Reklama

Garbine Muguruza: Uczył ją „El Killer”

Nowa mistrzyni wielkoszlemowa to Garbine Muguruza Blanco, duma Hiszpanii i Wenezueli, panna rogata, ale pewna swych przewag. Będzie rządzić.
Garbine Muguruza dopiero od roku 2014 reprezentuje barwy Hiszpanii, ale już jest jej dumą.

Garbine Muguruza dopiero od roku 2014 reprezentuje barwy Hiszpanii, ale już jest jej dumą.

Foto: AFP

Wenezuela ma z racji sportowych wyborów Garbine Muguruzy trochę żal. Dziewczyna zasadniczo wyrosła na mistrzynię rakiety na kortach w Barcelonie, ale urodziła się przecież w Guatire, stan Miranda, jakieś pół godziny drogi autem do stolicy – Caracas. Mama – pani Scarlet Blanco, krew miejscowa, tylko tata Jose Antonio Muguruza przyjezdny.

Przyleciał wiele lat temu do Wenezueli z Kraju Basków, osiadł, założył rodzinny biznes w branży metalurgicznej – tak pisze się oficjalnie, mniej oficjalnie – stworzył firmę spawalniczą, specjalność: łączenie rur miedzianych i budowa zbiorników na gaz. Z panią Scarlet najpierw mieli dwóch synów. Asiera wychowali na inżyniera, Igora na ekonomistę. Obu dali rakiety tenisowe do rąk, chłopcy po amatorsku grali, ale dopiero najmłodsze dziecko, córka Garbine, podeszło do sportu z właściwym entuzjazmem.

Najpierw naśladowała braci, potem chciała być lepsza. Tata z początku uznał, że wystarczą treningi lokalne, w klubie Mansión Mampote w pobliskiej miejscowości Guarenas. Pierwszy trener nazywał się Rene Fajardo, znany w okolicy jako „El Killer". – Skupiona, niezależna, zdyscyplinowana, odważna, z charakterem, nigdy nie była laleczką – wystawił jej po latach laurkę. Garbine trenowała, jak trenuje się dzieci: w klubie, na obozach sportowych i w szkole San Martin de Porres.

Rodzice wybrali jednak dla ośmioletniej córki dalszy pobyt w Hiszpanii z powodów, które odkrywają nieśmiało. Chętnie podają argumenty sportowe: poziom szkolenia w Barcelonie w akademii Sergio Bruguery jednak był wyższy niż u samego „El Killera". Chwalić wenezuelski tenis tak naprawdę trudno: liderką w kraju jest dziś Andrea Gamiz (344. WTA), lider męski to Ricardo Rodriguez-Pace (557. ATP). Może tylko pasjonaci pamiętają, jak kiedyś grały Maria Vento-Kabchi (26. WTA w 2004 roku) albo Milagros Sequera (48. w 2007).

Dochodzą też inne powody, mniej nagłaśniane: w kraju rządzonym przez Hugo Chaveza pan Muguruza, jako prywatna inicjatywa, nie czuł się zbyt pewnie, kolejny prezydent Nicolas Maduro nie uspokoił jego obaw o wywłaszczenie, choć przyznać trzeba, że złożył rodzinie bogatą ofertę wsparcia talentu córki. Dochodzi jednak najwyższy w Ameryce Łacińskiej wskaźnik porwań dla okupu oraz mocne miejsce na podium w klasyfikacji liczby zabójstw.

Reklama
Reklama

Za pobytem w Wenezueli były tylko przepiękne plaże w Cuyagua i Cata oraz rodzina mamy. Skoro jednak mama pojechała także do Barcelony, to wybór paszportu (podjęty ostatecznie w 2014 roku i ogłoszony triumfalnie przez znające się na tenisie władze sportowe na Półwyspie Iberyjskim) stał się faktem. Hiszpania zyskała przyszłą mistrzynię.

Szkolili ją długo Alejo Manasidor i Xavier Budo, talent na pewno wzmocnili. Panna Garbine, rocznik 1993, szybko dała się zauważyć po wejściu w 2011 roku w dorosły tenis. Chrztem bojowym albo przepowiednią dalszych sukcesów stało się zwycięstwo w Roland Garros 2014 nad Sereną Williams. Pierwszy wygrany turniej WTA – Hobart, też w 2014.

Efektowny ciąg dalszy nastąpił szybko. Z Samem Sumykiem, francuskim trenerem o solidnej reputacji i dorównującym jej wynikom z Wiktorią Azarenką i wcześniej Wierą Zwonariową (tylko krótkie spotkanie z Eugenie Bouchard skończyło się niczym), spotkała się w połowie września 2015 roku, po przegranym z Sereną finale Wimbledonu, przed US Open.

Sumyk, znany z dobrego oka do obiecujących tenisistek o niezbyt łatwych charakterach, miał pewne trudności wychowawcze z Muguruzą, mikrofony wyłapywały nieraz ich starcia, ale doświadczenie to doświadczenie. Po kilku tygodniach zaliczył z Muguruzą zwycięstwo w Pekinie. Po niespełna roku dopisał do listy sukcesów trenerskich tytuł w Paryżu.

Od poniedziałku 6 czerwca, kosztem Agnieszki Radwańskiej, Garbine Muguruza jest już drugą rakietą świata. Pierwszą, Serenę Williams, umie pobić jej arsenałem: potęgą uderzeń z głębi kortu, podejmowaniem ryzyka strzałów w linie, determinacją i zaciętością. Niewiele ma słabych stron, dość widoczna przed laty – serwis, już została przez Sumyka poprawiona. Gorąca głowa – też już trochę stygnie.

Podobieństwa do gry Sereny zauważyli w Paryżu wszyscy, zwłaszcza to, że Hiszpanka z Wenezueli lubi rządzić na korcie i nawet jak napięcie w wymianach gwałtownie rośnie, ona rośnie razem z nim. Conchita Martinez, mistrzyni Wimbledonu z 1994 roku, dziś pani kapitan reprezentacji Hiszpanii w Pucharze Federacji, powtarza: – Jestem pewna, że wygra nam wiele turniejów Wielkiego Szlema.

Reklama
Reklama

Wenezueli pozostają uprzejme słowa Garbine o ciepłych uczuciach noszonych w sercu oraz okazjonalne wizyty na plaży. Nowy dom ma jednak nie w Hiszpanii, tylko w Genewie.

Tenis
Billie Jean King Cup. O awans do turnieju finałowego nasze tenisistki zagrają w Polsce
Materiał Promocyjny
Nowy luksus zaczyna się od rozmowy. Byliśmy w showroomie EXLANTIX
Tenis
Iga Świątek nie robi sobie przerwy po Australian Open. Kierunek: Katar
Tenis
Nie chcą się czuć jak w zoo. Gwiazdy tenisa mają dość kamer
Materiał Promocyjny
Arabia Saudyjska. W krainie gościnności
Tenis
Iga Świątek nie wygra Australian Open, Jelena Rybakina za silna
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama