Pierwsza była Maja Chwalińska. Wygrała z Kateriną Siniakovą 6:0, 7:5.Rywalka wiadomo: deblowa mistrzyni wielkoszlemowa, w singlu raczej nie nawykła do długich przebieżek i wymian, co Polka wykorzystała ze sprytem i wdziękiem. Dziewczyna z Dąbrowy Górniczej może ma postać skromną i wzrost niewysoki, ale duch nie do złamania.
Trzy rundy eliminacji w Roehampton przeszła pięknie, pierwszy w życiu mecz Wielkiego Szlema, od razu w Wimbledonie, wykorzystała jeszcze piękniej. Grała tak, jak powinno się grać na trawie: biegać lekko, slajsować dużo, by męczyć kolana rywalki, grać szybko i serwować porządnie. Jak sama powiedziała „Rz”, wygrała, gdyż często zmieniała rytm, grała aktywnie, a rywalki tego bardzo nie lubią. No i cieszyła się meczem.