To nie był udany dzień dla polskiego tenisa. Niemal w tym samym czasie, w piątkowe popołudnie, z prestiżowym „tysięcznikiem” w stolicy Hiszpanii pożegnali się Hurkacz i Fręch.

Hubert przyjechał do Madrytu już z nowym trenerem, Francuzem Gilles Cervarą, który kiedyś wprowadził na szczyt Rosjanina Daniiła Miedwiediewa. W pierwszej rundzie Polak bez problemów poradził sobie z portugalskim kwalifikantem Jaime Farią (6:3, 6:3).

Kiedy Iga Świątek gra w Madrycie? 

W drugiej poprzeczka poszła już dużo wyżej. Na drodze pojawił się Musetti, rozstawiony z nr 6. I ten mecz nie ułożył się po myśli Hurkacza. Szybko został dwukrotnie przełamany i musiał gonić wynik. Druga partia wyglądała już w jego wykonaniu lepiej, była bardziej wyrównana. Polak miał nawet dwie piłki setowe, ale Włoch doprowadził do tie-breaka, a w nim przypieczętował awans.

Czytaj więcej

Mecz jak rozgrzewka. Szybkie zwycięstwo Igi Świątek oglądał nawet Thibaut Courtois

O ile porażka Hurkacza nie jest niespodzianką, to już przegrana Fręch z notowaną 50 pozycji niżej Sierrą (88. WTA) może martwić. Polka była faworytką tego pojedynku, ale nie pierwszy raz okazało się, że rankingi nie mają znaczenia.

Fręch popełniała zbyt wiele błędów, miała problemy z serwisem. Argentynka wykorzystała jej słabszy dzień i do końca kontrolowała przebieg spotkania.

Wcześniej w drugiej rundzie odpadła Magda Linette – po porażce 4:6, 1:6 z Ivą Jović. 18-letnia Amerykanka to potencjalna rywalka Igi w czwartej rundzie. Najpierw musi jednak pokonać Kanadyjkę Leylah Fernandez, a Świątek – Amerykankę Ann Li, zajmującą 34. miejsce w rankingu WTA. Polka wraca na kort w sobotę.