Początek meczu Igi Świątek z Anną Kalinską mógł budzić obawy, czy to nie będzie czarna sobota dla polskich tenisistów.
Polka przegrywała z Rosjanką już 1:5, ale nie pierwszy raz udowodniła, że nie ma dla niej sytuacji bez wyjścia. Doprowadziła do remisu, później do tie-breaka, a w nim pokazała siłę.
Iga Świątek w czwartej rundzie US Open. Kto będzie jej kolejną rywalką?
Kalinska się irytowała, dyskutowała ze swoją trenerką, uderzała rakietą w ziemię. Jej gra kompletnie się rozsypała, ale w drugim secie uspokoiła nerwy i dotrzymywała kroku Świątek. Zawiesiła wysoko poprzeczkę, to był zdecydowanie najtrudniejszy mecz Polki w US Open.
Czytaj więcej
Po zwycięstwie 6:1, 4:6, 6:4 nad Holenderką Suzan Lamens Iga Świątek jest w trzeciej rundzie US Open. Nie obyło się jednak bez problemów. Teraz Pol...
– Anna grała świetnie, trafiała wiele ryzykownych uderzeń. Miałam wrażenie, że też gram dobrze, ale popełniałam błędy. Później to ona zaczęła się mylić i się usztywniła – opowiadała Iga.
O ćwierćfinał powalczy z inną Rosjanką – Jekateriną Aleksandrową (12. WTA), która rozbiła w godzinę 6:0, 6:1 Niemkę Laurę Siegemund i dotąd nie straciła w Nowym Jorku jeszcze seta. Bilans bezpośrednich spotkań jest korzystny dla Polki (4-2).
US Open. Dlaczego Kamil Majchrzak skreczował?
Wcześniej z US Open odpadło dwoje Polaków. Magdalena Fręch odebrała lekcję tenisa od Coco Gauff. Z trzecią rakietą świata przegrała 3:6, 1:6. Nawiązać walkę zdołała tylko w pierwszym secie.
Trzeba powiedzieć uczciwie, że każdy inny scenariusz byłby dużą niespodzianką, skoro Gauff to jedna z faworytek turnieju, triumfatorka US Open 2023, która w dodatku może liczyć na wsparcie własnej publiczności. Fręch i tak ma prawo być zadowolona. W Nowym Jorku osiągnęła najlepszy wynik w karierze.
Czytaj więcej
Po sukcesie w Cincinnati Iga Świątek nie miała czasu na świętowanie. Wsiadła w samolot i poleciała do Nowego Jorku. Już w niedzielę rusza US Open.
Spory niedosyt odczuwa za to Kamil Majchrzak. Był faworytem starcia ze szwajcarskim kwalifikantem Leandro Riedim, ale na korcie wytrzymał niecałe pół godziny. Skreczował przy stanie 3:5.
Ból żeber doskwierał mu już w trakcie spotkania z Rosjaninem Karenem Chaczanowem. Wówczas niosła go jednak adrenalina i zwyciężył po pięciosetowej batalii. W sobotę nie był w stanie serwować i choć zaczął od prowadzenia 3:0, to przegrał pięć kolejnych gemów. Wtedy uznał, że dalsza gra nie ma sensu.