Kiedy miałeś w ataku reprezentacji Emilio Butragueno, Raula, Fernando Morientesa czy Davida Villę, to nazwisko Oyarzabala nie robi na tobie wrażenia. Komu mógłby zaimponować 29-letni kapitan Realu Sociedad San Sebastian, który ani szybko nie biega, ani nie drybluje, ani tym bardziej nie krzyczy na boisku, że jest wspaniały. Do tego stopnia nikomu się nie narzuca, że przez pierwsze 30 minut mundialu nie dotknął nawet piłki, co zdarzyło się po raz pierwszy od 1966 r.

Memy i złośliwe komentarze już były niemal gotowe, ale potem Oyarzabal zamknął wszystkim usta. Spokojnie wykonywał swoją pracę i uzbierał już pięć goli, w tym ten chyba najważniejszy z rzutu karnego przeciwko Francji. Dzięki takiej skuteczności wyrównał osiągnięcia Butragueno z 1986 r. i Villi sprzed 16 lat, gdy Hiszpania sięgnęła po tytuł. W sumie w reprezentacji ma już 30 trafień, a dotychczas udało się to niewielu hiszpańskim napastnikom. Może ten wynik jeszcze poprawić, bo przed nim jest finał, a w takich meczach zawsze trafia do siatki, niezależnie od tego, czy walczy o Puchar Króla dla Realu Sociedad, czy staje naprzeciw Anglii w finale mistrzostw Europy.

Mikel Oyarzabal rozgrywa turniej swojego życia

Za to ceni go Luis de la Fuente, który podkreśla, że Oyarzabal gra bardzo inteligentnie, może się pojawiać blisko bramki, zejść na skrzydło albo lekko cofnąć, żeby w środku zrobić miejsce komuś innemu. Zawsze szuka sobie przestrzeni między liniami, patrzy, gdzie rywal zostawił trochę miejsca i tam atakuje. Jakiś sposób na siebie musiał znaleźć, skoro nie imponuje warunkami fizycznymi ani bajeczną techniką.

Szerszej publiczności przedstawił się podczas Euro 2024, wówczas zdobył jedną bramkę, ale za to w finale, na wagę zwycięstwa. Dwa lata wcześniej z gry w mistrzostwach świata wyłączyła go kontuzja kolana. Tamten turniej jest bolesnym wspomnieniem Hiszpanów, którzy odpadli już w 1/8 finału po rzutach karnych z Marokiem. Wtedy w ataku grał Alvaro Morata, powoli schodzący ze sceny. Jego miejsce zajął właśnie Oyarzabal.

Co ciekawe, chociaż Oyarzabal od wielu lat gra na wysokim poziomie w La Liga, to nie słychać o wielkim zainteresowaniu tym napastnikiem ze strony najbogatszych. Może po części dlatego, że jego interesów pilnują rodzice, a nie jakiś obrotny menedżer, a może dlatego, że po prostu dobrze czuje się w San Sebastian, skąd ma blisko do rodzinnego Eibar? Teraz pojawiają się plotki transferowe dotyczące Juventusu Turyn, już wcześniej podobno przyglądał mu się Manchester United.

Kim jest Pedro Porro, strzelec drugiej bramki dla Hiszpanii w meczu z Francją?

Jeśli przeprowadzi się do Anglii, to spotka na boiskach Pedro Porro, czyli drugiego cichego bohatera mistrzów Europy. Obrońca Tottenhamu zaczynał turniej na ławce rezerwowych, bo miejsce wywalczył sobie Marcos Llorente, ale kiedy atak Hiszpanii szwankował, De La Fuente dał mu szansę i się nie zawiódł. Porro nie tylko świetnie broni, ale też współpracuje w ofensywie i ma już na koncie dwie bramki, co, jak na obrońcę, jest rewelacyjnym wynikiem. Wcześniej z Hiszpanów osiągnął to tylko legendarny Fernando Hierro (w 1998 i 2002 r.), ale za jego czasów reprezentacja grała tylko pięknie, ale już nie skutecznie.

Porro podobno kiedyś powiedział: „Wpuśćcie mnie do więzienia, a skończę jako właściciel tego miejsca”. To pokazuje jego niezwykłą pewność siebie, ale to może się akurat przydać w finale. Porro nie znalazł się w składzie na Euro 2024, ale najwyraźniej nie obraził się na selekcjonera. Gra świetnie i idzie po puchar. Może skończy jako jego właściciel?