy w pole karne wchodzili, jak chcieli. Tuchel bił brawo swoim zawodnikom i chyba sobie. Być może uśpił czujność rywali, przekonując, że nikt nie chce się bić o trzecie miejsce. Może od początku miał właśnie taki zamiar. Jeśli tak, to psychologiczna zagrywka wyszła mu znakomicie.
Żal było Deschampsa. Miał nietęgą minę, gdy patrzył, jak jego zespół tracił bramkę za bramką. Liczył na godne pożegnanie, a piłkarze wylali na jego głowę kubeł zimnej wody. Musiał reagować, by nie skończyło się kompromitacją. Po przerwie wzmocnił zarówno atak, jak i obronę. Na murawę posłał Dembele, Bradleya Barcolę, Dayota Upamecano i Lucasa Digne.
Efekty przyszły błyskawicznie. To Upamecano rozpoczął akcję, po której dziewiątego gola na mundialu strzelił Kylian Mbappe, wyprzedzając Messiego. Kilka minut później straty zmniejszył Barcola, a jeszcze przed przerwą na wodę dziesiątą bramkę, ponownie po podaniu Olise, zdobył Mbappe, mijając Messiego również w klasyfikacji wszech czasów (22 gole).
W szatni musiały paść mocne słowa, bo Francuzi wreszcie się obudzili i zaczęło się im spieszyć. Teraz to Anglicy sprawiali wrażenie zaskoczonych i bezradnych w defensywie. Tuchel wyciągnął więc swojego asa z rękawa Bellinghama, ale gdy przyszło do wykonywania rzutu karnego, ten oddał piłkę Sace, który się nie pomylił i skompletował hat tricka. Bellingham swojego trafienia doczekał się w doliczonym czasie, zamykając mecz.
Francja bez medalu. Czas na Zinedine'a Zidane'a
„Zasługiwałeś na lepsze zakończenie, ale zawiedliśmy. Bardzo trudno ubrać w słowa to, co dałeś tej drużynie przez 14 lat. Odegrałeś kluczową rolę w jej odrodzeniu. Ludzie nie zawsze potrafili docenić twoją wielkość, ale czas i historia się tym zajmą…” – zwrócił się do Deschampsa jeszcze przed meczem Mbappe.
Wiadomo już, że Deschampsa zastąpi były kolega z kadry Zinedine Zidane, który pracował dotąd tylko w Realu Madryt, ale za to z jakimi sukcesami (trzy razy z rzędu wygrał Ligę Mistrzów – 2016-2018). Według dobrze poinformowanego Fabrizio Romano, umowa zostanie podpisana w najbliższych dniach.
Mecz Francji z Anglią był przedostatnim aktem najdłuższego w historii mundialu. Pozostał już tylko wielki finał w Nowym Jorku. W niedzielę o trofeum zagrają Hiszpanie i Argentyńczycy.
Transmisja finału w niedzielę o 21.00 w TVP 1 i TVP Sport