Z tego artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego niski poziom sportowy w polskiej Ekstraklasie idzie w parze z rosnącym zainteresowaniem kibiców?
  • Dlaczego stabilizacja w zarządzaniu klubami jest cenniejsza niż wielomilionowe, nieprzemyślane inwestycje?
  • Jakie są fundamentalne braki w wyszkoleniu ligowych piłkarzy i czy kluby słusznie stawiają na zagranicznych trenerów?

Lech, jak każdy inny klub, miewał serie bardziej lub mniej udane i był taki okres, w którym mało kto dawał mu szanse na obronę mistrzostwa. Stał się też niechlubnym bohaterem meczu, w którym przegrał z Lincoln Red Imps 1:2. Mistrz Polski poniósł porażkę z mistrzem Gibraltaru, co jest jednym wielkim wstydem, jaki Poznaniacy przynieśli całej polskiej piłce. I ci sami w większości zawodnicy ponownie wywalczyli tytuł mistrza kraju.

Wyświechtane przysłowie o jednookim królu wśród ślepców znowu znajduje swoje zastosowanie. Oczywiście nie jest winą Lecha, że pokonał słabszych od siebie. Był w przekroju całego sezonu najlepszy. I tyle. Jako piąty klub w Polsce (po Legii Warszawa, Ruchu Chorzów, Górniku Zabrze i Wiśle Kraków) osiągnął dwucyfrową liczbę tytułów, a to daje mu prawo zamiany obok herbu na koszulce gwiazdki srebrnej na złotą.

Połowa klubów Ekstraklasy zmieniła trenerów. Niektóre nawet po kilka razy

Sukces Lecha wynika z dobrej organizacji całego klubu. Tam nie zmienia się trenera po trzech nieudanych meczach. Niels Fredriksen wywalczył tytuł przed rokiem i obronił pozycję teraz. W stuletnich dziejach ligi nie było wiele takich przypadków.

Można odnieść wrażenie, że 55-letni Duńczyk, ze swoją wiedzą, doświadczeniem i spokojem pasuje do Lecha. Rodzina Rutkowskich – właściciele klubu nie podejmują decyzji pod wpływem emocji. Dwaj prezesi – Piotr Rutkowski i Karol Klimczak mówią jednym głosem, a Tomasz Rząsa już od kilku lat w roli dyrektora sportowego udowadnia, że doskonale zna się na tym, co robi.

Dlatego w Lechu jest mało nietrafionych transferów, wychowankowie mają świadomość, że naturalną drogą ich rozwoju jest najpierw pierwsza drużyna ich klubu. Istnieje coś w rodzaju poczucia bezpieczeństwa.

Stabilizacja to nie jest zjawisko w klubach Ekstraklasy (ale I ligi także) często spotykane, chociaż przykłady pokazują, że to jedna z dróg do sukcesów. Można sobie klub kupić i ładować w niego miliony, jak właściciel Wieczystej, ale kłóci się to z pojęciem sportowej rywalizacji, do jakiej jesteśmy przyzwyczajeni.

Nie jest też odkrywczym stwierdzenie, że pieniądze ani szczęścia nie dają, ani nie gwarantują sukcesów. Tym razem przekonał się o tym Widzew, wydający i bez opamiętania, i – w kilku przypadkach – bez sensu. A pozostanie w lidze zapewnił sobie dopiero w ostatniej kolejce.

Trudno być przeciwnym polskim milionerom, którzy mają potrzebę inwestowania w polskie kluby. Tyle że nawet przy ich najlepszych intencjach, jeśli nie otoczą się właściwymi i uczciwymi ludźmi, znającymi się na specyfice prowadzenia klubu oraz biznesie w futbolu, to inwestycja może okazać się klapą. W Widzewie to się nie udało, a w Motorze tak.

Niezbyt sprawdza się też droga sprzedaży akcji klubów inwestorom zagranicznym. Kilka lat temu położyła się na tym Korona. Teraz ciągłe problemy mają Pogoń czy Lechia.

