Rz: Jak smakuje czwarte zwycięstwo w turnieju WTA?

Agnieszka Radwańska: Sukces jest porównywalny z poprzednimi, ale dawno nie grałam tak ciężkiego turnieju jak w Eastbourne. Od początku miałam trudne mecze. Od drugiej rundy do finału wszystkie na styk. Trochę byłam zaskoczona tym zwycięstwem, bo przyszło po dziesięciu dniach przerwy po kontuzji w Paryżu. Przez ból ręki praktycznie nie mogłam grać. Myślałam, że zagram jeden mecz i przyjadę do Londynu. Wyszło zupełnie inaczej.

Czy to zwycięstwo nie kosztowało pani zbyt wiele zdrowia?

Na pewno czuję je w nogach. Zmęczona jestem bardzo, mięśnie mam tak nabite, że ledwie wchodzę po schodach. Ale ręka prawie nie boli, jest znacznie lepiej. Opatrunek wciąż jest jednak taki sam, owijam go dodatkowo na mecze, by się lepiej trzymał.

Próbowała pani przełożyć swój poniedziałkowy mecz z Ivetą Benesovą na wtorek?

Tak, prosiliśmy o przełożenie, ale tu obowiązują wimbledońskie prawa, wiadomo, że jak gra cała połówka drabinki, to nie ma żadnych wyjątków.

Czy robi na pani wrażenie siódma pozycja w kolejce do zwycięstwa w rankingu bukmacherów?

Ja o tym nie myślę, czy jestem siódma, piętnasta czy setna do zwycięstwa. Chcę się skupić na pierwszej rundzie, jeśli wygram, to na drugiej i tak dalej. Dziś nie myślę o półfinałach czy finałach.

A o miejscu w pierwszej dziesiątce rankingu WTA?

Na to bardziej zwracam uwagę. Wiadomo, o co idzie walka. Marion Bartoli ma w Wimbledonie więcej punktów do obrony – 700 to naprawdę wiele, a ja już swoje w praktyce obroniłam w Eastbourne. Nawet gdyby mi się nie powiodło, to nie spadnę.

Co pani wie o pierwszej wimbledońskiej rywalce Ivecie Benesovej?

Ostatni sezon grała dobrze na ziemi. Nawet zrobiła postępy, widać to było w Paryżu. Jak gra na trawie, nie wiem.

Ostatni sukces dowodzi, że może pani wygrywać na każdej nawierzchni? Czuje pani swoją wszechstronność?

Mogę powiedzieć, że tak. Zauważyłam, że gdy ktoś mnie pyta, jaka jest moja ulubiona nawierzchnia, za każdym razem odpowiadam inaczej, bo właściwie jest mi wszystko jedno. Na każdej trzeba sobie radzić.