Wszyscy Polacy zagrali bardzo dobrze, wyświechtane określenie, że „dali z siebie wszystko” nie ma w sobie nic z przesady. Robili wszystko, żeby zwyciężyć. Dążyli do strzelenia goli, wiedząc, że w takim szczególnym meczu liczy się tylko zwycięstwo i nie warto grać asekuracyjnie.

Wszystkie wyliczenia były na naszą korzyść. Byliśmy dłużej przy piłce, oddaliśmy więcej strzałów, szwedzki bramkarz musiał interweniować częściej niż polski. To my prowadziliśmy grę, do której gospodarze musieli się dostosować.

Czytaj więcej

Szwecja – Polska 3:2. Nie jedziemy na mundial, pierwszy raz od 12 lat piłkarskie święto bez nas

Ale to jest ich metoda. W ten sposób pokonali pięć dni wcześniej Ukrainę, teraz wykazali się podobną skutecznością. Wbili trzy gole, oddając na naszą bramkę trzy strzały. I nawet trudno któregoś z Polaków obarczać za to winą. Zawsze o stracie decyduje zły wybór, błąd w ustawieniu czy indywidualny. Im się powiodło, nam nie.

Może nawet można by napisać, że Szwedom się udało, czy mieli więcej szczęścia, ale przecież oni też walczyli o zwycięstwo. Zapracowali na nie, a Polacy nie zasłużyli na porażkę.

Szwecja – Polska 3:2. Nie było w naszej drużynie słabego punktu

Pokonanych też można żegnać brawami. Nie było w naszej drużynie słabego punktu. Poprzedni mecz z Albanią nie zachwycił, ale stał się okazją do sprawdzenia, jak zawodnicy sobie radzą z dobrym technicznie i zdeterminowanym przeciwnikiem. Jan Urban i Jacek Magiera wyciągnęli wnioski, wzięli pod uwagę zalety i specyfikę gry Szwedów, zmienili nieco skład i trafili idealnie.

Czytaj więcej

Baraże o MŚ 2026. Dla kogo ostatnie miejsca na mundialu? Wyniki i składy grup

Być może jeszcze ważniejsze było to, że trenerzy potrafili również zmobilizować zawodników. Oni od pierwszych minut atakowali, walczyli na całym boisku, nie odstawiali nóg, narażając się na kontuzje, nabiegali się jak długodystansowcy. I to wszyscy. Zarówno Robert Lewandowski, który za pół roku skończy 38 lat, Piotr Zieliński, jak i młodsi gracze.

Szkoda, bo „Lewy” i „Zielu” już raczej na mundial za cztery lata nie pojadą. Ale większość z tych, których oglądaliśmy na boisku, może to zrobić. Z Janem Urbanem i Jackiem Magierą mają szansę. Niech nikomu w PZPN nie przyjdzie do głowy ich zwalniać. Pierwszy raz od czasu Jerzego Brzęczka (2020 r.) można powiedzieć, że mamy trenerów, którzy potrafią nie tylko reprezentację zbudować, ale i ją rozwijać.