Czy sędzia, który dostaje nominację do poprowadzenia finału mistrzostw świata, nie powinien być jak żona Cezara, poza wszelkimi podejrzeniami?

Zdecydowanie.

Tymczasem Slavko Vinčić sześć lat temu został zatrzymany przez policję na imprezie organizowanej przez mafiosów, z panienkami lekkich obyczajów, narkotykami, i wprawdzie nie został skazany, ale cień pozostał.

Co więcej, nie był to przypadek, że zaszedł na sąsiednią ulicę i pomyślał, że wejdzie na dyskotekę się zabawić. To było w sąsiednim kraju, był na liście zaproszonych gości. Nikt nie jest święty, ale są funkcje wymagające szczególnego zaufania. Sędzia, także piłkarski, do nich należy. Ale tu dochodzi jeszcze kwestia merytoryczna. Sędzia finału powinien być jednym z najlepszych arbitrów na świecie, który ma na koncie 90 proc. meczów posędziowanych świetnie, a Slavko Vinčić takim nie jest.

A może w naszym kraju patrzymy na niego zbytnio przez pryzmat meczu Szwecja – Polska, który pozbawił nas wyjazdu na mundial?

Mamy to spojrzenie, że nas skrzywdził, tak jak kiedyś patrzyliśmy na Paduranu, który był u nas symbolem złego sędziego, choć akurat był bardzo dobrym. Natomiast Vinčicia tak za całokształt ocenić nie można, przypomnijmy sobie choćby niedawny mecz w Lidze Mistrzów Bayern – Real. Generalnie, jest dziesięciu lepszych sędziów, którzy byli do wyboru na finał Hiszpanii z Argentyną, z Szymonem Marciniakiem włącznie.

Wielki futbol to też wielka polityka. Sugestie tej natury nasuwają się same.

Jest wiele znaków zapytania i pewnie nigdy się nie dowiemy, czy chodziło o chęć poprawy stosunków FIFA z UEFA, które są bardzo napięte, a której prezydent Aleksander Čeferin jest nie tylko rodakiem, ale wręcz promotorem Vinčicia.

A żeby dać Panu Bogu świeczkę, a i diabłu ogarek, to mecz o trzecie miejsce dostał sędzia z Wenezueli.

No tak, prezydent Donald Trump będzie mógł zadowolony powiedzieć, że po jego interwencji w tym kraju i usunięciu prezydenta Maduro, Wenezuela znów stała się krajem godnym zaufania, a sędzia z tego kraju prowadzi drugi najważniejszy mecz na tak wielkim turnieju. Polityka zawsze wpływała na mundiale, ale teraz jest to już szycie wyjątkowo grubymi nićmi. Zawieszenie kary Baloguna jest więcej niż kontrowersyjne. Oglądałem tę sytuację wielokrotnie, to była bardzo czerwona kartka. Śmiesznie dzisiaj brzmią ze strony władz FIFA pomstowania na poprzedniego prezesa Blattera. Owszem, był próżny, lubił, jak go noszono w lektyce, ale do aż takich rzeczy się nie posuwał.

Czytaj więcej

Rafał Rostkowski dla „Rz”: FIFA już dawno nie była w tak fatalnej formie

Jest pan rozczarowany, że Szymon Marciniak nie został uwzględniony w obsadzie na ostatnie mecze? Dotyczy to pana przecież również osobiście, bo automatycznie pański syn, asystent Marciniaka, także już nie posędziuje.

Po tym, jak nominowano Vinčicia jestem, ponieważ jest dużo słabszym sędzią od Szymona. Tym bardziej, że odpadł przecież argument, iż nie powinien sędziować finału arbiter europejski, bo przecież ostatecznie posędziuje. Z drugiej strony drugi finał z rzędu dla tego samego arbitra byłby ewenementem, o czym z synem przed mistrzostwami rozmawialiśmy. Cóż, trzeba z tym żyć i szczerze życzyć Slavkowi, by posędziował finał perfekcyjnie, ale nawet jak to zrobi, niesmak pozostanie.

Odrzućmy sentymenty. Czy w sytuacji, gdy Polak wcześniej poprowadził tylko dwa mecze w fazie grupowej, były realne podstawy oczekiwać go w finale, czy może było to tylko podgrzewanie tematu przez media? Może nie był wystarczająco dobrze oceniony, skoro nie dostał żadnego meczu w 1/16 czy 1/8 finału?

Tego, jak został oceniony, nie wiem, ale to, że nie dostał żadnego meczu, jest kompletnie niezrozumiałe. Podobny los spotkał kiedyś Howarda Webba. Sędziował finał w RPA, zaś na kolejnym mundialu tylko dwa mecze, a był wtedy najlepszym sędzią na świecie. Może Collina nie lubi łysych? Oczywiście żartuję.

Dziwne, że potraktowano tak arbitra z jednak konkretnymi osiągnięciami. Zamiast trzymać go do końca pod parą, może lepiej było odesłać go do domu z wieloma innymi wcześniej?

