Młody snookerzysta z Polski nie miał szczęścia w losowaniu. Już w pierwszym meczu trafił na legendę snookera, trzykrotnego mistrza świata Marka Williamsa.

Kowalski wyszedł jednak z założenia, że nie ma co się bać – trzeba dać się zapamiętać. I chociaż przegrał 4:10, i pożegnał się z turniejem, to o jego zagraniu kibice będą dyskutowali jeszcze długo.

Mistrzostwa świata w snookerze. Antoni Kowalski zagrał jak Mark Williams

W jednej z akcji 22-letni Polak wykorzystał zagranie, z którego słynie Walijczyk. Podszedł do czerwonej bili, do której trudno było się złożyć, bo jednocześnie biała była blisko bandy. Najczęściej w takiej sytuacji zawodnicy korzystają z pomocy przyrządu, ale wyjątkiem jest Williams, który słynie z takich zagrań „spod brzucha". Kowalski, na jego oczach, zrobił to samo. Chwilę potem kamery pokazały słynnego Walijczyka, który lekko uśmiechał się pod nosem.

Ta akcja wywołała sporo komentarzy wśród kibiców snookera i ekspertów. Ekspert TNT Sports Neal Foulds zauważył, że Williams musiał uznać to zagranie za bardzo zabawne.

Komentowali je także kibice, o czym napisał nawet dziennik „The Sun", przytaczając kilka opinii. Wszyscy byli zgodni, że Polak pokazał w Crucible Theatre niesamowitą pewność siebie.

Eksperci o występie Antoniego Kowalskiego

Jego dobrą grę podkreślali też eksperci w studiu Eurosportu. – Grał dobrze, a trzeba zaznaczyć, że to było ogromne wyzwanie. Rywalizował przecież z trzykrotnym mistrzem świata. Ma jeszcze trochę do nadrobienia w grze taktycznej. Antek się szybko uczy, więc będzie wiedział, jakie wnioski wyciągnąć. Niektórzy młodzi zawodnicy powtarzają te same błędy. Miejmy nadzieję, że Kowalski będzie należał do tych, którym wystarczy raz coś powiedzieć, żeby potem pod presją podejmowali dobre decyzje – powiedział Alan McManus, były szkocki snookerzysta, zwycięzca dwóch rankingowych turniejów, dwukrotny półfinalista mistrzostw świata.

Czytaj więcej

Antoni Kowalski walczy dzielnie z legendą snookera. W niedzielę druga sesja w Sheffield

– Ma bardzo duży potencjał, chociaż czasami zbyt mocno przeżywał nieudane uderzenia, był dla siebie zbyt surowy – ocenił Jimmy White, w przeszłości również świetny zawodnik, sześciokrotny wicemistrz świata.