Czytaj więcej

Złota gwiazdka za odcięcie pępowiny. Kulisy dojrzewania Lecha rodziny Rutkowskich

W zakończonym sezonie połowa klubów Ekstraklasy zmieniała trenerów. Niektóre nawet po kilka razy. Z tymi samymi od lipca ubiegłego roku pozostali tylko: Lech (Niels Fredriksen), Jagiellonia (Adrian Siemieniec), Górnik (Michal Gasparik), GKS Katowice (Rafał Górak), Korona (Jacek Zieliński), Motor (Mateusz Stolarski), Wisła Płock (Mariusz Misiura), Zagłębie (Leszek Ojrzyński) i Bruk-Bet Termalica (Marcin Brosz).

To nie przypadek, że większość zajęła miejsce w górnej części tabeli. Z dwoma wyjątkami są to Polacy. Jedni dopiero startują do karier, które mogą się ładnie rozwinąć (Siemieniec już z tytułem, Stolarski, Misiura), inni są doświadczonymi trenerami. To Jacek Zieliński i Leszek Ojrzyński, którzy bardzo dobrze wiedzą, na czym polega ten fach i pokazują to w każdym klubie.

Szczególnym przypadkiem jest Marcin Brosz, bez wątpienia jeden z najbardziej utalentowanych szkoleniowców młodego pokolenia. Spadł z Termalicą jako pierwszy, co wcale nie przekreśla jego umiejętności. Termalica jest klubem szczególnym i zasługującym na szacunek. Budowany na wsi, dzięki pieniądzom małżeństwa, państwa Witkowskich, nienastawiony na wielkie transfery, dający radość i satysfakcję mieszkańcom Niecieczy już po raz drugi awansował do Ekstraklasy. A w stolicy zdołał nawet pokonać Legię.

Niestety, zbyt często jeszcze panuje u nas przekonanie, że trener zagraniczny jest lepszy od polskiego. Nie ma w tym ziarnka prawdy. Bywają lepsi, ale to nie jest reguła. A Szkoła Trenerów PZPN to nie jest Collegium Tumanum. Tam się dyplomu nie kupi.

O korzyściach ze stabilizacji dowodzi przykład Rafała Góraka. Pracuje w Katowicach od 2019 r. przeprowadził go od III ligi do Ekstraklasy i półfinału Pucharu Polski. To jest coś takiego, jak lata pracy Marka Papszuna w Rakowie czy Tomasza Tułacza w Puszczy Niepołomice.

Taka polityka się sprawdza i jest opłacalna. Polskie kluby ligowe, ulegając najwyraźniej argumentom agentów, zbyt często zatrudniają trenerów zagranicznych. Są to nierzadko ludzie bez dokonań, co okazuje się dopiero po kilku meczach.

Niestety, zbyt często jeszcze panuje u nas przekonanie, że trener zagraniczny jest lepszy od polskiego. Nie ma w tym ziarnka prawdy. Bywają lepsi, ale to nie jest reguła. A Szkoła Trenerów PZPN to nie jest Collegium Tumanum. Tam się dyplomu nie kupi.

Dlaczego w Ekstraklasie grają niedouczeni piłkarze?

Nawet najlepszy trener nie osiągnie wiele bez dobrych zawodników. Poziom Ekstraklasy wciąż pozostawia wiele do życzenia. Emocjonujemy się udziałem polskich klubów w wiosennej fazie Ligi Konferencji, nie biorąc pod uwagę, że to trzecia liga rozgrywek europejskich, w której zresztą też przegrywamy.

Czytaj więcej

Lech Poznań znów mistrzem Polski. Trener-bankowiec na wagę złota

Piłkarze są niedouczeni. Nie potrafią w pełnym biegu przyjąć piłki, aby rozegrać akcję. Ich technika strzału często wzbudza śmiech. Nie liczyłem bramek, które padły po rzutach wolnych, ale było ich niewiele. Zresztą zdobywali je zwykle obcokrajowcy. Kto dziś strzela tak, jak Lubański, Deyna, Boniek, Dziekanowski, Tarasiewicz...? Ostatnio tylko Dawid Błanik.

