Oto dziewczyna z Dąbrowy Górniczej, która długo żyła w cieniu swojej wielkiej rówieśniczki Igi Świątek, toczyła walkę z kontuzjami i depresją, w końcu – kilka miesięcy przed 25. urodzinami – weszła na tenisowe salony.
A raczej wtargnęła tam z hukiem, mimo że sama na co dzień jest cicha i skromna. Tak jak jej rodzice. Zwykli ludzie, którzy wspierali pasję córki i nie zwątpili w jej talent, gdy bywało bardzo ciężko i niektórzy postawili już na niej krzyżyk. Efekt przerósł nawet ich oczekiwania.
Maja Chwalińska w Roland Garros: Od kwalifikacji do finału
W Paryżu siłą rzeczy stali się telewizyjnymi bohaterami. Wiemy już nawet, że mają swój rytuał: od trzech tygodni, dzień w dzień, jedzą pizzę. Podobno przynosi to szczęście i niech tak pozostanie do soboty. Te dwa dni jeszcze wytrzymają.
Przesądy być może pomagają, ale nie byłoby tego sukcesu przede wszystkim bez determinacji i niezłomnego charakteru ich małej wojowniczki (164 cm wzrostu), która od dziecka fizyczne niedostatki musiała nadrabiać sprytem i techniką.
Przyleciała na Roland Garros, by przejść kwalifikacje i zadebiutować w turnieju głównym, a rozegrała już dziewięć meczów i został jej ostatni krok do zwycięstwa. Choć od paru dni męczy ją przeziębienie, nie daje po sobie poznać, że zmaga się z chorobą. Wręcz przeciwnie – nie przestaje zachwycać i zdobywać serc kibiców. W półfinale, w którym mierzyła się z Dianą Sznajder, trzymał za nią kciuki i dopingował ją prawie cały stadion.
Czytaj więcej
Piękna bajka się nie kończy. Po dwóch godzinach walki w półfinale Roland Garros Maja Chwalińska pokonała Dianę Sznajder 7:6 (7-4), 6:4. W sobotnie...
Stworzyły niezapomniany spektakl, po którym Rosjanka mogła tylko rozłożyć bezradnie ręce. Tak jak inne rywalki, wyeliminowane wcześniej przez Maję. – Dla mnie nic się nie zmienia. Cały czas gram w tenisa. Zmienia się tylko scena – przekonywała Polka po awansie do finału.
Plan na regenerację przed najważniejszym dniem w karierze? – Sen, herbatka, Netflix i oglądanie meczów. Jestem tenisową świruską. Myślę, że to pomaga mi lepiej grać – tłumaczy.
A my już nie możemy się doczekać, co pokaże w finale.