Rz: Czy to była próba bicia rekordu do Księgi Guinnessa? 76-minutowy set bez tie breaka nie zdarza się co tydzień...

Agnieszka Radwańska:

Sama się dziwiłam patrząc od czasu do czasu na zegar. Ale wiedziałam, że to nie będzie krótki mecz, bo to typowo „ziemna" zawodniczka.

Barrois mówi, że jest Niemką, nazywa się jak Francuzka, a gra jak Hiszpanka.

No tak. Często zmieniała uderzenia – grała top spiny, slajsy, półloby... Z takimi rywalkami gra się bardzo niewygodnie. Całe szczęście, że mecz skończył się w dwóch, a nie w trzech setach.

Nie da się zagrać trzech idealnych meczów dzień po dniu?

Nikt przez przypadek nie wygrywa z Safarovą i Bartoli. Spodziewałam się więc, że nie będzie łatwo i że wymiany nie skończą się po dwóch, trzech uderzeniach. Naprawdę nie liczyłam na zwycięstwo 6:1, 6:2.

Przez cały pierwszy set z tyłu kortu siedział Piotr Woźniacki i coś zapisywał...

Może robił notatki na wypadek meczu Karoliny z Barrois? Bo co nowego mógłby wypatrzyć w moim tenisie? Znamy się z Karoliną od tylu lat, wiele razy grałyśmy przeciwko sobie, często razem trenujemy, oglądamy wzajemnie swoje mecze... Jest jeszcze telewizja, więc pod tym względem nie mamy przed sobą tajemnic.

Co tata podpowiedział pani poproszony na kort pod koniec pierwszego seta?

Radził, abym grała bardziej agresywnie. Bo faktycznie w wielu gemach, w których miałam breakpointy, nie wykorzystywałam przewagi. A czasami po prostu Barrois serwowała za dobrze.

I jeszcze strzelała po liniach, jakby był w nich i w piłce jakiś magnes.

To chyba był jakiś rekord! Zwłaszcza pod koniec pojedynku, broniąc kilku meczboli, trafiła w linię raz po raz. To było wręcz nieprawdopodobne.

Przyda się w piątek ten dzień odpoczynku?

Oj tak. Zwłaszcza że skończyłyśmy grać bardzo późno.

-rozmawiał w Stuttgarcie Artur St. Rolak