Ilu jest w lidze dryblerów, potrafiących z piłką u nogi minąć kilku przeciwników, podać lub zakończyć akcję strzałem? W ostatnich latach widzę jednego, na którego zwróciłem uwagę w Pogoni, kiedy sądziłem, że będzie następcą Kamila Grosickiego. To Mariusz Fornalczyk. Od tamtej pory był już w Niecieczy, Kielcach, teraz gra w Widzewie i to niepełne mecze. Ma 23 lata, więc wszystko przed nim.

Dlaczego się nie rozwija? To jego wina, trenerów, czy może kogoś innego? Ile jest takich talentów? Przypadek Oskara Pietuszewskiego, który przebył drogę z Białegostoku do Porto i w ciągu kilku meczów stał się gwiazdą ligi portugalskiej to początek pięknej kariery, czy tylko miłe złego początki?

W naszym kraju talentów nie brakuje. Widzimy to czasami w lidze, a od paru miesięcy w reprezentacji do lat 21. Jerzy Brzęczek potrafił takich młodych chłopaków znaleźć, zebrać i zbudować z nich drużynę, która nie przegrywa

Bo to, że w naszym kraju talentów nie brak, widzimy czasami w lidze, a od paru miesięcy w reprezentacji do lat 21. Jerzy Brzęczek potrafił takich młodych chłopaków znaleźć, zebrać i zbudować z nich drużynę, która nie przegrywa. Niestety, większość wyjeżdżających za granicę wraca rozczarowana. Standardy i wymagania są tam wyższe.

Wyjazd do klubu zagranicznego wciąż pozostaje marzeniem niemal każdego młodego piłkarza, tyle że dziś to nie jest marzenie ściętej głowy. Wyjeżdżają więc, wracają i okazuje się, że w naszej lidze niczym się nie wyróżniają. Są tacy, którzy grali we Włoszech, a dziś są rezerwowymi w klubach Ekstraklasy, a nawet I ligi (jak Aleksander Buksa w Polonii Warszawa). Z przykrością patrzę na Kacpra Urbańskiego. i z nadzieją, że jeszcze się odrodzi.

A z drugiej strony mamy przykład 34-letniego Marcina Kamińskiego, który spędził dziewięć lat na boiskach 1. i 2. Bundesligi, a dziś jest podporą Wisły Płock i wciąż jednym z najlepszych stoperów Ekstraklasy.

Polscy sędziowie nie tacy słabi

Kluby narzekają na brak pieniędzy, ale szastają nimi bez opamiętania. Przeciętna gaża piłkarza Ekstraklasy przekroczyła 50 tys. zł miesięcznie. Przybywa zawodników, mających kontrakty powyżej 100 tys. Świetnie zarabiają trenerzy. Pod względem finansowym Ekstraklasa jest już porównywalna z 2. Bundesligą.

Nic dziwnego, że przybywa piłkarzy, pragnących grać w naszym kraju, ponieważ płaci się tu dobrze, a wymagania są nieduże. Rozgrywki są emocjonujące, co nie wynika z poziomu, a z faktu, że wszystkie bez wyjątku drużyny grają podobnie. Stąd minimalne różnice w tabeli i niewiadome do ostatniej kolejki.

Czytaj więcej

Zamieszanie z Superpucharem Polski. Kibice bojkotują mecz we Wrocławiu, PZPN reaguje

Legia przez całą wiosnę ocierała się o strefę spadkową, a po dwóch zwycięstwach z rzędu okazało się, że ma szansę na grę w pucharach. Inna sprawa, że jeśli nie pozbędzie się połowy z obecnych przereklamowanych i przepłacanych graczy, to w kolejnym sezonie nawet Marek Papszun jej nie pomoże uniknąć wpadek.