Lepiej było go pożegnać, albo przynajmniej dać ćwierćfinał. Podobnie potraktowano Włocha Marianiego, ale to jednak nie ta półka co Szymon. Napisałem mu w nocy SMS-a: „Dla mnie i tak jesteś najlepszy”, życząc, by było to jeszcze długo aktualne. Drugi raz w życiu tak powiedziałem, pierwszy w czasie przeszłym na pogrzebie Alojzego Jarguza, który sędziował na mundialach w 1978 i 1982 r. i był moim zdaniem najlepszym polskim sędzią w historii.

Marciniak, tak czy inaczej, też już do historii przeszedł, sędziował trzy mundiale, ma 45 lat i chyba nie można wykluczyć, że posędziuje jeszcze czwarty?

Oczywiście. Najbliższe Euro ma na pewno w zasięgu, a i mundial pewnie też. Sędziowie 50-letni jeszcze bardzo dobrze sobie radzą. Szymon po wyleczeniu kontuzji pięty od strony fizycznej wyglądał w meczach na mundialu perfekcyjnie: wybiegany, dynamiczny, z głodem sędziowania, bo wiosną trochę odpuścił, by jak najlepiej przygotować się na mistrzostwa.

Czytaj więcej

Burza po spalonym o włos. O nieuznanym golu przesądził chip w piłce

A merytorycznie jakby go pan ocenił, zwłaszcza słynną sytuację z faulem Messiego na Algierczyku?

Moim zdaniem była to żółta kartka, absolutnie nie czerwona. Przynajmniej powinien jednak zastosować ostrą reprymendę publiczną. Słynny Messi musiałby podbiec do sędziego i wysłuchać, co ma do powiedzenia. Ale było na tym mundialu dwadzieścia sytuacji bardziej zasługujących na czerwień, a też kompletnie nieukaranych. Vinčić też ma taką na sumieniu. Szymon jest mistrzem zarządzania zawodnikami, nie ma lepszego na świecie. Amerykanin sędziujący półfinał Anglii z Argentyną w ogóle nie zarządzał, dawał sygnał: „róbcie, co chcecie”. To było straszne, co działo się w tym meczu przez pierwsze pół godziny, jakieś połączenie wrestlingu, zapasów, boksu. To nie hokej, że sędzia pozwoli zawodnikom się potłuc, popatrzy, a potem odsyła na ławkę kar. To, że potem się to zmieniło, było zasługą piłkarzy, którzy postanowili wziąć się w końcu za grę, a nie sędziego.

Jak pan ocenia poziom sędziowania na kończących się mistrzostwach?

Średnio: ani lepiej, ani gorzej niż na poprzednich mundialach, co w dobie VAR nie jest pocieszające, bo kontrowersji powinno być mniej. Było sporo sędziów bardzo dobrych, choćby Adham Makhadmeh z Jordanii, dla mnie oczarowanie, ale za dużo sytuacji, w których arbitrzy pozwalali polować na kości bez żadnej reakcji. Wina w tym także instrukcji z góry, linii sędziowania mówiącej, by nie przerywać, puszczać grę, nie zwracać uwagi na drobiazgi. Ale tak można w siatkówce, w piłce nożnej to może skończyć się bardzo poważnymi kontuzjami. Ja tego nie kupuję.

Nowinki się sprawdziły?

Sędziowie dość luźno do nich podchodzili, często wznowienia zaczynali liczyć od drugiej czy kolejnej sekundy. Natomiast zupełna nowość, przerwa na picie, dzieli nam już mecz nie na połowy, a na kwarty.

To przetrwa?

Myślę, że tak, bo pieniądze są nie tylko na mundialu. Ale pewnie zostanie inaczej uzasadnione, jako np. przerwa techniczna, bo trudno się chłodzić, jak jest minusowa temperatura na meczach Ekstraklasy.

Czytaj więcej

Afera kablowa na mundialu. Norwegowie czują się oszukani, FIFA: nie ma dowodów

Panu się to podoba?

Niekoniecznie, pauza jest za krótka, by zrobić herbatę, a za długa, by udawać, że jej nie ma. Ale też za bardzo mi nie przeszkadza. Zastanawiam się, na ile trenerzy potrafią tę przerwę wykorzystać, bo przecież picie schodzi w tym na drugi plan. W paru meczach to poskutkowało, drużyny wracały odmienione. Martwi mnie, że rozdźwięk w piłce się pogłębia, co rozpoczął VAR. Ta amatorska, którą wolę, czyli ponad 90 proc. meczów, będzie dalej toczyć się na starych, dobrych zasadach.

Jakie rozstrzygnięcia przewiduje pan w ostatnich dwóch meczach?

Trzecie miejsce nie wywoła fety ani w Anglii, ani we Francji. Pewnie pojawi się wielu zawodników, którzy mniej grali, mniej poobijanych, co dla samego meczu może wyjść na dobre. Z całości turnieju ktoś wyjdzie mniej poraniony, ale jednak. Natomiast w finale, po tym, co pokazała z Francją, stawiam na Hiszpanię. To jest zespół grający perfekcyjnie. Oczywiście w pojedynczym meczu wszystko może się zdarzyć, tym bardziej że Argentyńczycy mają indywidualności. Hiszpanie na pewno nie postawią autobusu w polu karnym, jak Anglicy, zwłaszcza że w przeciwieństwie do nich nigdy nie słyszałem, by mieli dobre autobusy.