Roland Garros to dla Mai Chwalińskiej trampolina do wielkiego świata. Tu po raz pierwszy pokonała rywalki z czołowej pięćdziesiątki rankingu WTA – i to od razu cztery (Elise Mertens, Maria Sakkari, Anna Kalinska, Diana Sznajder). W niecałe trzy tygodnie zarobiła więcej niż przez całą karierę (za awans do finału dostanie 1,4 mln euro), zanotowała skok o blisko 100 miejsc w rankingu WTA, a pochwał nie szczędziła jej nawet Aryna Sabalenka.
– Dobrze się porusza, często zmienia rytm. Inteligentna, świetna w defensywie. To prawdziwa wojowniczka i przyszła czołowa tenisistka – podkreślała pierwsza rakieta świata.
Maja Chwalińska napisała historię. Zagra w finale Roland Garros
Wydawało się, że to właśnie Sabalenka będzie przeciwniczką Mai, szykowaliśmy się na wielki pojedynek o finał i byliśmy ciekawi, jak wypadnie to starcie siły z finezją, ale Białorusinka przegrała w niesamowitych okolicznościach z Dianą Sznajder (mimo że prowadziła 6:3, 5:3), dołączając do grona faworytek i faworytów, którzy polegli w Roland Garros.
22-letnia Rosjanka (23. WTA), od 2022 r. mieszkająca w USA, to postać kontrowersyjna w świecie tenisa. Odbierała ordery od Władimira Putina i popierała napaść na Ukrainę, brała udział w turnieju w Sankt Petersburgu organizowanym przez Gazprom.
Czytaj więcej
Na Roland Garros Maja Chwalińska przeżywa najpiękniejsze chwile w karierze, Iga Świątek – najtrudniejsze, odkąd wspięła się na tenisowy szczyt.
W wielkoszlemowym półfinale, podobnie jak Maja, nigdy wcześniej nie rywalizowała, ale fakt, że wyeliminowała Sabalenkę, musiał budzić podziw i respekt. – To wielki moment w mojej karierze. Z pewnością doda mi to pewności siebie i wiary – przyznała.
To było jej drugie spotkanie z Chwalińską. Cztery lata temu grały już ze sobą o finał, ale wtedy stawka była nieporównywalnie mniejsza. W turnieju ITF w Stambule zwyciężyła Sznajder (6:4, 6:4).
Nad kortem w Paryżu zebrały się ciemne chmury, więc o finał walczyły przy zamkniętym dachu. Odpadał element przypadku w postaci silnego wiatru.
Maja wyszarpała pierwszego gema, a potem imponowała różnorodnością zagrań (do czego zdążyliśmy się już przyzwyczaić), powiększając swoją przewagę. Sznajder odrobiła jednak stratę przełamania, a później wyrównała na 3:3, ale kolejnego gema – i to do zera – wygrała Polka i znów objęła prowadzenie. Do końca walczyły punkt za punkt, a że obie nie boją się kombinacyjnej gry, oglądaliśmy wiele długich wymian, po których ręce same składały się do oklasków.
Sznajder podkręcała tempo, ale Maja nie pozwoliła się przełamać przy stanie 5:5. Potrzebny był tie-break. Chwalińska zaliczyła w nim wielki powrót, przegrywała już 2-4, ale pokazała charakter, wygrała pięć kolejnych piłek i zwyciężyła 7:6 (7-4).
Polka szła za ciosem, drugiego seta zaczęła od przełamania. Rosjanka jednak nie odpuszczała, wyszła na prowadzenie i teraz to ona odpierała ataki. Przy stanie 4:3 musiała jednak skorzystać z przerwy medycznej.
Dobiegała końca druga godzina gry i nadal nie byliśmy bliżej odpowiedzi na pytanie, kto wystąpi w finale. Przerwa nie wybiła Chwalińskiej z rytmu. Wręcz przeciwnie – to Sznajder dawały się coraz bardziej we znaki trudy tego spotkania i nie nawiązała już walki.
Maja wygrała 6:4 i napisała historię. Została pierwszą kwalifikantką w erze Open, która doszła do wielkoszlemowego finału w Paryżu.
– To była niezwykła batalia, szczególnie ten pierwszy set. Bardzo fajne doświadczenie. Mam nadzieję, że to nie ostatni taki moment w mojej karierze. Będę starała się celebrować ten finał, stres na pewno będzie, ale oczywiście będę walczyła o triumf – opowiadała przed kamerami Eurosportu.
Paryż znów jest polski. Po czterech zwycięstwach Igi Świątek teraz to Maja stanie przed szansą wygrania Roland Garros.
Kto rywalką Mai Chwalińskiej w finale Roland Garros?
Odkąd w środę Sznajder wyrzuciła za burtę Sabalenkę, wiadomo było, że będziemy mieli nową mistrzynię wielkoszlemową. Spośród tegorocznych półfinalistek tylko Mirra Andriejewa była wcześniej w półfinale (Roland Garros 2024).
Czytaj więcej
Maja Chwalińska zachwyca grą i może nadszedł czas na wyniki. Rówieśniczka Igi Światek zakwalifikowała się w Melbourne do drugiego wielkoszlemowego...
I to doświadczenie gry w takich meczach, mimo młodego wieku, u 19-letniej Rosjanki było widoczne. Marta Kostiuk, choć w tym roku niepokonana na kortach ziemnych (17 zwycięstw z rzędu), wyglądała w czwartek na zagubioną i zdenerwowaną. Popełniała mnóstwo niewymuszonych błędów, poderwała się do walki dopiero w drugim secie, przy stanie 1:4, ale było już za późno.
Andriejewa grała solidnie, to wystarczyło na Ukrainkę trenowaną przez Sandrę Zaniewską. Wzięła rewanż za niedawną porażkę w Madrycie i w ekspresowym tempie zwyciężyła 6:1, 6:3.
– Jestem z siebie zadowolona, ale wciąż odczuwam nerwy. Nigdy nie doświadczyłam takiej kumulacji emocji. Warunki były trudne, wiatr nam przeszkadzał, ale zdołałam zrealizować swój plan. Nie zamierzam niczego zmieniać – opowiadała Rosjanka, trzecia najmłodsza zawodniczka (po Coco Gauff i Kim Clijsters),, która dotarła do finału Roland Garros w tym stuleciu.
Transmisje z Roland Garros w Eurosporcie oraz na platformach HBO Max i Player