Podwyżka wypłat we wszystkich turniejach Wielkiego Szlema to ostatnimi laty norma, ale Wimbledon wyraźnie walczy o to, by być liderem wśród czterech miast organizujących najważniejsze wydarzenia tenisowe na świecie.

Kolejny wzrost nie będzie identyczny dla wszystkich uczestników, ale zgodnie z przyjętą niedawno w Wielkim Szlemie strategią, nieco więcej od średniej (procentowo) znów dostaną singliści, zwłaszcza ci, którzy odpadają we wczesnych rundach. Za sam udział w turnieju głównym premia w 2015 roku wyniesie 29 tys. funtów szterlingów (było 27 tysięcy). Mistrz i mistrzyni dostaną czeki po 1,88 mln GBP (rok temu Novak Djoković i Petra Kvitova odebrali po 1,76 mln).

Angielscy działacze z dumą oświadczyli, że ich pula nagród jest obecnie „największa w historii zawodowego tenisa", płacą więcej niż Amerykanie (ok. 40,6 mln dol. w przeliczeniu z funtów wobec 38,75 mln dol. w Nowym Jorku), choć to zdanie nie dotyczy nagród dla zwycięzców. W ubiegłym roku mistrz i mistrzyni US Open otrzymali w przeliczeniu z dolarów po 1,964 mln funtów szterlingów.

Na trzecim miejscu pod względem wypłat pozostają Australijczycy z Melbourne (ale są blisko), turniej na kortach im. Rolanda Garrosa zdecydowanie zamyka od lat tę nieoficjalną rywalizację na premie, choć w tym roku w Paryżu pula nagród wzrośnie o 12 procent.

Wimbledon rozpoczyna się 29 czerwca, zakończy 12 lipca. Po raz pierwszy między zakończeniem Wielkiego Szlema w Paryżu i startem turnieju w Londynie będą aż trzy tygodnie gry na kortach trawiastych, nie dwa.