Należy to zapamiętać – medal był bardzo blisko. Kowalczyk wygrała eliminacje, potem ćwierćfinał i półfinał. Biegała dynamicznie i skutecznie.
Skład finału dobrze oddawał sytuację w kobiecych biegach: cztery Norweżki, obok Bjoergen mistrzyni olimpijska Maiken Caspersen Falla, nowa w tym towarzystwie Kari Vikhagen Gjeitnes, Ingvild Flugstad Oestberg, oraz Szwedka Stina Nilsson i Polka.
Mimo norweskich przewag można było wierzyć, że pani Justyna stanie na podium, że trzy tygodnie spokojnych treningów dały efekt. Niestety, straciła medal już na starcie. Nie wytrzymała zrywu Nilsson i Norweżek, na pierwszym zakręcie była ostatnia i od razu musiała myśleć o odrabianiu strat. Robiła to, do czego zmusiła ją sytuacja – biegła po zewnętrznych torach, dokładała niepotrzebne metry, próbowała wyprzedzania na podbiegach.