Z tego artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego organizacja zarządzająca kobiecym tenisem znalazła się na krawędzi finansowej zapaści.
  • Jak kontrowersyjna koncepcja „tenisowego Disneylandu” wpływa na przebieg i atmosferę najważniejszych turniejów.
  • W jaki sposób kryzys w WTA może odbić się na puli nagród.
  • Kto został nową królową tenisa, przerywając dominację na szczycie światowego rankingu.

Brytyjski „Telegraph” napisał, że WTA, czyli organizacja zarządzająca kobiecym tenisem, ma poważne kłopoty finansowe i jeśli sytuacja nie ulegnie poprawie, to już w przyszłym roku może stanąć na krawędzi bankructwa.

Gazeta informuje, że przychody organizacji wynoszą 112 mln dol., a straty operacyjne sięgają 23 mln. W kasie organizacji zostało 15 mln, co musi wystarczyć do końca sezonu.

Problemy finansowe WTA. Ryzyko mniejszych nagród

Wygląda na to, że trzeba będzie zacisnąć pasa, co prawdopodobnie odbije się na wysokości nagród. A przecież tenisistki tak bardzo walczyły o większe premie i zrównanie ich płac z męskimi, jednocześnie buntując się przeciw napiętemu do granic możliwości kalendarzowi.

Czytaj więcej

Przepełniony kalendarz, brak czasu na życie prywatne, nocne kontrole. Tenis potrzebuje reform

Według „Telegraph” już w tym roku pula na kończący sezon turniej WTA Finals ma być niższa o około jedną trzecią w porównaniu do ostatniej edycji, kiedy Jelena Rybakina zarobiła za triumf 5,2 mln dol. WTA chwaliła się, że była to najwyższa premia w dziejach kobiecego tenisa.

Niedawno WTA rozwiązała jednak umowę z Arabią Saudyjską, która gościła turniej w dwóch poprzednich latach. Szejkowie płacili hojnie, ale przeniesienie imprezy na Bliski Wschód budziło ogromne emocje i kontrowersje.

Z końcem przyszłego roku wygasa z kolei porozumienie z funduszem CVC Capital Partners, który gwarantuje 30 mln dol. rocznie. Nowa szefowa WTA Amerykanka Valerie Camillo zapowiedziała ograniczenie wydatków, ale to może się okazać za mało. Potrzeba nowych sponsorów i większych przychodów medialnych.

Może będzie zmuszona pójść drogą organizatorów US Open. Nowy prezes amerykańskiego związku (USTA) Craig Tiley, stojący za rozwojem i sukcesem Australian Open, nie ukrywa, że jego celem jest uczynienie z nowojorskiego turnieju „tenisowego Disneylandu”, czyli połączenia sportu na najwyższym poziomie z rozrywką dla każdego.

Czytaj więcej

Iga Świątek odpada z US Open. W pierwszym secie prowadziła 5:0

Próbkę dostaliśmy już podczas tegorocznej rywalizacji. Zaproszono 100 influencerów, którzy mieli zadbać o promocję imprezy w mediach społecznościowych, przyciągnąć na trybuny i przed telewizory nowych młodych fanów, a także sponsorów. I pewnie nikomu by nie przeszkadzali, gdyby nie zaczęli robić wokół siebie tak dużego zamieszania.

Gwiazdy tenisa nie ukrywały, że zachowanie influencerów nie pozwala im się skupić na grze. Są głośni, kręcą się po trybunach, przywoływać do porządku muszą ich sędziowie.

Błyski i flesze podczas nagrywania rolek i robienia zdjęć biją w oczy rywalizujących zawodników. Jakby tego było mało, w powietrzu unosi się nieprzyjemna woń marihuany. Na ten problem (zresztą powtarzający się na US Open co roku) zwracała mocno uwagę Aryna Sabalenka.

– Pomyślałam sobie: ludzie, możecie robić, co chcecie, palić cokolwiek, relaksujcie się, ile wlezie, ale błagam: nie róbcie tego wokół kortów tenisowych. Nie wiem, czy docierało to z trybun, czy z zewnątrz i przenosił to na stadion wiatr. Faktem jest, że ciężko się znosi ten zapach, kiedy próbujesz rywalizować na najwyższym poziomie. Jeśli będą dalej palić, to w końcu sama się upalę – żartowała Sabalenka na konferencji prasowej, choć w trakcie meczu nie było jej do śmiechu. Przerwała grę i poprosiła o interwencję. Pani sędzia mogła jednak tylko bezradnie rozłożyć ręce.

Jelena Rybakina nową liderką rankingu WTA

Białorusinka straci w poniedziałek pozycję liderki światowego rankingu. Po raz pierwszy od kwietnia 2022 r. na szczycie klasyfikacji znajdzie się inna tenisistka niż Sabalenka lub Iga Świątek.

Czytaj więcej

Iga Świątek skutecznie wspiera polski golf

Nową liderką, 30. w historii rankingu, zostanie Rybakina. Zawdzięcza to pierwszemu w swojej karierze awansowi do półfinału US Open. Kazaszka została postawiona pod ścianą przez Qinwen Zheng, która wcześniej wyeliminowała Świątek. Chinka potwierdziła w poprzednich rundach, że jest mistrzynią wielkich powrotów, ale tym razem to Rybakina pokazała jeszcze większy charakter, wyszła z tarapatów i odwróciła losy rywalizacji (3:6, 6:1, 6:4).

– To niesamowite osiągnięcie, ale wiecie, jak szybko wszystko może się zmienić w tenisie, jeśli chodzi o ranking. Ta jedynka przy nazwisku będzie tylko liczbą. Najważniejsze w ostatecznym rozrachunku są tytuły – podkreślała Rybakina.

Przyznała, że jako dziecko nie myślała o tym, że będzie grać profesjonalnie i brać udział w największych turniejach. – Lubiłam grać w tenisa po szkole i spotykać się z przyjaciółmi. Ale to była po prostu zabawa. Decyzję o zostaniu zawodowcem podjęłam w wieku 17 lat. Wierzyłam, że mogę sobie dobrze radzić, ale oczywiście nie wiedziałam, jak daleko zajdę. Jestem bardzo dumna, że reprezentuję Kazachstan. Coraz więcej dzieci gra tam w tenisa, coraz więcej osób przychodzi na korty. Jest mi bardzo miło, że podziwia mnie tak wielu młodych ludzi. To dowód na to, że wszystko jest możliwe, jeśli wierzysz i ciężko pracujesz – zaznacza Rybakina.

To jest jej czas. Rok temu wygrała wspomniany turniej WTA Finals. Potem, już na początku tego roku, triumfowała w Australian Open. W nocy polskiego czasu walczyła o finał US Open z Coco Gauff. Gdyby zagrała w nim z Sabalenką (jej przeciwniczką w półfinale była inna Amerykanka Jessica Pegula), ta historia zyskałaby jeszcze bardziej smakowity wymiar.