Hiszpanie do najważniejszego meczu weszli jak na paradzie, stopniowo rozpędzając się w trakcie turnieju, żeby w starciu z wicemistrzami świata pokazać niebywałe umiejętności i dyscyplinę.

Argentyńczycy przez fazę pucharową człapali, męcząc się w każdym kolejnym spotkaniu i nawet przez 50 minut meczu z Anglią. Kiedy jednak stracili gola, przestali kopać rywali po kostkach, próbując wziąć odwet za przegraną wojnę o Falklandy (Malwiny), i zaczęli grać w piłkę. Wtedy dopiero wszyscy mogli przekonać się, jak są w tym dobrzy.

Hiszpania – Argentyna, czyli Yamal kontra Messi

Pierwsi po drodze musieli pokonać renomowane drużyny: Austrię, Portugalię, Belgię, wreszcie Francję. Drudzy drabinkę mieli łatwą aż do półfinału, bo z całym szacunkiem dla Wysp Zielonego Przylądka, Egiptu i Szwajcarii, były to drużyny co najwyżej bardzo solidne. A jednak Argentyńczycy męczyli się z nimi i przez to, w trakcie bardzo długiego turnieju, rozegrali w skwarze i duchocie aż dwie dogrywki. Gwiazdorzy Argentyny odpoczywali wcześniej, po dwóch zwycięstwach grupowych, w starciu z Jordanią na boisko wyszli rezerwowi, ale decydujący może się okazać wysiłek wykonany w ostatnich dniach.

Lionel Messi, który ma już 39 lat, rozegrał na tym turnieju niemal tyle samo minut, co nastolatek Pau Cubarsi i niezniszczalny Marc Cucurella. W półfinale nie było po Argentyńczykach widać zmęczenia, im bliżej było końca, tym szybciej biegali, ale teraz po ciężkim i wyczerpującym także psychicznie meczu, będą mieli o jeden dzień mniej na odpoczynek niż Hiszpanie. A statystyka jest tutaj bezlitosna: w 13 z 14 ostatnich finałów męskich i kobiecych mundiali czy mistrzostw Europy zwyciężał ten zespół, który wcześniej rozgrywał półfinał.

To wszystko jednak tylko liczby, a Argentynę stać na napisanie nowej historii. W końcu mówimy o drużynie, która specjalizuje się na tym turnieju w wychodzeniu z opałów i ma w składzie najlepszego piłkarza świata. Messi na tym turnieju pokazuje, że nawet zbliżając się do czterdziestki, ciągle może zachwycać. Nie pracuje już przez cały mecz, więcej chodzi po boisku (Thomas Tuchel stwierdził, że robi to przez 63 proc. czasu, ale potrafi „zabić, nawet chodząc”).

Czytaj więcej

Reprezentacja jak rodzina. Luis de la Fuente architektem sukcesu Hiszpanów

Tak było w półfinale z Anglią. Kiedy Argentyna wpadła w kłopoty, Messi przesunął się ze środka na prawe skrzydło i z tamtej strony posyłał groźne dośrodkowania w pole karne. Po jednym z nich Lautaro Martinez (174 cm) przeskoczył angielskich obrońców i zdobył zwycięską bramkę. Messi napędzał też ataki Argentyny krótkimi podaniami, na małej przestrzeni, co może być na wagę złota przeciwko szczelnej hiszpańskiej obronie. Jego koledzy cały czas polegają na swoim liderze. W każdej akcji chcą podać mu piłkę, a sam Messi wykonał już 34 strzały na bramkę, czyli niemal tyle samo, co Alexis Mac Allister, Julian Alvarez i Enzo Fernandez razem wzięci.

U Hiszpanów odpowiedzialność za ofensywę rozkłada się bardziej po równo. Najwięcej strzelają środkowy napastnik Mikel Oyarzabal (ma już pięć goli) i największa gwiazda Lamine Yamal. Ten drugi nie błyszczy tak mocno, jak podczas ostatnich mistrzostw Europy, na których zadziwiał cały piłkarski świat, ale i tak jego pojedynek z Messim będzie elektryzował kibiców. W końcu skrzydłowy reprezentacji Hiszpanii to następca genialnego Argentyńczyka w Barcelonie, typowany na nowego króla futbolu.

Yamal i Messi nigdy razem w drużynie ani przeciwko sobie nie zagrali, bo kapitan mistrzów świata występuje teraz w Interze Miami, dzieli ich 20 lat różnicy, ale można żartobliwie powiedzieć, że Argentyńczyk namaścił Hiszpana na swojego następcę. Wszystko przez fotografię z 2007 r.

