Mecz wagi ciężkiej lub jak kto woli najdroższy półfinał mistrzostw świata w historii (ze względu na rynkową wartość piłkarzy obu reprezentacji) nie był może porywającym widowiskiem, ale miał swoje momenty.

Francuzi chcieli uczcić swoje święto narodowe awansem do trzeciego finału mundialu z rzędu. Ale Hiszpanie zamierzali celebrować inne, ważne dla nich wydarzenie – dokładnie dwa lata temu, 14 lipca 2024 r., wrócili na tron w Europie, pokonując zresztą po drodze Trójkolorowych. Marzą też o powtórce sprzed 16 lat, gdy tuż po wygranym Euro triumfowali także – po raz jedyny – w mundialu.

Francja – Hiszpania. Lamine Yamal zrobił sobie prezent na urodziny

Lamine Yamal tamtego sukcesu nie może pamiętać. Oglądał go tylko na archiwalnych nagraniach. W poniedziałek skrzydłowy Barcelony obchodził dopiero 19. urodziny. Nie trzeba dodawać, jakiego prezentu sobie życzył.

To nie jest jego turniej, przyjechał świeżo po kontuzji i w sześciu wcześniejszych meczach strzelił tylko jednego gola. Miał więc duży apetyt na poprawienie swoich statystyk i odegranie pierwszoplanowej roli.

– Brak bramek mnie nie martwi, ale trafianie w takich spotkaniach to zawsze coś szczególnego. To bez wątpienia najważniejszy mecz w mojej karierze. Ale nie boję się. Jestem gotowy na wyzwanie. Wiem, że będzie to dla mnie wyjątkowy dzień – przekonywał Yamal.

To on wywalczył dla Hiszpanów rzut karny. Lucas Digne chciał wybić piłkę, a kopnął gwiazdora Barcelony. Sędzia Ivan Barton z Salwadoru nie miał wątpliwości, że należy się jedenastka. Do piłki podszedł Mikel Oyarzabal i pewnym strzałem pokonał Mike'a Maignana. Mistrzowie Europy po 22 minutach prowadzili 1:0, stawiając przeciwników pod ścianą.

Francuzów nie opuszczał pech, bo po przerwie na wodę kontuzji doznał William Saliba. Didier Deschamps, który przeprowadził dwie zmiany względem ćwierćfinału (Aurelien Tchouameni za Manu Kone, Bradley Barcola za Desire Doue), musiał posłać na środek obrony Maxence'a Lacroixa, który dopiero w tym roku debiutował w kadrze, a pierwszy mecz o stawkę rozegrał na mundialu.

Popis Hiszpanii. Takiej Francji na mundialu jeszcze nie widzieliśmy

Luis de la Fuente nie dokonał żadnych roszad w swojej wyjściowej jedenastce. Nie musiał. Hiszpanie, tak jak przez całe mistrzostwa, byli solidni w defensywie, a w ataku konstruowali akcje, którymi przedzierali się z łatwością w pole karne rywali.

Czytaj więcej

Robert Lewandowski po prezentacji w Chicago Fire: Byłem pod wrażeniem, jak klub o mnie się starał

Hiszpańska prasa pisała przed meczem, że pokonanie Trójkolorowych będzie jak zwycięstwo w Tour de France. Francuska ofensywa robiła wrażenie, ale w Dallas oglądaliśmy obrazki, jakich w USA jeszcze nie widzieliśmy. Mbappe i Dembele, którzy na tym mundialu zdobyli 13 z 16 bramek, w pierwszej połowie nie byli w stanie oddać nawet celnego strzału. Hiszpanie wytrącili im z rąk wszystkie atuty, opanowali środek pola i kontrolowali sytuację.

Po niecałej godzinie gry było już 2:0, bo efektowną akcję Hiszpanów zakończył Pedro Porro. Francuzi mieli jeszcze wystarczająco dużo czasu, by doprowadzić do dogrywki, ale na tle mistrzów Europy, którzy nie popełniali błędów, wyglądali na zespół kompletnie bezradny. Rozegrali najsłabszy mecz na mundialu, a Hiszpanie – najlepszy, można powiedzieć, że perfekcyjny. Swój plan zrealizowali w stu procentach, a w końcówce już się bawili. Kiedy wymieniali podania, z trybun słychać było głośne „Ole”, jak za czasów świetności tej reprezentacji.

Hiszpanie wysłali sygnał, że chcą zabrać puchar do domu. Francuzom pozostało spotkanie o trzecie miejsce, ale dla nich to marne pocieszenie. Oni przyjechali tu po złoto, a w najbardziej optymistycznym scenariuszu wrócą z brązowymi medalami.