Brakuje gwiazd. I polskich, i zagranicznych. Ilu zawodników po wyjeździe z kraju zrobiło kariery w dobrych klubach zachodnich? Kto z tych, którzy jeszcze grają, poza Lewandowskim, Zielińskim, Szczęsnym stał się gwiazdą?

Polscy sędziowie nie są tacy słabi, jak się o nich mówi. Kiedy patrzę na popisy arbitrów angielskich czy hiszpańskich w rozgrywkach europejskich, to ręce załamuję: skąd oni się wzięli?

Ilu piłkarzy znanych za granicą trafiło do polskich klubów? Ani jeden. Ilu z cudzoziemców, którzy nawet zdobywali nagrody dla najlepszych w Ekstraklasie powtórzyło takie sukcesy po wyjeździe z Polski? Żaden.

Narzekamy na błędy sędziowskie, bo widzimy ich sporo. Ale sędziowie zawsze byli obiektem krytyki, mimo że nie zawsze na nią zasługiwali. Ci polscy nie są tacy słabi, jak się o nich mówi. Kiedy patrzę na popisy arbitrów angielskich czy hiszpańskich w rozgrywkach europejskich, to ręce załamuję: skąd oni się wzięli? Jakie układy sprawiły, że zostali sędziami międzynarodowymi?

W przypadku naszych arbitrów zazwyczaj takich wątpliwości nie mam. A miłe jest to, że Szymon Marciniak wciąż wyznacza standardy światowe i widać, że może mieć następców. Oczywiście nie zawsze jest tak dobrze. Z satysfakcją patrzę, jakie postępy zrobił Wojciech Myć, na co się nie zapowiadało. Ale i dziwię się, że Piotr Lasyk wciąż jest sędzią Ekstraklasy.

W Ekstraklasie najlepsze są transmisje Canal+

Wydaje się, że coraz mniejsze znaczenie ma coś, co zwykło nazywać się „atutem własnego boiska” czy „twierdzą”. Kibiców na stadionach przybywa, jednak nie zawsze stają się oni „dwunastym zawodnikiem”. Są zwykle zajęci własnymi oprawami, więcej energii poświęcają obrażaniu przeciwników, niż na dopingowanie swoich. Toczą swoje własne mecze, niemające wiele wspólnego z tym, co dzieje się na boisku.

Czytaj więcej

Górnik Zabrze powalczy o LM, Lechia Gdańsk spada do I ligi, GKS Katowice w pucharach

Ich najbardziej zagorzałe grupy mają nawet destrukcyjny wpływ na tych, którym z założenia powinny pomagać. Piłkarze często spotykają się z obelgami ze strony swoich kibiców, którzy czasami stosują wobec nich nawet przemoc fizyczną.

Piłkarze boją się wyjść na boisko, ale boją się też o tym mówić. Nawet po porażce muszą stanąć przed tymi, którzy ich lżyli, bo gdyby tego nie zrobili, naraziliby się na przykrości.

PZPN i Ekstraklasa S.A. nic z tym nie robią. Patrzą też przez palce na demonstracje polityczne, notoryczne odpalanie rac, zadymianie stadionów, co zmusza do przerywania meczów i może być niebezpieczne dla widzów. Kary za to są symboliczne, bo skoro kibice mogą obalać rząd i mieć wpływ na wybór prezydenta, to lepiej z nimi nie zaczynać. Obrażą się, nie przyjdą i jeszcze namówią innych do bojkotu. A jak nie kupią biletów, to klub straci.

W Ekstraklasie najlepsze są transmisje Canal+. Gale tej stacji, podsumowujące sezon, są jednak wyjątkowo nudne. To największe w kraju (obok zjazdów PZPN) zloty futbolowych dyletantów, których dla dobra piłki nie powinno się do niej dopuszczać.

Taka jest polska Ekstraklasa w sezonie 2025/2026. Niby nie ma co oglądać, a przez dwa miesiące będę za nią tęsknił.