W loterii charytatywnej, zorganizowanej przez dziennik „Sport” i UNICEF rodzina Yamala wylosowała sesję zdjęciową z Messim. Lamine miał wtedy pięć miesięcy, a Argentyńczyk dopiero zaczynał królować w Barcelonie. Był bardzo nieśmiały i nawet nie wiedział, jak trzymać bobasa, ale po wielu próbach wszystko się udało. O zdjęciach zrobiło się głośno w 2024 r., gdy światu pokazał je ojciec Yamala, Mounir Nasraoui.

To będzie jednak tylko dodatek do tego, co ma się wydarzyć na boisku. Yamal początek mundialu miał przeciętny, ale im dłużej trwa turniej, tym gra lepiej. W półfinale to on wywalczył rzut karny, wykorzystany przez Oyarzabala, a potem regularnie ogrywał solidnego obrońcę Lucasa Digne. Teraz będzie miał szansę zabłysnąć na największej scenie, większej niż El Clasico czy finały Ligi Mistrzów. Naprzeciwko niego stanie zapewne Nicolas Tagliafico, który w pierwszej połowie półfinału miał problemy z Morganem Rogersem.

Jeśli Hiszpania okaże się lepsza, to zabierze Messiemu szansę zostania pierwszym kapitanem, który dwa razy podniósł w górę Puchar Świata. Mógł to zrobić wiele lat temu Diego Maradona, ale w finale 1990 r. Argentyna przegrała z reprezentacją Niemiec.

Prawdziwa bitwa może się jednak rozegrać w środku pola. W półfinale Rodri i Fabian Ruiz kompletnie zatrzymali pomocników reprezentacji Francji, odcinając od podań Kyliana Mbappé i Ousmane’a Dembélé. W starciu z Argentyną będzie im o wiele trudniej. Mac Allister, Fernandez, Leandro Paredes czy Rodrigo De Paul to wojownicy, którzy na boisko wychodzą jak na bitwę na gołe pięści, ale kiedy trzeba, potrafią się przełączyć na tryb „finezja”. W końcu ta drużyna strzeliła już na mundialu 19 goli, a teraz zmierzy się z najlepszą na tym turnieju obroną.

Finał mundialu jak Super Bowl. Show w przerwie, wystąpią Madonna i Shakira

Kibiców, którzy zapłacili słono za bilety na finał, czeka niezapomniane widowisko, zwłaszcza że organizatorzy przewidzieli dodatkowe atrakcje. Skoro jesteśmy w Stanach Zjednoczonych, to na wzór finału futbolu amerykańskiego (Super Bowl) będzie tzw. halftime show, podczas którego wystąpią gwiazdy muzyki: Madonna, Shakira, Justin Bieber, Gustavo Dudamel i BTS. Całość wyreżyseruje Chris Martin z Coldplay.

Trudno przypuszczać, żeby te wszystkie gwiazdy zmieściły się na scenie w mniej niż 15 minut, więc najprawdopodobniej przerwa potrwa dłużej. Mówi się, że będzie to od 20 do 25 minut, co razem z obowiązkowymi przerwami na nawodnienie wydłuży mecz zdecydowanie. Ciekawe, jak podejdą do tego sztaby obu zespołów, bo jednak dłuższa przerwa może oznaczać konieczność ponownego rozgrzania mięśni.

Rok temu, podczas finału Klubowych Mistrzostw Świata, show trwało 24 minuty. Wtedy również występowało kilku artystów (m.in. Coldplay, J Balvin, Doja Cat), więc w niedzielę nie należy się spodziewać, że wszystko skończy się szybciej.

FIFA informuje, że koncert w przerwie to nie jest szansa na dodatkowy zarobek dla niej. Pieniądze mają wesprzeć Global Citizen Education Fund, który stara się „poszerzyć dostęp do wysokiej jakości edukacji i możliwości gry w piłkę nożną dla dzieci na całym świecie”. Na pewno jednak piłkarzy czeka spory wysiłek, zwłaszcza że mecz w Nowym Jorku rozpocznie się o godzinie 15 miejscowego czasu, a więc w pełnym słońcu. Temperatura na boisku i na trybunach na pewno będzie wysoka.

Finał Hiszpania – Argentyna (niedziela, 21.00) oraz mecz o trzecie miejsce Francja – Anglia (sobota, 23.00) pokażą TVP 1 i TVP Sport