Korespondencja z Tokio
Ten medal urodził się w bólu. Andrejczyk od poprzednich igrzysk przeszła cztery operacje i wylała pewnie milion łez. Lepsza od naszej oszczepniczki na Stadionie Olimpijskim w Tokio była tylko Chinka Shiying Liu. Polka odniosła największy sukces w karierze, lecz uśmiechała się z trudem.
- Srebro jest fajne, zrobiłam co mogłam, ale nie jestem zadowolona. Chcę więcej, nie byłam tutaj sobą - mówi nasza zawodniczka.
Andrejczyk w Tokio startowała z urazem. - Mam wciąż naderwany mięsień barku, przez co nie czułam swojego ciała w czasoprzestrzeni, nie mogłam się odnaleźć. Po rzutach na rozgrzewce myślałam, że już sam awans do „ósemki” będzie sukcesem - wyjaśnia.
Polka medalem odpowiedziała tym, którzy w nią zwątpili. - Jestem świadoma tego, co działo się ze mną w tym sezonie i przez ostatnie lata - mówi. - To był dramatyczny czas, podczas którego widziałam także spojrzenia hejterów, którzy mówili: „Skończyłaś się, nie wrócisz”. Dziś im dziękuję.
Nasza oszczepniczka zapowiedziała, że medal przeznaczy na licytację. Tak samo, jak robił to jej przyjaciel, dyskobol Piotr Małachowski.